sobota, 6 lutego 2016

Wielki powrót po dłuuuugiej nieobecności

Jak już chyba wszyscy zauważyli, trochę mnie tu nie było. Złożyło się na ten fakt wiele czynników. Po pierwsze brak pomysłów, motywacji, ochoty i pasji. Po drugie uczelnia, sesja przed wakacjami, praktyki po, a potem kolejny rok. Do tego dołączył zepsuty komputer, który odmawia posłuszeństwa i nie miałam nawet jak obrabiać zdjęć.

Zdecydowanie nie zachęcało mnie też ogólnospołeczne przekonanie, że nie robię nic ciekawego, oryginalnego ani fajnego. Tocząca się od kilku miesięcy dyskusja, czy osoby takie jak ja, podróżujące po niedalekich miejscach, które świat poza Europą widziały zaledwie kilka razy, są w stanie przekazać coś ciekawego swoim czytelnikom. Tacy zwykli zjadacze chleba, którzy ani na Evereście nie byli, ani Laosu nie widzieli, nie powinni w ogóle 'zaśmiecać' otchłani internetowych.


No naczytałam się takich mądrości kiedyś i zaczęłam chyba za bardzo nad tym rozmyślać. Przemyślałam sprawę, zajęło mi to kilka miesięcy. Stwierdziłam, że jadąc choćby ostatnio do Wilna, nie szukałam informacji na blogach wielkich podróżników, bo to ani o Evereście, ani o Laosie, o Sri Lance nie wspominając. Szukałam ciekawostek na blogach ludzi takich jak ja, którzy mając kilka groszy w kieszeni, decydują się wydać to właśnie na zwiedzanie kolejnych miejsc na mapie. Miejsc, które nie znajdują się po drugiej stronie globusa, lecz nawet na tej samej kartce w podręcznym atlasie do geografii.



Nie mam ani nadzwyczajnej wiedzy geograficznej, historycznej ani topograficznej. Moje wykształcenie idzie w tak bardzo odrębnym od tego kierunku i praktycznie niespecjalnie łączy się z podróżami. Większość postów piszę opierając się na przewodnikach, których używałam, stronach internetowych, które każdy może znaleźć.  Więc co ja mogę do tego wszystkiego wnieść spędzając kilka godzin na pisaniu każdego posta?



Otóż, chyba jak każdy mam prawo do swojego miejsca w Internecie, mam prawo do dzielenia się swoimi opiniami, wrażeniami, zdjęciami. Częściowo dla samej siebie, częściowo dla innych. Blog jest dla mnie swoistym 'przedłużeniem' moich albumów ze zdjęciami. Oglądając, odświeżam wspomnienia, ale czytając, przypominam sobie wszystko lepiej, wyraźniej. Wiem, że są ludzie, którzy tutaj zaglądają. Widzę statystyki i nadal szokuje mnie, że od maja odwiedziny bloga wzrosły kilkukrotnie. I mam nadzieję, że nie wszystkie wygenerowała moja Mama z Babcią ;D Mam dostęp do postów, które odwiedzacie najchętniej, do haseł przez które wchodzicie na mojego bloga. I właśnie dla tych ludzi, którzy wchodzą tutaj i znajdują to, co potrzebowali, ja zdecydowałam, że nadal pisać będę. Raz częściej, raz mniej często, zapewne nie regularnie jak w zegarku i nie jakieś supermądre mądrości.

Postaram się wprowadzić jakąś część związaną trochę z moimi studiami. Może jakieś powiązania z genetyką a podróżowaniem (ciekawe, czy podróżnicy mają jakiś specyficzny gen, którego nie mają ludzie uwielbiający siedzieć w miejscu), może coś o szczepieniach, w które warto zainwestować. O popularnych chorobach w podróży. Postaram się, aby to było coś innego mimo wszystko, aby było dosyć profesjonalnie opracowane, bo w końcu nie każdy ma dostęp do fajnych materiałów z mądrych uczelni, a wujek google nigdy nie będzie miał spójnej wersji. Zobaczymy co z tego wyjdzie, bo planów już trochę na tego bloga było, a niewiele z nich doszło do ostatecznej realizacji.



Tyle tłumaczeń i planów, Teraz tak po krótce opowiem Wam co się działo ze mną w czasach, kiedy blog świecił pustkami. Ogólnie większość mojego życia można opisać kilkoma zdjęciami przedstawiającymi książki. Bo na tym głównie polega studiowanie, cóż.




Potem przychodzą wakacje i zaczynają się miłe rzeczy. Zaraz po ostatnim egzaminie zaczęłam praktyki wakacyjne, które będą co roku zabierały mi miesiąc wakacji. Te jednak nie były wcale zmarnowanym czasem i niespecjalnie żałowałam, że czas spędzam na oddziale a nie na plaży. Chociaż temperatury były zdecydowanie egzotyczne.


 Zaraz po praktykach pojechałam z Anią do Wilna. Pierwszy raz byłam na Litwie w piątej klasie szkoły podstawowej. i od tamtego czasu obiecywałam sobie, że muszę wrócić przynajmniej do stolicy. PolskiBus zdecydowanie przyczynił się do realizacji tego planu, gdyż w promocji bilety kosztowały całe 29 zł w jedną stronę! Za tyle to ja nieraz do domu z Katowic wracałam. No grzech było nie kupić. Tak więc pod koniec lipca udałyśmy się do Wilna. Stamtąd do Troków, ale o tym kiedy indziej.

Wracając z Wilna postanowiłyśmy zostać chwilę w Warszawie i dzięki naszemu hostowi Mańkowi, miałyśmy okazję brać udział w Godzinie W. Byłyśmy w samiusieńkim środku ronda, było niesamowicie, naprawdę! Każdemu polecam przeżycie takiego wydarzenia, najlepiej będąc w środku tego wszystkiego.


Będąc w Warszawie zwiedziłyśmy też Pałac w Wilanowie.


Jakiś czas później udałam się z grupą znajomych nad polskie morze. Spędziliśmy tydzień w Darłówku zwiedzając okoliczne miejscowości. Pierwszy raz w życiu trafiłam na tak zimny Bałtyk, że nie byłam w stanie wejść dalej niż po kolana.


We wrześniu kontynuowałam swoje wakacje i postanowiłam spełnić moje kilkuletnie już marzenie. Wybrałam się więc do Poznania, aby poznać to piękne miasto. To były trzy dni intensywnego zwiedzania, ale też odpoczynku, jedzenia najlepszej pizzy na świecie i leżenia na największych trawiastych poduszkach pod Urzędem Miasta.


Na zakończenie wakacji tydzień spędziłam na Krecie. Mimo niespecjalnie udanej pogody, udało nam się zwiedzić kawałek Heraklionu i miejscowości, w której mieszkałam. Najadłam się za wszystkie czasy baklavy, trochę poleżałam na plaży. Ogólnie dobry relaks przed kolejnym ciężkim rokiem na studiach.

Od października jakoś na studiach przetrwałam, ale wraz z pożegnaniem starego roku postanowiłam spełnić moje kolejne marzenie, czyli zobaczyć Bałtyk zimą. Znalazłyśmy więc Pendolino i w 5 godzin z Krakowa byłyśmy już nad morzem. Tam spędziłyśmy kilka dni próbując nie zamarznąć. Sylwester był świetny, morze jak zwykle piękne i uwielbiam.


To tak w skrócie co robiłam gdy wyglądało na to, że nic nie robiłam. Zapewne opisy wszystkich wydarzeń znajdziecie niebawem na moim blogu. Mam nadzieję, że nadal będziecie chcieli  tutaj zaglądać ;)


6 komentarzy:

  1. A tak swoją drogą, odnośnie egzotycznych miejsc... Na Twojego bloga trafiłam kiedyś po raz pierwszy, szukając informacji o Andorze (choć od tej pory nic się nie zmieniło i Andora jest wciąż tylko w planach ;) ) i muszę przyznać, że w ogóle mało jest informacji o tym kraju. Więc też jesteś egzotyczna :))

    I bardzo się cieszę, że wróciłaś do pisania :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miło Cię widzieć z powrotem. Studia rzeczywiście wywracają życie do góry nogami, ale tylko przez pierwszy rok, a potem to już wszystko staje się normalnością. Twoje ostatnie podróże były bardzo rozrzucone na europejskiej mapie. Liznęłaś każdego klimatu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również się cieszę, że wróciłaś :)
    I podzielam Twoje zdanie - pisanie bloga to również dla mnie przedłużenie wspomnień. Nie muszę go pisać tak, żeby udowodnić, że jestem wielką podróżniczką. Cieszę się, że mam czytelników. Ale cieszę się też samym pisaniem.
    Wpis z Twojej pierwszej fotki od Tima T. jest dla mnie trochę krzywdzący, ale mam go w nosie ;) I tak będę pisać! (mimo, że ja też mam ostatnio baaardzo mało czasu, ale z innych względów ;)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj już myślałam, że nie będzie nowych wpisów :cc

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobrze, że wróciłaś! :) Chętnie tu zaglądam. Wcale nie trzeba częstych postów i odległych podróży. Pozdrawiam Cię

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...