piątek, 31 października 2014

Jak się spakować w bagaż podręczny na tydzień dwa lub trzy?

Kiedy kupiłam bilet do Paryża w zeszłe wakacje byłam trochę przerażona. Głównym tego powodem był fakt, że zdecydowałyśmy nie kupować bagażu rejestrowanego, który w tanich liniach lotniczych jest bardzo drogi. Zastanawiałam się jak można się spakować na 10 dni podróży tylko w bagaż podręczny??? Wtedy wydawało mi się to ogromnym wyczynem balansującym na granicy cudu. No bo jeszcze jak wymiary się zgadzały, to waga 10 kilogramów nie miała prawa bytu! Pierwsze kroki skierowałam do sklepu z walizkami, gdyż moja mała walizka przekraczała wymiary bagażu Ryanair 55 x 40 x 20. W sklepie okazało się, że walizki są albo bardzo drogie, albo bardzo brzydkie. Wszystkie też są bardzo ciężkie, bo ważą około 2 kg w najlepszej opcji. A to jak wiadomo pozostawia tylko 8 kg do zapakowania do środka. Oj nie, tak być nie może.


Przemyślałam sprawę i wymyśliłam, że muszę w takim razie zapakować się w torbę. Wiadomo- nie ma kółek, stelaży, to i lżejsza będzie. Ale skąd wziąć torbę o idealnych wymiarach? Z pomocą przyszła mi ciocia-krawcowa. Uszyła mi torbę o wymiarach wprost do Ryanair'a.  Torba z mocnego materiału, nieprzemakalnego, leciutkiego, z mocnymi rączkami i kieszonkami. Na co dzień składa się do minimalnych rozmiarów i nie zajmuje prawie wcale miejsca w szafie. Wydawać by się mogło, że nie ma żadnych wad.



Tak więc spokojnie do torby mogę zapakować 9.5 kg rzeczy. Torba przejechała już kawałek świata ze mną i ma się całkiem nieźle. Pewnie w następną wyprawę też pojedzie, choć niestety noszenie jej na ramieniu przy większych odległościach powoduje, że nienawidzę jej całym sercem. A potem i tak wygrywa jak mam wybór: zapakować dużo rzeczy do torby czy kilka do walizki?


W tym roku Ryanair wprowadził drugi bagaż podręczny.  Dla mnie było to prawie zbawienie- nie musiałam już wszystkiego upychać w jednej torbie, a mogłam przełożyć portfel, lustrzankę, tableta i kilka rzeczy do mniejszej torebki. W tegoroczną podróż do Barcelony zabrałam mnóstwo zbędnych rzeczy, które miały być bardzo przydatne. Zabrałam ze sobą oprócz standardowych rzeczy dodatkowo koc, statyw do aparatu, plecak. A to, jak wiadomo, waży całkiem sporo. Plecak zwinęłam na ile się dało i związałam gumką. Wcale nie zajmował dużo miejsca. A bardzo się przydał, gdyż zapakowałam się do niego na 5 dni do Andory.


Kosmetyki nauczyłam się pakować do woreczków strunowych, które są wymagane na lotniskach. Cena takiego woreczka to grosze, natomiast są dużo wygodniejsze niż kosmetyczka, bo przezroczyste. Należy obowiązkowo pamiętać, że objętość pojemnika żadnego z kosmetyków nie może przekraczać 100 ml. Nie jest problemem kupić miniaturki szamponu, żelu pod prysznic czy płynu do demakijażu. Ewentualnie można poprzelewać do innych pojemniczków. Ja od kilku lat mam w szafce półkę właśnie z pojemnikami i miniaturkami kosmetyków. Okazuje się, że można kupić nawet malutką szczotkę do zębów, miniaturową nitkę dentystyczną czy mały płyn do soczewek. Dobrze też sprawdzają się próbki i  kosmetyki w saszetkach (tak, to ja zawsze zabieram z hoteli kosmetyki w saszetkach...). 


Do woreczka strunowego należy zapakować wszystko, co płynne. Suma objętości produktów w woreczku nie powinna przekraczać jednego litra. Dobrym rozwiązaniem jest zastąpienie kosmetyków w płynie innymi, o takim samym działaniu, jednak nie w płynie. Tak na przykład zamiast brać dezodorant w kulce można kupić w sztyfcie i już nie będzie liczony jako płyn. Do demakijażu zamiast mleczka micelarnego można zabrać chusteczki. Tak samo jak można zabrać mydło w kostce zamiast żelu pod prysznic. Z moich obliczeń wynika, że 100 ml szamponu i żelu pod prysznic spokojnie wystarczy na dwa tygodnie codziennego użytkowania. Przy dłuższych pobytach warto wybrać się do sklepu na miejscu i tam kupić większe butelki kosmetyków. Przy okazji można odkryć różne kosmetyczne cuda kosztujące grosze (ja w Hiszpanii odkryłam Herbal Essences kokosowy-idealny szampon, którego już nie można kupić w Polsce).


Najtrudniejszym etapem całego pakowania po ogarnięciu już kosmetyczki (w postaci woreczka strunowego) jest pakowanie ubrań. Bo jak wybrać kilka ciuchów, które będą pasowały do każdej pogody? Jak wpakować niezbędne kilka par butów żeby nie przekroczyć wymaganej wagi i rozmiarów? Ja zazwyczaj biorę co najmniej 5 par butów (trampki, adidasy, japonki ze dwie pary i sandały), które gdzieś też muszą się zmieścić. Dodając do tego bieliznę, wychodzi ogromna ilość ubrań do zabrania. Dla mnie najskuteczniejszą metodą jest pakowanie wszystkiego po kolei, pilnując, aby torba za bardzo się nie rozchodziła na wszystkie strony. Zazwyczaj pakuję na dół torby jeszcze koc polarowy. Zawsze przydaje się na plaże albo nawet jako prześcieradło+przykrycie w dziwnych miejscach. Warto też pamiętać, że skarpetki można upchać do butów. W akcie desperacji można ubrać na siebie trzy pary majtek, skarpet, bluz (i pościągać wszystko oprócz majtek na pokładzie samolotu). Ważną zasadą jest również to, że kontrola bagażu odbywa się przed wejściem do samolotu, a nie po wyjściu z niego. Można wejść z jedną torbą a wyjść z trzema i nikt nie będzie kazał nam dopłacać ;) Ja często w samolocie ściągam zapasowe bluzy czy  wypakowuje torebkę dodatkową i nigdy z tym problemu nie było.



Najgorszym etapem podróży jeszcze przed wyruszeniem jest sprawdzenie, czy walizka mieści się w koszu na bagaż. Widziałam na lotniskach już różne cuda. Ludzi upychających na siłę walizki, nie mogących potem ich wyjąć czy ludzi siłujących się z kupą metalu koszykowego. Wiadomo, nikt nie chce płacić zazwyczaj równowartości biletu za dodatkowy centymetr w walizce. Moja torba jak jest dobrze spakowana mieści się bez problemu w koszyk Ryanair'a.  Raz mi się zdarzyło, że nie mogłam jej włożyć, ale to tylko kwestia przestawienia kilku rzeczy w środku.


Chwała Ryanair'owi za możliwość drugiego małego bagażu. Znacznie ułatwia to pakowanie i daje duży komfort psychiczny, gdy mamy kolejną torbę do zapakowania, która na dodatek nie jest wcale ważona. Pamiętajcie, że nie jest bagażem wszystko to, co macie na sobie i w kieszeniach, dlatego warto mieć również dużo kieszeni w swoich ubraniach na lotnisku. Co sprytniejsi potrafią do kieszeni na plecach upchać laptopa. Wiadomo- zawsze to dwa kilo bagażu więcej.


To tyle na temat mojego pakowania się w bagaż podręczny. Rekordem w tej kwestii jest zapakowanie się tegoroczne do Barcelony, gdzie z moją torbą jako szafą spędziłam ponad 3 tygodnie. Od Barcelony, po Andorę, przez Warszawę, Gdańsk, Sopot i Gdynię, Toruń, aż po Wałbrzych. A Wy macie jakieś sprawdzone triki w kwestii pakowania się na dłużej w bagaż podręczny? Podzielcie się, chętnie skorzystam ze sprytnych rozwiązań w czasie moich kolejnych podróży.


PS. Kolejnych podróży o ile kiedykolwiek nastąpią... Póki co to jestem zagrzebana w książkach przez większą część doby i podróże zeszły zupełnie na drugi plan. Nie spodziewałam się, że mogę aż tak bardzo odpuścić w tej kwestii. Miałam jechać do Wiednia na długi weekend w przyszłym tygodniu, jednak kolokwium skutecznie zmieniło moje plany na  weekend, który spędzę w Katowicach nad ogromną ilością materiału do wbicia do głowy.  Jest ciężej niż przypuszczałam, że będzie, ale powoli brnę do przodu i realizuję swoje marzenia. Nie wiem jak będzie mi się żyło bez podróży w najbliższym czasie, ale póki co, żyję nadzieją ;) Ratują mnie zdjęcia w albumach. Jak zauważyliście, nawet nie mam czasu pisać na blogu. Będę się bardzo starała wmiarę coś publikować, jednak póki co, nie jest to łatwe, wręcz czasem niemożliwe. Trzymajcie za mnie kciuki i trzymajcie się cieplutko ;)

wtorek, 14 października 2014

66. Co warto zobaczyć w Andorze? Stare Miasto!

Stare miasto Andora la Vella, zwane Barri Antic, znajduje się w północno-zachodniej części miasta. Prezentuje się niezwykle okazale zarówno w czasie wschodu, jak i zachodu słońca. Dzielnica starego miasta jest bardzo mała w porównaniu z innymi jej podobnymi w innych państwach. Nie mniej jednak warto się tam wybrać i zobaczyć co oferuje. 


Na sam początek warto zaglądnąć do kościoła świętego Szczepana (Eglesia de Sant Esteve). To XI-wieczny kościół zachowany w świetnym stanie. Z zewnątrz wygląda bajecznie, natomiast w środku dominują witraże.  


Do ściany kościoła przylega rzeźba-prawdopodobnie jest to wizerunek jednego z biskupów, który zarządzał całą diecezją.


Wnętrza kościołów w Andorze są dosyć nietypowe. Bardzo puste, zazwyczaj z witrażami, dosyć ciemne. Od razu da się zauważyć, że praktycznie brak jest zdobień, jedynie chrzcielnica i czasem mała figurka przedstawiająca Piete. W kościele św. Szczepana natknęłyśmy się na ciekawe malowidło, widoczne na zdjęciu powyżej.


Stare miasto Andory la Vella  charakteryzuje się bardzo wąskimi uliczkami. Kamieniczka przy kamienicy. Trzeba uważnie obserwować okolicę, gdyż wiele detali można zauważyć. Fontanna do małych detali nie należy, ale jest bardzo ciekawa. W otoczeniu zielonego krzewu, kamienni ludzie trzymają się za ręce. 


A oto wejście do Parlamentu Andory (Casa de la Vall). To XVI-wieczny budynek, który do niedawna pełnił swoją funkcję. Obecnie jest tam muzeum. Można je zwiedzać jedynie z przewodnikiem. Zaraz przed parlamentem znajduje się ogromny taras z którego roztacza się panorama całej stolicy małego księstwa Andory.


Zaraz przy niewielkim parlamencie znajduje się rzeźba przedstawiająca tańczącą parę. Nie mam pojęcia dlaczego akurat taka rzeźba znalazła się w tym miejscu. Gdyby ktoś miał jakieś pomysły, dajcie znać! 


To, co mnie szczególnie uderzyło w Andorze to fakt, że wszędzie znaleźć można flagi tego małego państewka. Jak przy parlamencie jest to sprawa oczywista, tak w normalnych domach jest to dość osobliwe zjawisko, jak dla mnie. Takie przywiązanie do tradycji, patriotyzm? 




Andora to bardzo ciekawe państwo nie tylko od strony turystycznej, ale także od strony prawnej. Wiecie, że prawdziwi Andorczycy z krwi i kości w Andorze stanowią jedynie 30 %? Albo, że aby dostać obywatelstwo Andory należy czekać 20 lat? I nie ma zmiłuj, żadnych kruczków prawnych ani nic. Nawet ślub z Andorką czy Andorczykiem nic nie pomoże.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...