poniedziałek, 16 czerwca 2014

62. Barcelońsko-Andorskie wrażenia powyjazdowe

Po długiej przerwie powracam. Z głową pełną pomysłów, aparatem pełnym zdjęć i dużą ilością czasu na pisanie bloga (na razie). Jak zapewne wiecie, ostatni miesiąc składał się głównie z podróży. Planowo miała być Barcelona, ewentualnie Andora. Wyszło dodatkowo jeszcze trochę Warszawy, kilka dni w Gdańsku, Toruń (widziałam szpital z Lekarzy!), Wałbrzych, no i w końcu dom. Sama Barcelona też wyszła zupełnie inaczej niż było to planowane.


Początkowo plan był taki, żeby lecieć do Barcelony. Dodatkiem urozmaicającym wyjazd miała być Andora. Jednak na miejscu okazało się, że to Barcelona była dodatkiem do Andory!!


Wiem, że większości ludzi ciężko jest uwierzyć w to co napiszę, ale Barcelona mnie wcale nie zachwyciła! Jechałam nastawiona na piękną, upalną pogodę, kolorową Barcelonę, jeszcze nie do końca turystyczną, wspaniałe uliczki, duże przestrzenie, parki miejskie, pyszne jedzenie i dużo zwiedzania. Na miejscu okazało się, że Barcelona to strasznie ściśnięte miasto (nie umiem tego inaczej określić, ale takie miałam wrażenie). Ulice były wąskie, malutkie, większość budynków nawet jeśli miała ładny front, to zdjęcia się zrobić nie dało, bo zaraz był drugi budynek.  Pogoda była średnia, kilka dni słonecznych, reszta ciepłych, kilka deszczowych. Zdjęcia wyszły w większości szaro-bure, gdyż niebo było zachmurzone. Zwiedzania nie było zbyt wiele. A to remont, a to cena biletu 15 euro wzwyż za zwiedzenie budynku. Generalnie w Barcelonie coś mi brakło. Nie wiem czego, ale temu miastu w moim odczuciu naprawdę czegoś brak!
  

Fanką Gaudiego też nie zostałam. Segrada Familia z zewnątrz przypomina wieże, które miały zbyt bliski kontakt z lawą wulkanu. W środku nie byłam, bo ponad 14 euro to dla mnie cena za wysoka za zwiedzanie kościoła (ponad 8 godzin mojej pracy!)!! Casa Mila w remoncie, więc nawet fasady nie widziałam, Casa Batllo mnie z zewnątrz nie zachwyciło, więc kolejne 8 godzin mojej pracy nie miałam ochoty wydać na zwiedzanie tego budynku w tłumie kłębiących się turystów.


W Parku Guella zwiedziłam część darmową i jedyne co mnie zachwyciło, to muzyka w wykonaniu pewnego mężczyzny. Siedziałam na ławce zasłuchana chyba z godzinę. Bynajmniej Gaudi nie przyłożył ręki do mojego zachwytu tamże.
 

Ale to nie tak, że nic mi się w Barcelonie nie podobało. Były też miejsca, które pokochałam. Zdecydowanie do takich należą fontanny przed którymi spędziłam kilka godzin wieczorami wpatrując się w zmieniające się kolory wody i słuchając muzyki.


Podobał mi się także Park de la Ciutadella czy łuk triumfalny, który jest drugim ulubionym miejscem w Barcelonie zaraz po fontannach.



 Zauroczył mnie port i promenada. Ale to było do przewidzenia, bo to zdecydowanie moje klimaty. No i oczywiście plaża, zachody słońca, sympatyczni ludzie.



 Mimo wszystkich wad i zalet Barcelony, zeszła ona na dalszy plan w momencie, kiedy przekroczyłam granicę Hiszpanii i dostałam się do Andory. To przepiękny, malutki, choć nieodkryty kraj. Mimo, że górskie klimaty raczej mi nie sprzyjają i nie podobają się, w Andorze zakochałam się od razu. Nie przeszkadzał mi deszcz, niska temperatura i ceny komunikacji miejskiej.



Andora to cudowne miejsce, mały raj na ziemi. Wspaniali ludzie przede wszystkim, bezpieczeństwo, kameralność. Spokojne życie na tle górskiego zbocza. Świetna sprawa.


Początkowo myślałam, że nie będzie zbyt wiele zwiedzania. Bo ile można zwiedzać kraj, który jest wielkości większego polskiego miasta? Okazało się, że brakło nam czasu, mimo przedłużenia pobytu. Zakochałyśmy się w Andorze obydwie i teraz tylko zostało nam marzyć o zimie i szusowaniu na tamtejszych górskich stokach.

Andora sprawiła, że wróciłyśmy do Barcelony nastawione znacznie bardziej pozytywnie. Wtedy zaczęłyśmy odkrywać uroki Barcelony, miałyśmy więcej zapału i energii. Wyszło słońce, poplażowałyśmy i ostatecznie było nam smutno wylatywać z Barcelony. Myślę, że to miasto zasługuje na drugą szansę, bo pierwsza została tylko w połowie wykorzystana. Zostało nam jeszcze kilka miejsc do zobaczenia, ale zgodnie stwierdziłyśmy, że nie ma sensu gonić za nimi, lepiej zostawić na następny raz.

12 komentarzy:

  1. Nie zgadzam się z opinią na temat Barcelony. Przyjmuję jednak, że jednemu może się podobać a drugiemu nie. To oczywiste. Ja z kolei podczas mojego kolejnego wyjazdu do Hiszpanii mam zamiar polecieć do Porto - traktując je jako przerwę od Hiszpanii. Bardzo dobrze, że pozwiedzałaś trochę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba muszę tu trochę popolemizować :)
    Również jestem zawiedziona, że Barcelona Cię nie urzekła.. Oczywiście każdy ma inny gust - to zrozumiałe, ale mówienie, że to ściśnięte miasto, czy że nie było czego fotografować, bo remont/umiejscowienie budynków to chyba trochę słowa nad wyraz ;)
    Ceny wiadome są od razu - to nie wschód, więc również trzeba się nastawić (a też nie śpię na pieniążkach;)
    No i porównanie Sagrady Familii do wybuchu lawy - hmmm, właśnie napisałam posta o Gaudim i aż nie mogę uwierzyć, że mamy tak skrajne zdania ;)
    Ale szanuję Twoją opinię - mimo wszystko.
    Cieszę się, że Andora sie podobała - czekam na inne zdjęcia :)
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam odpowiedzieć pokrótce na Twoim blogu. Wyszła mi prawie epopeja ;)

      Usuń
    2. Hehehe, właśnie ją odczytałam :)
      I napisałam też, że to jest chyba nawet w jakim stopniu piękne... Że każdy może mieć inne spojrzenie na tę samą rzecz...
      Ale tak po cichu plis, plis - jak będziesz kolejny raz - daj Barcelonce 2 szansę ;)

      Usuń
  3. To prawda - Barcelona zasługuje na drugą szansę. I na trzecią też. Poza utartymi szlakami turystycznymi można poczuć prawdziwy klimat miasta. Powolne, niespieszne spacery wąskimi uliczkami, dzielnica gotycka, wzgórze Montjuic...A byłyście na Montserrat?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasługuje, to i pewnie ją dostanie ;) Racja, podobały mi się spacery donikąd, po prostu przed siebie, bez celu. Wtedy można odkryć klimat miasta. Na Montserrat nie byłyśmy, zostało na następny raz ;)

      Usuń
  4. byłam i w Andorze i w Bracelonie, właściwie nie ma co tego porownywać, bo to całkiem inny klimat, co kto lubi:) Andora też przypadła mi do gustu, jest tak spokojnie, cicho , czas płynie wolniej i ogólnie jest przyjemnie wśród gór nie to co rejwach Barcy, ale Barcę też lubię za to co ma w sobie, to nie jej wina że stała się turystycznym miejscem, obstawiam że z Andorą może stać się to samo kiedyś i wtedy czar pryśnie pod powłoką turystów.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawa jestem moich wrażeń z Barcelony. Wybieramy się w wakacje. Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  6. Barcelona jest taka piękna. Fajnie, że wyjazd się udał. Widać to po zdjęciach :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Barcelonę znam jedynie z książek Zafona i relacji blogerów, ale jestem szczerze zaskoczona, że nie zachwyciła. Ale Twoja prerelacja (bo mam nadzieję, że jeszcze napiszesz o tym miejscu, a to był jedynie wstęp) tylko mnie bardziej zachęciła, żeby tam pojechać i przekonać się na własnej skórze, jak tam jest. Co zaś do Andory, to niewiele wiem o tym państwie. Może dlatego, że jest przyćmione przez znacznie większe i częściej odwiedzane przez turystów, jak chociażby Hiszpania. Z przyjemnością więc poszerzę swoją wiedzę :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. ja również dołączę do bardzo rozczarowanych Twoim postem. Barcelona jest piękna,żywa,energetyczna,szalona! ja w niej odkryłam tak wiele miejsc,kolorów,smaków,że jest jednym z moich ulubionych europejskich miast. oczywiście każdy ma inny gust,ale wydaje mi się,że zwiedzając ja tak "po macoszemu" (w wielu miejscach sztandarowych nie byłyście) oraz żałując paru euro na wstępy do różnych budynków sporo straciłyście i pewnie to też wpłynęło na końcowe wrażenia. myślę,że koniecznie powinnaś dać jej drugą szansę! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. No prosze, a ja zwykle same ochy i achy czytam o Barcelonie. Moze w koncu czas zeby sie tam udac i wyrobic sobie wlasne zdanie :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...