piątek, 27 czerwca 2014

63. W mieście pierników i Mikołaja Kopernika, czyli kilka dni w Toruniu

Wracając z Barcelony zdecydowałyśmy z Anią, że wcale nie wracamy jeszcze do domów. Spędziłyśmy zaledwie dwa tygodnie w podróży, a nasze wakacje nadal będą trwały jeszcze co najmniej trzy miesiące. Postanowiłyśmy więc odwiedzić kawałek naszego pięknego kraju. Na początek pojechałyśmy do Trójmiasta, gdzie spędziłyśmy w dobrym towarzystwie kilka dni. Potem namówiłam Anię na Toruń. Od dawna chciałam zobaczyć miasto, które tak pięknie zostało przedstawione w jednym z moich ulubionych seriali- "Lekarzach". Od dawna miałam postanowienie, żeby Toruń zobaczyć. Planowałam kiedyś pojechać tam a później do Poznania. Jednak będąc w Gdańsku, Toruń wydawał się być tak blisko, że nie mogłam się powstrzymać  i wsiadłyśmy do autobusu jadącego do Torunia. 



W Toruniu spędziłyśmy niecałe trzy dni. Oczywiście nie udało się zobaczyć wszystkiego, ale miałyśmy możliwość zobaczyć większość miejsc, na których nam zależało. Toruń to przepiękne miasto. Nowomiejski rynek bardzo przypomina mi ten z Sandomierza (o którym możecie poczytać <tutaj>). W czasie naszego zwiedzania miasta, temperatury sięgały 35 stopni. Nie ułatwiało to zwiedzania, ale szczególnie wtedy doceniłyśmy niedaleką Wisłę od której wiał lekki wiaterek. 
   

Początek czerwca to świetny moment na zwiedzanie Torunia. No chyba, że komuś bardzo przeszkadzają liczne wycieczki szkolne. Dla mnie było to spore ułatwienie, bo przy każdym ważniejszym zabytku dołączałam do jakiejś grupy i słuchałam tego, co mówi przewodnik. Niestety często byłam jedyną zainteresowaną osobą, a szkoda, bo przewodnicy mówili ciekawie.


Toruń to miasto, które szczególnie zaskakuje detalami. Może kiedyś będzie o tym osobny post, bo kilka udało mi się uchwycić. Zdecydowanie warto rozglądać się wokół siebie spacerując po mieście. U góry zdjęcie okna, które zostało pięknie pomalowane. Naprawdę mi się to podobało!


Wieża widoczna na zdjęciu powyżej to wieża kościoła św. Katarzyny. Wnętrze tej świątyni zrobiło na nas duże wrażenie. Ania stwierdziła, że to jeden z najpiękniejszych kościołów w Polsce jakie do tej pory widziała. Musiałam jej przyznać rację. Na co dzień nie da się wejść do środka, ale pobieżne oględziny pozwoliły nam bardzo ocenić jego wnętrze. 


W Toruniu nie da się nie zwrócić uwagi na piękne kamieniczki. Są odnowione, zadbane i pięknie wyglądają w blasku słońca. To właśnie ze względu na te kamieniczki, stare miasto w Toruniu zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego  UNESCO.


Kamienica Pod Gwiazdą ze zdjęcia powyżej jest uznawana za najpiękniejszą kamieniczkę w Toruniu. Jej późnobarokowa fasada robi ogromne wrażenie, gdyż jest bogato zdobiona. Znajduje się przy staromiejskim rynku. Warto też wspomnieć, że Toruń ma dwa rynki: nowomiejski i staromiejski.


A oto najsłynniejszy człowiek pochodzący z Torunia. O nim się mówi "Wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię, polskie go zrodziło plemię". Mikołaj Kopernik niewątpliwie zasłużył na to, aby mieć pomnik w samym centrum miasta zaraz przy staromiejskim ratuszu.


Kopernik to bardzo ważna osoba w Toruniu, stanowi niejako symbol miasta. Wiele miejsc w mieście przypomina o tym, że to właśnie stąd wywodzi się najsłynniejszy astronom. Spacerując uliczkami starego miasta, możemy natrafić na Dom Kopernika na ulicy Kopernika. W tym domu przyszedł na świat Wielki Polak, który zmienił pojmowanie wszechświata.


Staromiejski rynek to plac o kształcie prostokąta z ratuszem. Wokoło znajduje się wiele kamieniczek, w których znajdziemy sklepy z pamiątkami, restauracje i bary. Wokoło znajduje się wiele ogródków piwnych, gdzie można spędzić czas i odpocząć w czasie zwiedzania.


Od rynku odchodzi kilka uliczek którymi warto się przespacerować. W Toruniu ciekawe kamieniczki znajdują się wszędzie, a nie tylko w rynku. Zdecydowanie miły widok.


Spacerując starówką można zboczyć z drogi i zaglądnąć do ruin zamku krzyżackiego. Niby ruiny jak ruiny, ale te kolorowe kwiaty ;) 


Na późno popołudniowy spacer nie ma lepszego miejsca w Toruniu niż Bulwar Filadelfijski. Zachodzące słońce, lekki wiatr znad wody to wszystko, czego nam trzeba było do szczęścia w czasie wieczornego spaceru.


 W Toruniu często znajdziemy nawiązania do astronomii. Jednym z nich jest ten pomnik. Kula postawiona została w 500 rocznicę urodzin Mikołaja Kopernika.


W Toruniu są trzy mosty łączące dwa brzegi Wisły. Podobno jest gdzieś czwarty, ale na mojej mapie pokazane były tylko trzy, wnioskuję więc, że jeszcze jeden musi być poza miastem. Ktoś z Torunia wie coś więcej na temat czwartego mostu? ;) Idąc mostem drogowym od strony Starego miasta, po prawej stronie widzi  się zachodzące słońce. Wtedy też udało nam się zrobić powyższe zdjęcie. Po lewej zaś stronie znajduje się Stare Miasto i jego zabudowania, co możecie zobaczyć na kilku zdjęciach poniżej.


Ciekawą atrakcją nie tylko dla dzieci jest multimedialna fontanna. Wieczorami odbywają się tam pokazy, które są świetnie przygotowane. Przede wszystkim jest duża synchronizacja muzyki z fontanną i światłem, co nieczęsto się zdarza.


Dwór Artusa na Rynku Staromiejskim wygląda okazale zarówno za dnia jak i w nocy. To bardzo przyjemny dla oka budynek w którym rozgrywały się ważne dla naszego kraju wydarzenia (jak choćby podpisanie II pokoju toruńskiego w 1466 roku).


 Kolejnym punktem do zobaczenia jest Katedra Świętojańska. Posiada ona 52 metrową wieżę widokową z której roztacza się najpiękniejszy widok na całe miasto. Znajduje się tam także największy średniowieczny dzwon w Polsce. Katedra Świętojańska to ten największy budynek górujący nad miastem.


Toruń nocą widziałam wielokrotnie w "Lekarzach". Na żywo zrobił na mnie dużo większe wrażenie.



poniedziałek, 16 czerwca 2014

62. Barcelońsko-Andorskie wrażenia powyjazdowe

Po długiej przerwie powracam. Z głową pełną pomysłów, aparatem pełnym zdjęć i dużą ilością czasu na pisanie bloga (na razie). Jak zapewne wiecie, ostatni miesiąc składał się głównie z podróży. Planowo miała być Barcelona, ewentualnie Andora. Wyszło dodatkowo jeszcze trochę Warszawy, kilka dni w Gdańsku, Toruń (widziałam szpital z Lekarzy!), Wałbrzych, no i w końcu dom. Sama Barcelona też wyszła zupełnie inaczej niż było to planowane.


Początkowo plan był taki, żeby lecieć do Barcelony. Dodatkiem urozmaicającym wyjazd miała być Andora. Jednak na miejscu okazało się, że to Barcelona była dodatkiem do Andory!!


Wiem, że większości ludzi ciężko jest uwierzyć w to co napiszę, ale Barcelona mnie wcale nie zachwyciła! Jechałam nastawiona na piękną, upalną pogodę, kolorową Barcelonę, jeszcze nie do końca turystyczną, wspaniałe uliczki, duże przestrzenie, parki miejskie, pyszne jedzenie i dużo zwiedzania. Na miejscu okazało się, że Barcelona to strasznie ściśnięte miasto (nie umiem tego inaczej określić, ale takie miałam wrażenie). Ulice były wąskie, malutkie, większość budynków nawet jeśli miała ładny front, to zdjęcia się zrobić nie dało, bo zaraz był drugi budynek.  Pogoda była średnia, kilka dni słonecznych, reszta ciepłych, kilka deszczowych. Zdjęcia wyszły w większości szaro-bure, gdyż niebo było zachmurzone. Zwiedzania nie było zbyt wiele. A to remont, a to cena biletu 15 euro wzwyż za zwiedzenie budynku. Generalnie w Barcelonie coś mi brakło. Nie wiem czego, ale temu miastu w moim odczuciu naprawdę czegoś brak!
  

Fanką Gaudiego też nie zostałam. Segrada Familia z zewnątrz przypomina wieże, które miały zbyt bliski kontakt z lawą wulkanu. W środku nie byłam, bo ponad 14 euro to dla mnie cena za wysoka za zwiedzanie kościoła (ponad 8 godzin mojej pracy!)!! Casa Mila w remoncie, więc nawet fasady nie widziałam, Casa Batllo mnie z zewnątrz nie zachwyciło, więc kolejne 8 godzin mojej pracy nie miałam ochoty wydać na zwiedzanie tego budynku w tłumie kłębiących się turystów.


W Parku Guella zwiedziłam część darmową i jedyne co mnie zachwyciło, to muzyka w wykonaniu pewnego mężczyzny. Siedziałam na ławce zasłuchana chyba z godzinę. Bynajmniej Gaudi nie przyłożył ręki do mojego zachwytu tamże.
 

Ale to nie tak, że nic mi się w Barcelonie nie podobało. Były też miejsca, które pokochałam. Zdecydowanie do takich należą fontanny przed którymi spędziłam kilka godzin wieczorami wpatrując się w zmieniające się kolory wody i słuchając muzyki.


Podobał mi się także Park de la Ciutadella czy łuk triumfalny, który jest drugim ulubionym miejscem w Barcelonie zaraz po fontannach.



 Zauroczył mnie port i promenada. Ale to było do przewidzenia, bo to zdecydowanie moje klimaty. No i oczywiście plaża, zachody słońca, sympatyczni ludzie.



 Mimo wszystkich wad i zalet Barcelony, zeszła ona na dalszy plan w momencie, kiedy przekroczyłam granicę Hiszpanii i dostałam się do Andory. To przepiękny, malutki, choć nieodkryty kraj. Mimo, że górskie klimaty raczej mi nie sprzyjają i nie podobają się, w Andorze zakochałam się od razu. Nie przeszkadzał mi deszcz, niska temperatura i ceny komunikacji miejskiej.



Andora to cudowne miejsce, mały raj na ziemi. Wspaniali ludzie przede wszystkim, bezpieczeństwo, kameralność. Spokojne życie na tle górskiego zbocza. Świetna sprawa.


Początkowo myślałam, że nie będzie zbyt wiele zwiedzania. Bo ile można zwiedzać kraj, który jest wielkości większego polskiego miasta? Okazało się, że brakło nam czasu, mimo przedłużenia pobytu. Zakochałyśmy się w Andorze obydwie i teraz tylko zostało nam marzyć o zimie i szusowaniu na tamtejszych górskich stokach.

Andora sprawiła, że wróciłyśmy do Barcelony nastawione znacznie bardziej pozytywnie. Wtedy zaczęłyśmy odkrywać uroki Barcelony, miałyśmy więcej zapału i energii. Wyszło słońce, poplażowałyśmy i ostatecznie było nam smutno wylatywać z Barcelony. Myślę, że to miasto zasługuje na drugą szansę, bo pierwsza została tylko w połowie wykorzystana. Zostało nam jeszcze kilka miejsc do zobaczenia, ale zgodnie stwierdziłyśmy, że nie ma sensu gonić za nimi, lepiej zostawić na następny raz.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...