poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Wakacji nadszedł czas...

Być może dla większości ludzi tytuł tego posta brzmi nie na miejscu. Bo jak to w kwietniu mieć wakacje? Otóż właśnie u mnie taka sytuacja nastąpiła. I postanowiłam o moich wakacjach sobie tutaj napisać, załączając kilka mało wakacyjnych zdjęć. Czasem przeglądam mój blog, czytam starsze posty. Stwierdziłam dzisiaj, że po pierwsze, blog piszę nie tylko dla Was, ale także i dla siebie, więc napiszę słów kilka o mojej obecnej sytuacji. Może kiedyś popatrzę na ten post i stwierdzę, że wtedy jeszcze nie wiedziałam co to prawdziwa nauka. 

Także na chwilę obecną zostałam absolwentką liceum przed maturą. Moje wakacje rozpoczęły się oficjalnie 25 kwietnia tego roku.  Potwierdzenie tego mam na papierze w poniższych teczkach :


Jak wyglądają wakacje maturzysty 8 dni przed maturą? Otóż mój pokój ma dwa kąciki. Jeden to kącik biologiczny (na łóżku), drugi to kącik chemiczny (na biurku). Poza tym w moim pokoju panuje zupełny chaos i nie ma najmniejszej możliwości, żebym zajmowała się sprzątaniem tegoż przybytku obecnej edukacji.


W ciężkiej edukacji wspierają mnie dwa koty (zwane też kotworami w momencie, gdy przychodzą z przechadzki i mają więcej błota na łapach niż moja mama w ogródku). Koty to Kobi i Furia. Kobi szczególnie upodobał sobie moje łóżko, Furia zaś uwielbia leżeć na tym, co właśnie czytam. Z tego powodu spędza dużo czasu w swoim wiklinowym domku na tarasie ;D Przyznaję- jestem przeogromną kociarą i koty u mnie mają lepiej niż w raju. No może poza obowiązkowym myciem łap w deszczowe dni.



Na chwilę obecną siedzę w domu i się uczę. Nie planuję wcale wyjazdu do Barcelony ani nie sprawdzam ciekawostek na temat tego miasta w internecie. Może będę miała na to czas w te dwa dni między maturą z chemii a wylotem.

Grubość książki z chemii coraz bardziej mnie przeraża- jedyne 552 strony do przerobienia. Czasu z godziny na godzinę coraz mniej. Moim nowym chemicznym przyjacielem stał się okresowy układ pierwiastków. W momencie zwątpienia patrzę na mój ładny zeszyt do chemii (ładny z oprawki, bo w środku wiele nie ma). Dobrze, że dwa lata temu kupiłam zeszyt z plażą na okładce.



Kącik biologiczny składa się z segregatora z notatkami oraz książki ze streszczeniem materiału. Dołącza do tego ołówek oraz stare arkusze.  Matura to jednak cięższa sprawa niż myślałam początkowo.


Nie mogę też zapomnieć o pozostałych 4 przedmiotach, które zamierzam zdać. Jednak na razie biologia i chemia są priorytetem. Grubość książek mnie przeraża, ilość pozostałego czasu też.


 Tak więc napisałam post z obszernym wytłumaczeniem, dlaczego nic nie pojawi się na blogu do co najmniej 20 maja.  Tak przy okazji jakby ktoś miał coś o Barcelonie i Andorze, to chętnie przyjmę na email ;) 

środa, 16 kwietnia 2014

61. Plac Bohaterów w Budapeszcie bramą do lasku miejskiego

Ostatni dzień mojego pobytu w Budapeszcie zaczął się miło i tak też się skończył. Razem z Anią postanowiłyśmy zwiedzić tą część miasta, której jeszcze nie odkryłyśmy. Wiedziałyśmy jedynie, że  idąc w prawo główną ulicą, dotrzemy do Placu bohaterów. I to właśnie o tym placu jest dzisiejszy post.


To największy plac w Budapeszcie. Na zdjęciach nie wygląda aż tak imponująco, ale uwierzcie na słowo- jest bardzo duży!  Znajduje się w V dzielnicy i nie da się go przeoczyć. Wysoka kolumna z archaniołem Gabrielem  jest widoczna już z kilkuset metrów. Sam plac znajduje się w środku bardzo ruchliwego ronda.


Plac Bohaterów to miejsce szczególne dla Węgrów.  Na łuku koła umieścili oni 14 wodzów plemion i królów, którzy w jakiś sposób przyczynili się do powstania Węgier. Jest to miejsce takie, jak dla nas Grób Nieznanego Żołnierza w Warszawie.


Początkowo zastanawiałam się dlaczego wśród wielkich osobistości na łuku pośrodku znajduje się kolumna z archaniołem Gabrielem? Czyżby kolejny celowy znak, że władza boska jest tak samo ważna jak państwowa (jak to było z wysokością bazyliki św. Stefana i wysokością Parlamentu)? Odpowiedź na moje pytanie znalazłam w przewodniku. Chodziło o starą legendę.


Otóż legenda ta mówi o archaniele Gabrielu, który zstąpił z nieba, aby przekonać ówczesnego papieża Sylwestra II do uznania Stefana za pierwszego króla Węgier i przekazania mu korony.


Po obu stronach placu stoją dwa niezwykłe budynki, jeden z nich możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej, drugi zaś znajduje się na drugim zdjęciu w tym poście. Ten poniżej to Muzeum Sztuk Pięknych, zaś drugi to Sala Wystaw Artystycznych.


Na placu można spotkać wycieczki na rowerach, piesze a także ludzi na rolkach. Ostatniego dnia w Budapeszcie pogoda była przepiękna, dlatego mnóstwo ludzi spacerowało po uliczkach i parkach.


Z charakterystycznych rzeczy, które zauważyłam w Budapeszcie to to, że po ulicach jeździ mnóstwo samochodów, które są eskortowane przez policję. Czasem są to eleganckie limuzyny, czasem zupełnie przeciętne samochody jakie mamy w większości na parkingach. Dla mnie nieznośnym było praktycznie nieustanne słuchanie syren. Może to kwestia przyzwyczajenia, bo u nas syrena oznacza, że coś się dzieje, trzeba ustąpić miejsca bo wypadek, pościg policyjny itp. Może ja nie jestem przyzwyczajona do syren co chwilę, bo nie mieszkam w Warszawie, no nie wiem. Ale wiem, że bardzo mnie denerwowały nieustanne sygnały ostrzegawcze.
 

Za Placem Bohaterów znajduje się park miejski zwany laskiem miejskim.  O nim możecie przeczytać <tu> w poście o jesiennym Budapeszcie.

wtorek, 8 kwietnia 2014

60. Hiszpania na wakacje!

Ten post to potrzeba chwili. Moja egoistyczna potrzeba podzielenia się radością. Otóż, wczoraj, po wieelu komplikacjach, godzinach spędzonych na wyszukiwarkach i szczegółowych wyliczeniach udało się nam zarezerwować lot do Barcelony! I to w moim przypadku 3 dni po maturze  w Ani przypadku dzień po maturze ;) Rozpiera mnie energia, którą staram się pożytkować na naukę do matury, ale ile można tłumić w sobie radość? Postanowiłam więc napisać posta o wakacjach w Hiszpanii. Oczywiście na kontynencie jeszcze nie byłam, dlatego w te wakacje nadrobię zaległości. Za to zwiedziłam już dwie z siedmiu Wysp Kanaryjskich i to o nich między innymi będzie ten post. 


Nie mam pojęcia jak wygląda Barcelona, ile mają linii metra (bo to, że mają metro Ania wczoraj sprawdziła), ile kosztuje bilet czy jakaś karta na autobusy. Wiem za to, że jest blisko plaża, dużo palm i że będziemy się świetnie bawić ;) I to za półtora miesiąca!


Patrząc na zdjęcia z Teneryfy, wspominam promenadę nad oceanem. W dzień słoneczna, kolorowa, upalna, choć z rześkim powiewem od oceanu. W nocy pełna ludzi, którzy przyszli zjeść kolację, wypić drinka nad oceanem czy pobawić się w klubach. Z pamięci wyrzucam karaluchy na ulicach, ale to norma w tym klimacie. Mam nadzieję, że w Barcelonie karaluchy nie są jednymi z przechodniów?


 Chyba ostateczną kwestią, która przekonała mnie do Barcelony, są palmy. Już powoli traciłam nadzieję, że uda mi się jakąkolwiek zobaczyć przed rozpoczęciem studiów. A tu taka niespodzianka. Uwielbiam nasze decyzje podejmowane pod wpływem impulsu, chwili czy ładnego zdjęcia. Za to mój portfel woli te decyzje, które podejmujemy pod wpływem tanich lotów.


 Wiedzieliście, że kilka godzin jazdy samochodem i znajdujemy się w Andorze w Pirenejach? Mnie oświeciła Ania i to również był mocny argument za. Bo co to jest kilka godzin samochodem? Dla nas? ;)


Jako człowiek (prawie) z gór, od zawsze kocham morze. Ocean też. Dlatego nie mogę się doczekać, aż wyłożę się na chwilę na plaży, zakopię nogi w piasku, a jak będzie mi gorąco, to się schłodzę w morzu.


A w nocy przyjdziemy, siądziemy na plaży i będziemy rozmawiać godzinami zakopując nogi w piasku. Tak jak na Teneryfie. Pamiętam taki wieczór, kiedy siedziałam sobie na leżaczku, który o tej porze już był za darmo, zakopywałam nogi w czarnym piasku i patrzyłam na ciemny ocean.


Znowu usłyszę hiszpański- język, którego nigdy nie planowałam się uczyć. Co nie znaczy, że mi się nie podoba, bo brzmi całkiem nieźle.


Uwielbiam te emocje związane z szukaniem hostów na couchsurfingu, mieszkania na airbnb i planowania całego przedsięwzięcia. W końcu 13 dni w Barcelonie wymaga dobrego zorganizowania czasu i rozplanowania zwiedzania tak, aby się nie nudzić. Co więcej, wszystkie te przygotowania rozpoczną się dopiero po maturze, czyli trzy dni przed wylotem.


Na Teneryfie udało nam się wybyć na piaszczystą, białą plażę. Było pięknie. Pamiętam, że nie mogłam stać na piasku, bo tak bardzo parzył.


Co odważniejsi skakali ze skały do wody. Ja za bardzo boję się ryb, żeby sobie skoczyć na taką głębokość.

Co innego z pontonem. Leżąc, opalałam się, było chłodno i promienie słońca grzały w twarz. Tym razem ponton nie leci ze mną. Maska do nurkowania też nie. Bagaż podręczny ryanair'a na 13 dni to nowe wyzwanie. Najwyżej kupię bluzę z kieszeniami i upcham tam wszystko, co się nie zmieści to dwóch toreb, które teraz są dozwolone w ryanair.


Mam nadzieję, że wrócę opalona tak, jak na zdjęciu powyżej. Chociaż moja wybladnięta już skóra porządnego słońca od Fuerteventury rok temu nie widziała.


Z Teneryfy swoje wspomnienia przenoszę na Fuerteventurę. Kurcze, to już rok prawie. W tym roku, w dniu kiedy rok temu wylatywałam na Fuerteventurę, mój stres osiągnie apogeum. 6 maja zaczynam maturowy maraton. Najpierw angielski, potem psychologia, kolejny polski i biologia, matematyka, a na zakończenie chemia. Pocieszam się, że apogeum apogeum stresu będzie w momencie otrzymywania wyników matury. Najgorsze i tak przede mną, dobrze żyć nadzieją na porządne wakacje w Barcelonie.


Fuerta, choć tak samo Kanaryjska jak Teneryfa, zupełnie się od niej różni. Zamiast czarnego piasku jest biały, zamiast głośnych ulic w sezonie były ciche uliczki w maju. Zamiast kilometrowych spacerów, było wieczorne bieganie uliczkami i podziwianie wybrzeża Lanzarote na wprost.


Na szczęście palmy były i tu i tu. I w Barcelonie też będą !


Wycieczki w góry pewnie też będą. Dla mnie nie jest to jakiś specjalny powód do radości, ale Ania już się cieszy, że mnie wyciągnie w góry. Zostaje mi mieć nadzieję, że nie połamię nóg ani że mnie Ania nie zgubi po drodze.


Naczytałam się od wczoraj o kradzieżach w Barcelonie. Dotąd nigdy jakoś specjalnie na to nie zwracałam uwagi. Zawsze jakieś podstawowe środki ostrożności i tyle. Teraz będę ostrożniejsza, więc mam nadzieję się przed wszelakim złem tego świata uchronić.


I stópki znów będą na piasku zmywane spienionymi falami. Strasznie się cieszę i mam nadzieję, że wypali wszystko, o czym do tej pory mówiłyśmy. Mój portfel krzyczy, że ma nadzieję, że nie będzie to kosztowało aż tyle, że będzie musiał zaciągać pożyczę. Spokojnie portfelu, przedmiotom pożyczek nie udzielają. Maturzystom też nie ;)

I niezmiernie ciekawa jestem lądowania w Barcelonie. Czy będzie ciepło, pięknie i słonecznie i zobaczymy samolot odbity na wodzie jak wylatując z Fuerty? A może będzie widać tak pięknie wszystko jak w Budapeszcie? Jak jest w Barcelonie?  
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...