sobota, 29 marca 2014

59. Podziwiając miniatury czyli Park Hotel Łysoń w Inwałdzie

Od bardzo dawna na mojej liście rzeczy do zrobienia, jedną z pierwszych lokat zajmowało życzenie: „spędzić weekend w SPA z przyjaciółką”. Wiele razy przeglądałam strony różnych SPA, jednak zawsze coś mnie powstrzymywało przed rezerwacją. Niezmiernie się ucieszyłam, gdy w końcu mogłam spełnić moje marzenie. W Dzień Kobiet w ramach współpracy z Park Hotel Łysoń razem z Anią (tą co zawsze, oczywiście!) wybrałyśmy się do prawdziwego SPA w Inwałdzie! Od samego początku wszystko nam sprzyjało - wiosenna pogoda, ciepłe promienie słońca. Nawet  autobus zatrzymał się nam zaraz przy hotelu.  Szczęśliwe z powodu spotkania, perspektywy wspaniałego weekendu i pięknej aury, udałyśmy się w stronę recepcji tego oto hotelu:


Na początku w recepcji zwróciłam uwagę na bardzo gustowne wnętrze emanujące spokojem i wszechobecną ciszę. Pani Recepcjonistka bardzo miło nas przyjęła i dostałyśmy kartę do naszego pokoju. Po otwarciu drzwi okazało się, że nasz „pokój” jest dużym apartamentem składającym się z dwóch pomieszczeń. Byłyśmy zachwycone jeszcze bardziej.


W naszym salonie znajdowała się sofa, dwa fotele, telewizor, stolik oraz biurko z zestawem do przygotowania kawy lub herbaty. Kolejny strzał w dziesiątkę, gdyż wieczorem przed snem mogłyśmy siedzieć i rozmawiać przy filiżance herbaty.  


W sypialni natomiast miałyśmy duże łóżko z mnóstwem poduszek oraz biurko. W końcu mogłyśmy się pomieścić we dwie z naszymi laptopami bez wojny o miejsce czy gniazdko do ładowarki od laptopów ;)



Później przyszedł czas na odkrywnie łazienki. Okazało się, że mamy jedną łazienkę i osobno toaletę! Od tej pory każda miała swoje lustro i miejsce na swoje kosmetyki do makijażu. ;) A jak wiadomo, skraca to dosyć znacznie czas przygotowania się do wyjścia.


Dla mnie największą atrakcją była wanna z hydromasażem. Zawsze żałowałam, że nie mam takiej w domu, dlatego moja radość była podwójna. Uwielbiam wylegiwanie się w wannie, a już wanna z hydromasażem to szczyt luksusu i spełnienie marzeń.


Szczególnie, gdy do bulgoczącej wody doda się odrobinę żółtego, pięknie pachnącego proszku.


W każdym pokoju znajduje się menu restauracji Champs, dlatego już przed pójściem na posiłek wybrałyśmy sobie co zamierzamy spróbować, aby nie zajmować zbyt dużo czasu bardzo miłej pani w restauracji. Obydwie zdecydowałyśmy się na skosztowanie polecanych burgerów.


Kiedyś byłam u mnie w mieście na ‘najlepszych burgerach’ i myślałam, że ciężko będzie je pobić. Ale te z restauracji Champs były o niebo lepsze. Nie mają sobie równych przede wszystkim dlatego, że: są podawne w częsciach, nie jako wielka buła, którą nie wiadomo jak ugryźć unikając zwichnięcia szczęki ;), zamiast sera żóltego jest przepyszny ser pleśniowy (który uwielbiam w każdej postaci), bułka jest mięciutka, świeża i ciepła (zupełnie nie przypomina tych zimnych bułek z budek z hamburgerami), a mięso jest nie za grube, ani za cienkie, lecz  w sam raz! Zdecydownie te burgery powinny znaleźć się na wszelakich możliwych rankingach najlepszych burgerów w Polsce!  Co więcej, można je dostać z mięsem wieprzowym, jak i drobiowym. A jedna porcja to zdecydowanie wystarczająco, żeby skutecznie zaspokoić głód. Szczególnie, że przed daniem głównym dostałyśmy przystawkę - cieplutkie bułeczki z masłem czosnkowym.


Jak wiadomo, obie z Anią nie potrafimy sobie odmówić deseru, dlatego nasze obiadokolacje składały się z jednego dania i deseru. ;) Tutaj również nie zawiodłyśmy się! W pierwszy dzień zamówiłyśmy sobie Kulę Champs oraz sernik z lodami, nastomiast drugiego dnia Czekoladową lawę oraz Creme brulee. Bardzo podobał nam się sposób podania każdego deseru. Natomiast zwycięzcą w kwestii smaku została bezkonkurencyjna Lawa czekoladowa! 




W moim przypadku był to debiut w robieniu zdjęć temu, co jest podane na talerzu. Jak już wielokrotnie wspominałam, zdecydowanie nie popieram tego rodzaju praktyk, szczególnie w restauracjach, gdyż zanim zrobię ładne zdjęcie, jedzenie stygnie i traci walory smakowe. Pierwszego dnia zrobiłam zdjęcia, natomiast drugiego Filet Rosti wyglądał tak zachęcająco, że zupełnie zapomniałam o zdjęciach i oddałam się kosztowaniu tej pyszności. Ania także od razu skonsumowała swoje Tagliatelle z łososiem i zanim zdążyła pomyśleć o zrobieniu zdjęcia, połowy już nie było ;).


 Drugiego dnia zaraz po śniadaniu wybrałyśmy się zwiedzić głowną atrakcję Inwałdu - Park Miniatur. W moim przypadku była to druga wizyta w tym parku. Pierwsza miała miejsce w podstawówce z całą klasą przy okazji zwiedzania Wadowic. Wtedy pogoda była fatalna - lało jak z cebra, wiało i było bardzo nieprzyjemnie. Mimo wszystko jednak Park zrobił na mnie duże wrażenie, choć prawie wszystkie miniaturowe budowle były mi obce. Teraz będąc tam, mogłam porównać oryginał, który widziałam na żywo do miniatury. O samym parku na pewno napiszę osobny post, może nawet dwa, bo jest to miejsce bardzo ciekawe i niezwykłe. Opowiem Wam także jak bardzo wizyta w inwałdzkim Parku Miniatur w podstawówce wpłynęła na moją postawę podróżowania w późniejszych latach. A myślę, że miała duże znaczenie.


Po wizycie w Parku Miniatur postanowiłyśmy skorzystać z oferty SPA w hotelu.


Wybrałyśmy masaż, który jest połączeniem relaksacyjnego z masażem kamieniami. Obydwie wyszłyśmy ze SPA odprężone i zrelaksowane. Na nasz stan wpłynął nie tylko masaż, ale także relaksująca atmosfera. W tle słychać było cichutką muzykę odprężającą, natomiast w pomieszczeniu zapalone były malutkie świeczki.



W międzyczasie skorzystałyśmy z jacuzzi oraz sauny.


Wieczorem zjadłyśmy przepyszną obiadokolację. Tym razem siedziałyśmy w restauracji Champs znacznie dłużej, gdyż bardzo podobał nam się wystrój tego miejsca. Miałyśmy o czym rozmawiać, bo wiedziałyśmy, że następnym razem widzimy się dopiero po maturze, pod koniec maja. Przy okazji przyjrzałyśmy się dokładnie restauracji. Ma bardzo ciekawy wystrój. Z jednej strony z kraciastymi ceratami na stołach i ławkami czuć klimat  PRL-u, natomiast wielkie plakaty na ścianach z mniejszymi tabliczkami z całego świata dają wrażenie pobytu w pubie.


Do tego pierwszy raz w życiu spotkałam się z połączeniem tych dwóch, tak odrębnych stylów z ringiem bokserskim na środku restauracji ;) Dodając do tego mały telewizor w ścianie przy każdym stoliku, mamy restaurację, z której nie chce się wychodzić.




Kolejną atrakcją hotelu jest kryte, sztuczne lodowisko. Zachęca dzieci do stawiania swoich pierwszych ślizgów z łyżwami na nogach. Spróbowałam także i ja ;)


Z racji, że pracowałam kiedyś w hotelu jako animatorka, mam dziwne ‘zboczenie zawodowe’ i zawsze rozglądam się w hotelach za udogodnieniami dla rodzin z dziećmi. I w tym kryterium hotel wypada  dobrze - plac  zabaw  na zewnątrz, w restauracji kącik z zabawkami dla dzieci. Podobno można dostać też plastikową zastawę dla najmłodszych gości. Sam fakt, że hotel otoczony jest kilkoma parkami rozrywki (Park Miniatur, Park Dinozaurów, Park Średniowieczny, Mini zoo) sprawia, że będzie to świetne miejsce na wypoczynek nie tylko dla dorosłych, ale także i dzieciaki będą zachwycone.


Hotel z takim położeniem to idealnie miejsce również na weekend w SPA z przyjaciółką (tak jak ja i Ania). Tuż przy hotelu znajduje się przystanek, z którego w miarę często odjeżdżają busy do Wadowic, Krakowa i Andrychowa, więc Park Hotel Łysoń stanowi idealną bazę wypadową do ciekawych miejsc, nie tylko dla osób zmotoryzowanych. Zresztą na miejscu, przy takich atrakcjach w okolicy też nie można się nudzić.

Bardzo dziękujemy Właścicielowi i Pracownikom Park Hotel Łysoń za możliwość spędzenia wspaniałego weekendu, za życzliwą obsługę oraz pomoc w każdej sytuacji. 

7 komentarzy:

  1. No proszę jak się zbiegło w czasie. Dobrze, że pobyt zaliczasz do udanych.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż, sama nie jestem fanką spa i nigdy na mojej liście nie znajdowała się takowa pozycja, ale widzę, że podobało Ci się. A te desery wyglądają po prostu przepysznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. cudowna sprawa! kilka razy udało mi się wygrac taki weekend i teraz też mam taki do wykorzystania z 2 psiólami, ale czekamy na chwilę wolnego...
    zazdraszczam pozytywnie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo przyjemny hotel, a ja wciąż żyję marzeniem o Spa. Tylko moje coś nie ma mocy spełnienia.

    OdpowiedzUsuń
  5. W Inwałdzie byłam niedawno, bo w styczniu, ale przejazdem, wiec tylko w Parku Miniatur i podobało mi się szalenie,bo kilka miniatur widziałam osobiście :)
    W SPA dawno nie byłam i przyznam, że narobiłaś mi chęci :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. W Inwałdzie byłam jedynie w Parku Miniatura, gdzie bardzo mi się podobało. A o Spa nigdy nie marzyłam.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...