wtorek, 25 lutego 2014

56. Migawki z zimowej stolicy Polski, czyli szybko o Zakopanem.

Gór fanką nie jestem, nie byłam i raczej nigdy nie będę. To tak słowem wstępu, żebym się więcej nie musiała tłumaczyć. Z racji zbliżającej się matury, korzystając z tego, że ferie moje już się skończyły, a Ani dopiero zaczęły, wybrałam się do Zakopanego. Wprawdzie tylko na weekend, ale dla mnie nie ma sensu jechać tam na dłużej, jeżeli nie ma się w planach chodzenia po górach czy jeżdżenia na nartach. Chciałam zwrócić uwagę szczególnie na charakterystyczny styl budowy domów i budynków, oraz na otaczające góry. To pierwsze się udało, drugie uniemożliwiła mgła. Na temat Zakopanego będę się rozpisywać więcej w kolejnych postach, dzisiaj tylko zdjęciowe migawki. 



Po zobaczeniu tej szkoły zdałam sobie sprawę, że jednak jestem szczęściarą, bo okna mojej szkoły wychodzą na szpital lub ulicę. Jak można kazać chodzić dzieciom do szkoły z widokiem na stok narciarski????? Toż to istny sadyzm!



Mimo wielu walk, nic się od lat nie zmieniło. Bryczki z końmi nadal są używane, nadal stoją na Krupówkach, a chętnych wcale nie brakuje.





Cmentarz na Pęksowym Brzysku. Nie byłabym sobą, jakbym tam nie zajrzała. Szczególnie, że przypomniała mi o nim niedawno czytelniczka bloga.


Góry za mgłą. To i tak jest najmniej mglisty moment w czasie mojego pobytu w Zakopanem.









O stylu zakopiańskim w budownictwie będę pisała w najbliższym czasie, gdyż udało mi się odwiedzić Muzeum Stylu Zakopiańskiego w willi Koliba.

niedziela, 16 lutego 2014

55. Nad automatycznym parkingiem, czyli Bazylika św. Stefana w Budapeszcie.

Mimo, że Węgrzy nie są bardzo religijnym narodem, świątynie w Budapeszcie robią ogromne wrażenie. Pierwszą budowlą o przeznaczeniu religijnym jest Synagoga-jedna z największych w Europie. Jest ogromna, piękna, w środku zapewne ciekawa i potwornie droga. Odpuściłyśmy sobie więc zwiedzanie jej z racji dość wątłych środków finansowych na ten cel. Za to spędziłyśmy pod nią na ławce mnóstwo czasu  siedząc i rozmawiając. Niedaleko mieszkania naszego hosta znajdowała się Bazylika św. Stefana. Zdecydowałyśmy, że koniecznie musimy wejść do środka i zobaczyć co kryje największy kościół w Budapeszcie. Zdecydowanie się nie zawiodłyśmy.
  

Bazylika znajduje się przy placu św. Stefana w Budapeszcie i jej kopułę widać z wielu punktów widokowych w mieście. Wstęp jest "co łaska", ale przy skarbonie siedzi ksiądz i wymaga 200 Ft... Nie powiem, ale trochę mnie to zdziwiło ;) 



Bazylika wcale nie jest cudownie wyeksponowana w mieście. Mimo, że jej kopuła jest widoczna, to już sam kościół ginie pośród okolicznych budynków. Szukając dodatkowych materiałów znalazłam informację, że pod samą bazyliką znajduje się kilkupiętrowy, w pełni zautomatyzowany parking. Wystarczy wjechać w odpowiednie miejsce, wysiąść z samochodu i auto samo się zaparkuje! Brzmiało dosyć fantastycznie, więc poszukałam filmików na youtube i faktycznie, takie coś się dzieje!


Wejście główne do bazyliki znajduje się po stronie placu tego samego patrona. Sama bazylika św. Stefana jest budowlą dosyć nową. Jednak ma za sobą dosyć burzliwą historię. W 1848 roku rozpoczęto jej budowę, jednak zanim jeszcze kopuła została postawiona, ściany zaczęły pękać. Umacniano fundamenty i poprawiano konstrukcję aż do roku 1905, kiedy to kościół został konsekrowany i oddany do użytku. 
  

Jest to także jedna z największych bazylik w Europie, może pomieścić nawet do 10000 osób jednorazowo. W środku jest piękna. Kolorowa, dostojna, pełna złotych zdobień, fresków i malowideł najsłynniejszych węgierskich artystów.


Główną ozdobą świątyni jest kopuła, która mierzy 96 metrów. Tyle samo, ile kopuła Parlamentu budapeszteńskiego. Podobno budowniczy chcieli przez to podkreślić równość władzy Boskiej i Królewskiej.  W środku kopuły znajduje się mozaika przestawiająca Boga Ojca.


Złoto to kolor, który zdecydowanie dominuje. Widać, że na zdobienie świątyni mieszkańcy Budapesztu nie szczędzili pieniędzy. Przez to teraz możemy siedzieć i podziwiać artystyczne dzieła.


 W bazylice znajduje się największa relikwia węgierska. jest to zmumifikowana prawa dłoń pierwszego króla Węgier-Stefana I. Przechowywana jest w kaplicy Świętej Prawicy. Można tam wejść za darmo, jednak aby zrobić zdjęcie świętej prawicy, należy zapłacić za światło do zdjęcia...




Czasem w bazylice odbywają się koncerty. Dlatego też uwagę przyciągają organy w tylnej części świątyni. Są drewniane i przeogromne.


Moim zdaniem Bazylika jest bardzo ładna i ciekawa. Wczytując się jej historię, widać, jak ważna jest dla mieszkańców Budapesztu. W czasie jej budowy, każdy z mieszkańców mógł przynieść kamień, który ma być częścią świątyni i tak też się stało. Obecnie jest jednym z piękniejszych kościołów w mieście.


Zdecydowanie polecam odwiedzenie Bazyliki św. Stefana i zajrzenie do środka. Na pewno nie raz stanie na Waszej drodze w czasie zwiedzania Budapesztu. Dla zmotoryzowanych polecam skorzystanie z automatycznego parkingu ;)) 

sobota, 8 lutego 2014

54. Czym pachnie Paryż, czyli wizyta w paryskim Muzeum Perfum

Paryskie muzea to temat-rzeka. Miasto to słynie z niezliczonej liczby muzeów, galerii sztuki oraz kafejek. Nie da się być w Paryżu i nie zwiedzić ani jednego muzeum. Niektóre są niezmiernie ciekawe, inne trochę mniej. Większość skupia się wokół sztuki, malarstwa, historycznych osiągnięć czy wielkich postaci. Dzisiaj jednak chciałabym Wam pokazać muzeum bardzo oryginalne i ciekawe. Jest to Muzeum Perfum FRAGONARD w Paryżu. Nie wiedzą o nim prawie wcale Paryżanie, turyści i przewodnicy też nie. Dlatego jest tam bardzo miło i kameralnie.   


Do muzeum trafić nie jest ciężko. Na wprost Opery Garnier w pięknej, starej kamienicy widać duży szyld FRAGONARD. Większość osób przechodzi koło niego obojętnie, gdyż myślą, że to tylko perfumeria. Natomiast we wnętrzu tego pięknego budynku kryją się niemałe cuda związane z perfumami. A wszystko to za darmo! 


 Muzeum wcale nie jest duże- wystarczy kilkanaście minut aby zobaczyć wszystkie eksponaty. A znajdziemy tutaj mnóstwo cudów i cudeniek. Na przykład przeróżnego kształtu buteleczki na perfumy, narzędzia używane do produkcji perfum w danych czasach czy opis sposoby produkcji zapachów.


Bardzo silnie muzeum to przypomniało mi o filmie, który oglądałam kilka lat temu. Akcja rozgrywa się w odległym w czasie Paryżu. Jean-Baptiste, który rodzi się w tragicznych warunkach i cudem przeżywa, zaczyna robić karierę w produkcji perfum z powodu niesamowitego węchu. Film to oczywiście "Pachnidło", polecam serdecznie wszystkim, którzy lubią doświadczać przed ekranem mocnych wrażeń.


Po raz pierwszy byłam w tym muzeum podczas mojej pierwszej wizyty w Paryżu. Wtedy znalazłam o nim informację w bardzo starym przewodniku po francuskiej stolicy. Teraz sama szukałam tego miejsca. Chciałam go pokazać Ani, oraz Leonardowi, który był bardzo zdziwiony, że mieszka w Paryżu tyle lat i nigdy nie miał okazji o muzeum perfum słyszeć. To jest właśnie ta magia Fragonarda.


Muzeum jest bardzo pięknie urządzone- w starej kamienicy w stylu Napoleona III. Widać, że oprócz do zapachów, zwrócono dużo uwagi na drobne detale i szczególiki. Każda nawet najmniejsza rzecz w muzeum jest integralną częścią całości i przekazuje jakąś historię.


Można wypróbować swój zmysł powonienia i wwąchać się w nietypowe dla nas zapachy, wybrać swój ulubiony spośród przeróżnych owocowych. Moim ulubionym był ananas i kokos. Poczekam, aż takie perfumy wejdą na europejski rynek.


Na końcu, po zwiedzeniu muzeum, można udać się do formowego sklepiku. Tam można kupić przepiękne oryginalne zapachy FRAGONARD w niezłych cenach oraz cudownych opakowaniach. Zaopatrzyłam się dawno temu w jedno, 100 ml opakowane perfumu Diamand i muszę przyznać, że pachnie pięknie, jest bardzo trwały i wydajny. Zapach jest moim zdaniem bardzo kobiecy i dosyć ciężki. W sklepie można również zaopatrzyć się w mydełka glicerynowe z różnymi dodatkami. Z tego co widziałam ostatnio, w ciągu kilku lat dosyć mocno poszerzyli ofertę i jest z czego wybierać.


Reasumując, muzeum perfum to świetnie urządzone miejsce, gdzie w kilka chwil można przyswoić sporo kosmetycznej wiedzy. Do tego zachęcająca dekoracja wnętrz i otaczająca zewsząd woń dobrych perfum. Miejsce, z którego nie chce się wychodzić. Do wyjścia przekonuje jedynie sklepik z perfumami i kosmetykami. Serdecznie polecam wszystkim kobietom, które kochają perfumy.


Zdjęcia do postu zostały zapożyczone. Pierwsze trzy pochodzą ze strony FRAGONARD, zaś reszta zrobiona została przez Anię.  

wtorek, 4 lutego 2014

53. Spieszmy się kochać ludzi-cmentarz wspomnień, czyli warszawskie Powązki.

Zapewne nie raz już wspominałam tutaj, że mam nietypową, podróżniczą pasję, jaką jest zwiedzanie cmentarzy. Zawsze, gdy tylko jest możliwość, szukam ciekawszych nekropolii i zwiedzam je z aparatem. Pierwszym cmentarzem o dużym znaczeniu, jaki miałam okazję zwiedzić, był cmentarz na Rossie w Wilnie, prawie 10 lat temu. Wtedy byłam zbyt mała, aby zrozumieć znaczenie tego wspaniałego miejsca. Dzisiaj, tylko czekam, aż po raz kolejny będę miała okazję się tam pojawić. Zapewne pokażę Wam kiedyś cmentarze w moim mieście-Tarnowie, bo naprawdę jest co podziwiać. Dzisiaj jednak pokażę Wam cmentarz bardzo popularny, choć będący dla wielu osób nadal zagadką. Mowa o Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie. 


Jak już pewnie wiecie, ubiegłoroczne Święto Zmarłych spędziłam właśnie tam. Ale zdjęcia pochodzą z mojej wcześniejszej wycieczki po tym cmentarzu. Zwiedzałam go wtedy z przewodnikiem w ramach wycieczki klasowej i już wtedy obiecałam sobie, że zrobię dużo, aby kiedyś spędzić tam więcej czasu. ! listopada okazał się całkiem dobry, chociaż tłum ludzi uniemożliwiał skupienie się na szczegółach.


Cmentarz Wojskowy na Powązkach został otwarty w 1912 roku. Pochowanych jest tam mnóstwo mniej i bardziej zasłużonych dla naszego kraju  ludzi. Po słynnym 10 kwietnia cmentarz ten stał się miejscem pochówku kilkudziesięciu ofiar Katastrofy Smoleńskiej. Ponadto uwagę zwraca kontrowersyjny pomnik upamiętniający to wydarzenie. Na zdjęciu powyżej możecie zauważyć na końcu alejki ciekawą konstrukcję. Nie będę się na ten temat rozpisywać, ale zainteresowanych zapraszam do  pogłębienia tej wiedzy.


Na Powązkach Wojskowych pochowanych zostało wielu słynnych ludzi. Moją uwagę zwróciło kilka nagrobków przy głównej alejce. Po pierwsze nagrobek Władysława Kopalińskiego. Kto nie ma w domu słowników, których jest autorem?   Sama na swojej półce posiadam co najmniej jeden, który wcześniej należał do mojej mamy. A nagrobek tego człowieka pokazuje, czym się zajmował i co było jego pasją.


Kolejny nagrobek, który zwrócił moją uwagę to mogiła Zbigniewa Religi. Od razu skojarzyłam nazwisko z wielkim polskim kardiochirurgiem, który jako pierwszy w Polsce przeszczepił serce. Jego lista zasług jest o wiele dłuższa i robi na mnie ogromne wrażenie. Zdecydowanie świetny wzór do naśladowania dla młodych studentów medycyny, którego kariera pokazuje, że zdolni ludzie z pasją i chęcią do rozwoju są w stanie bardzo wiele osiągnąć.


Jednym z moich ulubionych nagrobków, jest jednak ten Ryszarda Kapuścińskiego. Na pierwszy rzut oka widać, że człowiek ten poświęcił się odkrywaniu świata. I chociaż jego życie wydaje się być dosyć kontrowersyjne, nie można zaprzeczyć, że jego dzieła do dzisiaj są cenione i poważane. Dzięki niemu dowiedziałam się sporo o Etiopii i o władzy w tym kraju w bardzo ciężkich dla niego czasach. Ponadto mnóstwo ludzi zawdzięcza jego książkom odkrywanie nowych horyzontów i podsycanie pasji podróżniczej.


Moją uwagę zwrócił również grób Elwiry Seroczyńskiej. Choć nie miałam pojęcia kim była i jakie są jej osiągnięcia, postanowiłam sfotografować go, gdyż wyróżnia się na tle pozostałych.


Piękna rzecz-pilotowi zrobić nagrobek ze skrzydłami.



Na cmentarzu, oprócz słynnych ludzi, których jesteśmy w stanie pamiętać, znajduje się mnóstwo grobów z wojen, powstań oraz burzliwych okresów politycznych naszego kraju. Kwatera z Powstania Warszawskiego, czy harcerzy, którzy oddali swoje życie w walce za ojczyznę jest wzruszającą pamiątką po tych wydarzeniach. Również ofiary Katyńskie zostały tutaj pochowane.




W Alei Zasłużonych znajdziemy słynnego poetę- Juliana Tuwima. Człowiek, który zmienił, a przynajmniej ubarwił życie wielu młodym ludziom. Bo przecież chyba każdy normalny dzieciak słyszał wierszowankę Lokomotywa. Ponadto każdy z nas musiał usłyszeń jego nazwisko na lekcjach języka polskiego przy omawianiu grupy Skamander, której był założycielem.


Kolejną osobą w Alei Zasłużonych jest Zofia Nałkowska. Większość zapewne kojarzy ją jako autorkę "Medalionów", albo co najmniej "Granicy". Choć jej życie było dosyć kontrowersyjne, nie da się zaprzeczyć, że jej dorobek artystyczny jest ogromny. Moim zdaniem i Granica i Medaliony to jedne z lepszych lektur, które miałam okazję czytać w czasie mojej dosyć już długiej kariery edukacyjnej.


Wojskowy Cmentarz na Powązkach kryje mnóstwo tajemnic i mniej lub bardziej ciekawych historii. Sama znam zaledwie kilka, więc pewnie jeszcze kiedyś wybiorę się tam, aby poznać kolejne. Warto wybrać się tam z przewodnikiem, gdyż zazwyczaj przeciętni ludzie na temat cmentarza wiedzą niezwykle mało. Może to pytanie nie do końca poprawne politycznie, ale macie jakieś swoje ulubione cmentarze? Oczywiście jako miejsca, gdzie można podziwiać sztukę i poczuć specyficzną atmosferę nekropolii?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...