piątek, 31 października 2014

Jak się spakować w bagaż podręczny na tydzień dwa lub trzy?

Kiedy kupiłam bilet do Paryża w zeszłe wakacje byłam trochę przerażona. Głównym tego powodem był fakt, że zdecydowałyśmy nie kupować bagażu rejestrowanego, który w tanich liniach lotniczych jest bardzo drogi. Zastanawiałam się jak można się spakować na 10 dni podróży tylko w bagaż podręczny??? Wtedy wydawało mi się to ogromnym wyczynem balansującym na granicy cudu. No bo jeszcze jak wymiary się zgadzały, to waga 10 kilogramów nie miała prawa bytu! Pierwsze kroki skierowałam do sklepu z walizkami, gdyż moja mała walizka przekraczała wymiary bagażu Ryanair 55 x 40 x 20. W sklepie okazało się, że walizki są albo bardzo drogie, albo bardzo brzydkie. Wszystkie też są bardzo ciężkie, bo ważą około 2 kg w najlepszej opcji. A to jak wiadomo pozostawia tylko 8 kg do zapakowania do środka. Oj nie, tak być nie może.


Przemyślałam sprawę i wymyśliłam, że muszę w takim razie zapakować się w torbę. Wiadomo- nie ma kółek, stelaży, to i lżejsza będzie. Ale skąd wziąć torbę o idealnych wymiarach? Z pomocą przyszła mi ciocia-krawcowa. Uszyła mi torbę o wymiarach wprost do Ryanair'a.  Torba z mocnego materiału, nieprzemakalnego, leciutkiego, z mocnymi rączkami i kieszonkami. Na co dzień składa się do minimalnych rozmiarów i nie zajmuje prawie wcale miejsca w szafie. Wydawać by się mogło, że nie ma żadnych wad.



Tak więc spokojnie do torby mogę zapakować 9.5 kg rzeczy. Torba przejechała już kawałek świata ze mną i ma się całkiem nieźle. Pewnie w następną wyprawę też pojedzie, choć niestety noszenie jej na ramieniu przy większych odległościach powoduje, że nienawidzę jej całym sercem. A potem i tak wygrywa jak mam wybór: zapakować dużo rzeczy do torby czy kilka do walizki?


W tym roku Ryanair wprowadził drugi bagaż podręczny.  Dla mnie było to prawie zbawienie- nie musiałam już wszystkiego upychać w jednej torbie, a mogłam przełożyć portfel, lustrzankę, tableta i kilka rzeczy do mniejszej torebki. W tegoroczną podróż do Barcelony zabrałam mnóstwo zbędnych rzeczy, które miały być bardzo przydatne. Zabrałam ze sobą oprócz standardowych rzeczy dodatkowo koc, statyw do aparatu, plecak. A to, jak wiadomo, waży całkiem sporo. Plecak zwinęłam na ile się dało i związałam gumką. Wcale nie zajmował dużo miejsca. A bardzo się przydał, gdyż zapakowałam się do niego na 5 dni do Andory.


Kosmetyki nauczyłam się pakować do woreczków strunowych, które są wymagane na lotniskach. Cena takiego woreczka to grosze, natomiast są dużo wygodniejsze niż kosmetyczka, bo przezroczyste. Należy obowiązkowo pamiętać, że objętość pojemnika żadnego z kosmetyków nie może przekraczać 100 ml. Nie jest problemem kupić miniaturki szamponu, żelu pod prysznic czy płynu do demakijażu. Ewentualnie można poprzelewać do innych pojemniczków. Ja od kilku lat mam w szafce półkę właśnie z pojemnikami i miniaturkami kosmetyków. Okazuje się, że można kupić nawet malutką szczotkę do zębów, miniaturową nitkę dentystyczną czy mały płyn do soczewek. Dobrze też sprawdzają się próbki i  kosmetyki w saszetkach (tak, to ja zawsze zabieram z hoteli kosmetyki w saszetkach...). 


Do woreczka strunowego należy zapakować wszystko, co płynne. Suma objętości produktów w woreczku nie powinna przekraczać jednego litra. Dobrym rozwiązaniem jest zastąpienie kosmetyków w płynie innymi, o takim samym działaniu, jednak nie w płynie. Tak na przykład zamiast brać dezodorant w kulce można kupić w sztyfcie i już nie będzie liczony jako płyn. Do demakijażu zamiast mleczka micelarnego można zabrać chusteczki. Tak samo jak można zabrać mydło w kostce zamiast żelu pod prysznic. Z moich obliczeń wynika, że 100 ml szamponu i żelu pod prysznic spokojnie wystarczy na dwa tygodnie codziennego użytkowania. Przy dłuższych pobytach warto wybrać się do sklepu na miejscu i tam kupić większe butelki kosmetyków. Przy okazji można odkryć różne kosmetyczne cuda kosztujące grosze (ja w Hiszpanii odkryłam Herbal Essences kokosowy-idealny szampon, którego już nie można kupić w Polsce).


Najtrudniejszym etapem całego pakowania po ogarnięciu już kosmetyczki (w postaci woreczka strunowego) jest pakowanie ubrań. Bo jak wybrać kilka ciuchów, które będą pasowały do każdej pogody? Jak wpakować niezbędne kilka par butów żeby nie przekroczyć wymaganej wagi i rozmiarów? Ja zazwyczaj biorę co najmniej 5 par butów (trampki, adidasy, japonki ze dwie pary i sandały), które gdzieś też muszą się zmieścić. Dodając do tego bieliznę, wychodzi ogromna ilość ubrań do zabrania. Dla mnie najskuteczniejszą metodą jest pakowanie wszystkiego po kolei, pilnując, aby torba za bardzo się nie rozchodziła na wszystkie strony. Zazwyczaj pakuję na dół torby jeszcze koc polarowy. Zawsze przydaje się na plaże albo nawet jako prześcieradło+przykrycie w dziwnych miejscach. Warto też pamiętać, że skarpetki można upchać do butów. W akcie desperacji można ubrać na siebie trzy pary majtek, skarpet, bluz (i pościągać wszystko oprócz majtek na pokładzie samolotu). Ważną zasadą jest również to, że kontrola bagażu odbywa się przed wejściem do samolotu, a nie po wyjściu z niego. Można wejść z jedną torbą a wyjść z trzema i nikt nie będzie kazał nam dopłacać ;) Ja często w samolocie ściągam zapasowe bluzy czy  wypakowuje torebkę dodatkową i nigdy z tym problemu nie było.



Najgorszym etapem podróży jeszcze przed wyruszeniem jest sprawdzenie, czy walizka mieści się w koszu na bagaż. Widziałam na lotniskach już różne cuda. Ludzi upychających na siłę walizki, nie mogących potem ich wyjąć czy ludzi siłujących się z kupą metalu koszykowego. Wiadomo, nikt nie chce płacić zazwyczaj równowartości biletu za dodatkowy centymetr w walizce. Moja torba jak jest dobrze spakowana mieści się bez problemu w koszyk Ryanair'a.  Raz mi się zdarzyło, że nie mogłam jej włożyć, ale to tylko kwestia przestawienia kilku rzeczy w środku.


Chwała Ryanair'owi za możliwość drugiego małego bagażu. Znacznie ułatwia to pakowanie i daje duży komfort psychiczny, gdy mamy kolejną torbę do zapakowania, która na dodatek nie jest wcale ważona. Pamiętajcie, że nie jest bagażem wszystko to, co macie na sobie i w kieszeniach, dlatego warto mieć również dużo kieszeni w swoich ubraniach na lotnisku. Co sprytniejsi potrafią do kieszeni na plecach upchać laptopa. Wiadomo- zawsze to dwa kilo bagażu więcej.


To tyle na temat mojego pakowania się w bagaż podręczny. Rekordem w tej kwestii jest zapakowanie się tegoroczne do Barcelony, gdzie z moją torbą jako szafą spędziłam ponad 3 tygodnie. Od Barcelony, po Andorę, przez Warszawę, Gdańsk, Sopot i Gdynię, Toruń, aż po Wałbrzych. A Wy macie jakieś sprawdzone triki w kwestii pakowania się na dłużej w bagaż podręczny? Podzielcie się, chętnie skorzystam ze sprytnych rozwiązań w czasie moich kolejnych podróży.


PS. Kolejnych podróży o ile kiedykolwiek nastąpią... Póki co to jestem zagrzebana w książkach przez większą część doby i podróże zeszły zupełnie na drugi plan. Nie spodziewałam się, że mogę aż tak bardzo odpuścić w tej kwestii. Miałam jechać do Wiednia na długi weekend w przyszłym tygodniu, jednak kolokwium skutecznie zmieniło moje plany na  weekend, który spędzę w Katowicach nad ogromną ilością materiału do wbicia do głowy.  Jest ciężej niż przypuszczałam, że będzie, ale powoli brnę do przodu i realizuję swoje marzenia. Nie wiem jak będzie mi się żyło bez podróży w najbliższym czasie, ale póki co, żyję nadzieją ;) Ratują mnie zdjęcia w albumach. Jak zauważyliście, nawet nie mam czasu pisać na blogu. Będę się bardzo starała wmiarę coś publikować, jednak póki co, nie jest to łatwe, wręcz czasem niemożliwe. Trzymajcie za mnie kciuki i trzymajcie się cieplutko ;)

wtorek, 14 października 2014

66. Co warto zobaczyć w Andorze? Stare Miasto!

Stare miasto Andora la Vella, zwane Barri Antic, znajduje się w północno-zachodniej części miasta. Prezentuje się niezwykle okazale zarówno w czasie wschodu, jak i zachodu słońca. Dzielnica starego miasta jest bardzo mała w porównaniu z innymi jej podobnymi w innych państwach. Nie mniej jednak warto się tam wybrać i zobaczyć co oferuje. 


Na sam początek warto zaglądnąć do kościoła świętego Szczepana (Eglesia de Sant Esteve). To XI-wieczny kościół zachowany w świetnym stanie. Z zewnątrz wygląda bajecznie, natomiast w środku dominują witraże.  


Do ściany kościoła przylega rzeźba-prawdopodobnie jest to wizerunek jednego z biskupów, który zarządzał całą diecezją.


Wnętrza kościołów w Andorze są dosyć nietypowe. Bardzo puste, zazwyczaj z witrażami, dosyć ciemne. Od razu da się zauważyć, że praktycznie brak jest zdobień, jedynie chrzcielnica i czasem mała figurka przedstawiająca Piete. W kościele św. Szczepana natknęłyśmy się na ciekawe malowidło, widoczne na zdjęciu powyżej.


Stare miasto Andory la Vella  charakteryzuje się bardzo wąskimi uliczkami. Kamieniczka przy kamienicy. Trzeba uważnie obserwować okolicę, gdyż wiele detali można zauważyć. Fontanna do małych detali nie należy, ale jest bardzo ciekawa. W otoczeniu zielonego krzewu, kamienni ludzie trzymają się za ręce. 


A oto wejście do Parlamentu Andory (Casa de la Vall). To XVI-wieczny budynek, który do niedawna pełnił swoją funkcję. Obecnie jest tam muzeum. Można je zwiedzać jedynie z przewodnikiem. Zaraz przed parlamentem znajduje się ogromny taras z którego roztacza się panorama całej stolicy małego księstwa Andory.


Zaraz przy niewielkim parlamencie znajduje się rzeźba przedstawiająca tańczącą parę. Nie mam pojęcia dlaczego akurat taka rzeźba znalazła się w tym miejscu. Gdyby ktoś miał jakieś pomysły, dajcie znać! 


To, co mnie szczególnie uderzyło w Andorze to fakt, że wszędzie znaleźć można flagi tego małego państewka. Jak przy parlamencie jest to sprawa oczywista, tak w normalnych domach jest to dość osobliwe zjawisko, jak dla mnie. Takie przywiązanie do tradycji, patriotyzm? 




Andora to bardzo ciekawe państwo nie tylko od strony turystycznej, ale także od strony prawnej. Wiecie, że prawdziwi Andorczycy z krwi i kości w Andorze stanowią jedynie 30 %? Albo, że aby dostać obywatelstwo Andory należy czekać 20 lat? I nie ma zmiłuj, żadnych kruczków prawnych ani nic. Nawet ślub z Andorką czy Andorczykiem nic nie pomoże.

piątek, 26 września 2014

65. Czy warto zobaczyć dzieła w Centre Pompidou w Paryżu?

Centre Georges Pompidou to budynek wzbudzający wiele kontrowersji przez ostatnie lata. Znajduje się w 4 dzielnicy w centrum Paryża. Zdaniem wielu osób jest to jeden z najbardziej szkaradnych elementów Paryża, jego zwolennicy zaś są zachwyceni innowacyjnością projektu i pomysłem architekta. Budowa Centrum Georges Pompidou rozpoczęła się w 1972 roku na podstawi projektu dwóch architektów- Renzo Piano oraz Richarda Rogersa. 



W 1977 roku budynek Centrum Pompidou został uroczyście otwarty przez ówczesnego prezydenta Francji- Valery Giscard s'Estaing. Przed przyjazdem do Paryża zastanawiałam się długo, dlaczego akurat ta budowla wzbudza tyle kontrowersji. Po przybyciu pod Centrum było mi łatwiej zrozumieć, choć sama jestem zwolenniczką tego typu budownictwa i innowacyjnych rozwiązań architektonicznych.  


Obecnie w Centre Georges Pompidou znajduje się Muzeum Sztuki Współczesnej oraz główna biblioteka publiczna Paryża. Ponadto często można napotkać tam czasowe wystawy. My skupiłyśmy się na zwiedzeniu Muzeum Sztuki Współczesnej. Było to moje pierwsze spotkanie ze sztuką nowoczesną w muzeum, więc byłam bardzo ciekawa co zastanę. 


Na sam początek wjechałyśmy na górę aby zobaczyć panoramę Paryża, która rozpościera się już z połowy ruchomych schodów jadących w górę. Im wyżej, tym lepiej. Na samej górze powitał nas długi, półokrągły korytarz a z niego widok jak poniżej.


Potem udałyśmy się do muzeum. Neonowy napis oznajmia, że zobaczymy coś, co nas zadziwi. Jak w cyrku: Ta- Da!!! No nic, jesteśmy coraz bardziej ciekawe tego, co zastaniemy w środku.


Na sam początek obrazy w wielu kombinacjach. Owszem, nie jest to sztuka średniowiecza, co widać na pierwszy rzut oka. Specjalistką od sztuki zdecydowanie nie jestem, ale oglądanie obrazków dosyć mnie wciąga. Szczególnie odgadywanie przy co dziwniejszych co właściwie autor miał na myśli. Takim sposobem z obrazu przedstawiającego matkę Romulusa i Remusa zrobiłyśmy kochankę wyskakującą z szafy ;)



Muzeum jest tak bardzo inne od wszystkich, które widziałam dotąd, że naprawdę chodzę zainteresowana między eksponatami. Wyobraźnia ludzka jest niepojęta, Uświadamiam sobie to na każdym kroku.


Zadziwia mnie różnorodność zastosowanych materiałów, form a przede wszystkim pomysłowość autorów. Każdy kolejny eksponat jest dla mnie coraz większym zdziwieniem. Z jednej strony znajdziemy tutaj rzeczy codziennego użytku (np. pufa identyczna, jak moja), jak i konstrukcje tak ciekawe i skomplikowane, że nieraz muszę czytać podpisy w celu uzyskania informacji co przedstawiają.


Jak powyższy szkielet był dosyć łatwy do zinterpertowania, to nad dziełem poniżej musiałam trochę popracować głową. Na pierwszy rzut oka przypominało mi kominy przemysłowe, jednak okazało się być duchami...


Wiele było eksponatów, które znamy z życia codziennego, jak na przykład te szczoteczki do mycia zębów. Niby rzecz codziennego użytku, a może urosnąć do ranki sztuki współczesnej.


Miłośniczką sztuki nie jestem, nie znam się na tym zupełnie, ale poniższy obraz zrobił na mnie ogromne wrażenie. Czy tylko mi kojarzy się z transportami do Auschwitz?


Dzieł sztuki było mnóstwo, ale nie było to takie zmęczenie materiału jak w Luwrze. Muzeum jest świetnie zorganizowane i bardzo różnorodne. Można spędzić tam spokojnie pół dnia i wcale nie czuć znużenia!


Z sam wystawowych można wyjść na taras z którego także rozpościera się panorama Paryża. Tam też znajdują się rzeźby i różne dzieła, jednak przestrzeń nieograniczona jest czterema ścianami.


Wiele osób zastanawia się dlaczego Centrum Pompidou ma takie kolory, jakie ma. Otóż rozwiązanie zagadki jest bardzo proste: każdy kolor odpowiada funkcji, którą pełni dana instalacja. I tak zielony to wodociągi, żółty to instalacja elektryczna, niebieski odpowiada za klimatyzację a czerwony za komunikację.


Centrum Pompidou jest widoczne także z góry! Na zdjęciu powyżej udało mi się uchwycić ten budynek z wieży katedry Notre Dame w Paryżu. Imponujące.

Na mnie Muzeum Sztuki Współczesnej znajdujące się w Centre Georges Pompidou zrobiło wcale nie mniejsze wrażenie niż sam budynek. Na dodatek wstęp do niego nic mnie nie kosztował, tak jak wszystkich obywateli Europy poniżej 26 lat. Wystarczy tylko pokazać dowód i zasoby tego muzeum stoją przed nami otworem.

piątek, 12 września 2014

Z czego słynie Tarnów?

Nieubłaganie zbliża się czas mojej wyprowadzki z domu. Coraz bardziej staram się doceniać czas, który mi został do studiów. Powoli staram się oswajać z myślą, że trzeba będzie opuścić Tarnów, w którym znam prawie każdy zakątek, w którym urodziłam się i wychowałam, w którym mam mnóstwo znajomych, z którym wiąże się wiele miłych wspomnień. Z jednej strony czuję, że będzie fajnie- nowe miejsce, znajomi, nowe obowiązki. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że nie będę w domu zbyt często i na pewno tęsknota będzie ogromna. Pewnie już z każdym powrotem będę widziała moje miasto zupełnie inaczej, z innej perspektywy. Pewnie zrobi się coraz bardziej obce i dziwne, nie będę się mogła tutaj odnaleźć i wogóle będzie ciężko.


 Ale póki co korzystam ile się da i staram się poznawać Tarnów jeszcze lepiej. Dlatego też, tak jak wspominałam dawno temu, postanowiłam podzielić się z Wami moimi odkryciami w Tarnowie i pozwolić Wam zobaczyć moje miasto od strony, której pewnie nie mieliście okazji poznać. Postanowiłam zrobić post o Tarnowie i podzielić się z Wami kilkoma ciekawostkami o tym mieście. Za przewodnie pytanie tego postu obrałam sobie: Z czego słynie Tarnów? Do napisania tego tekstu przygotowywałam się kilka dni, a sam post pisał się przez ponad pół roku. Przepytałam znajomych z Tarnowa i nie tylko, podpytałam rodziców, dziadków, poszperałam w Internecie. Oto, co udało mi się ustalić:


1. Tarnów w 2000 roku został mianowany przez Instytut Meteorologii i Gospodarki wodnej na POLSKI BIEGUN CIEPŁA!
 Średnia roczna temperatura w Tarnowie to 8,8 stopnia, najcieplejszy punkt w Polsce znajduje się w okolicach Parku Sanguszków. Co więcej meteorologiczne lato trwa tutaj najdłużej- średnio 118 dni. Co to oznacza dla mieszkańców? Moim zdaniem ładną nazwę, która pozwala na rozreklamowanie miasta. Nawet oficjalna strona miasta Tarnowa ma w tytule Tarnów-Polski Biegun Ciepła. W rzeczywistości wcale nie jest tu jakoś cieplej, niż gdzieś indziej. W zimie marzniemy tak samo, jak w każdym innym miejscu Polski, rachunki za ogrzewanie są tutaj tak samo wysokie, tyle samo wydajemy także na ciepłe ubranie zimowe. O ile Tarnów uznawany jest za Polski Biegun Ciepła, o tyle tarnowskie licea w większości mogłyby konkurować o miano najzimniejszej szkoły w Polsce. I myślę, że szanse rosłyby odwrotnie proporcjonalnie do  temperatury ;)

2. W Tarnowie znajduje się jeden z najpiękniejszych dworców PKP w Polsce. 
A przynajmniej tak jest, według kilku internetowych sondaży. Po remoncie w 2010 roku wypiękniał i stał się dumą Tarnowa. W dzień wygląda ładnie, ale w nocy wygląda bajkowo i magicznie! Miło, że turyści przybywający do Tarnowa pociągiem najpierw mogą podziwiać cudowny dworzec, budowany na podobieństwo tego lwowskiego. Bo przecież pierwsze wrażenie jest najważniejsze, a to z tarnowskiego dworca na pewno pozostanie bardzo pozytywnie zapamiętane w pamięci.



3. Z Tarnowa wyruszył pierwszy transport więźniów do obozu Auschwitz.
14 czerwca 1940 roku z tarnowskiego dworca wyruszył pierwszy masowy transport więźniów do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Znalazło się w nim 728 mężczyzn, który w obozie otrzymali numery od 31 do 758. Z całego transportu obóz przeżyło około 200 osób. W Tarnowie bardzo dba się o pamięć o tych tragicznych wydarzeniach. Istnieje plac więźniów Oświęcimia oraz  kilka pomników upamiętniających ofiary. Dużą wagę przywiązuje się jednak do pamięci o ludziach, którzy przeżyli. Jeszcze kilka lat temu można było wziąć udział  w spotkaniach z mieszkańcami, którzy przetrwali obóz. Dzisiaj takie spotkania są niestety już rzadkością. Większość byłych więźniów obozu już nie żyje, znaczna część żyjących nie jest już w stanie prowadzić spotkań z powodu wieku i różnych chorób.


4. W Tarnowie zrobiono pierwszą kolorową fotografię na świecie.
A dokonał tego Jan Szczepanik, zwany polskim Edisonem. Człowiek o tyle zdolny, co niedoceniony. Pracował bardzo długo nad wykonaniem pierwszej na świecie barwnej fotografii i w końcu się udało- na poddaszu kamienicy przy ulicy Sowińskiego 11. Jan Szczepanik to postać ważna dla Tarnowa. Znajduje się tutaj jedyny szlak Jana Szczepanika na świecie.


5.Tarnowska starówka uważana jest za perłę polskiego renesansu.
I moim zdaniem całkiem zasłużenie. Tarnowski rynek to miejsce najbardziej znane w Tarnowie, wizytówka miasta dla wszystkich przyjezdnych i turystów. Starówka miasta jest ładnie odnowiona, w nocy oświetlona i przez całą dobę, przez cały rok zachęca do spacerów. Moim zdaniem najlepiej wygląda w południe w lecie i o północy w zimie, gdy mróz szczypie w policzki, śnieg skrzypi pod nogami a świąteczne ozdoby na ogromnej choince przed ratuszem dodają tylko uroku.



6. Tarnów został odwiedzony przez Jana Pawła II
9 czerwca 1987 roku ówczesny Papież odwiedził Tarnów i beatyfikował Karolinę Kózkę. Dla Tarnowian było to bardzo ważne wydarzenie. Tłumy ludzi zebrały się na miejscu obecnego kościoła Bł. Karoliny Kózki aby móc wysłuchać słów Papieża. Do dzisiaj wizyta ta często wspominana jest przez mieszkańców miasta. Sama nie raz słyszałam o niej od rodziców i dziadków.


7. Tarnów został wyzwolony jako pierwszy spod zaborów.
W nocy z 30 na 31 października 1918 roku Tarnów stał się pierwszym wolnym miastem po 123 latach niewoli. Austriaccy oficerowie 31 października opuścili Tarnów a władzę w niepodległym Tarnowie przejęli Polacy. Za przykładem Tarnowa poszły inne polskie miasta i również wyzwoliły się spod okupacji.


8. W Mościcach znajdują się Zakłady Azotowe
W dzielnicy Mościce (nazwanej na cześć Ignacego Mościckiego) znajdują się Zakłady Azotowe, obecnie należące do Grupy Azoty mającej w Tarnowie swoją siedzibę. To drugi pod względem wielkości koncern chemiczny w Europie.  Ich logo często jest widoczne na kaskach polskich skoczków narciarskich czy innych sportowców.

9. W Tarnowie znajduje się jedyne w Europie muzeum Romów (Muzeum Etnograficzne)
Jest ono częścią Tarnowskiego Muzeum Okręgowego. Znajduje się ono w przepięknym dworku w centrum miasta. Znaleźć tutaj można ciekawą stałą wystawę "Romowie. Historia i Kultura", która ukazuje, jak sam tytuł mówi, tradycje i kulturę Romów. Wystawa jest niewielka, dworek w której się znajduje jest przepiękny i znajduje się w centrum, niedaleko rynku.

10. W Tarnowie są (chyba) najdroższe bilety jednorazowe komunikacji miejskiej.
Kupując bilet ulgowy u kierowcy płacimy 3 złote, w sklepie jest niewiele taniej. Zawsze szokują mnie ceny w innych miastach- tak tanio? U nas komunikacja nie jest ani szczególnie rozwinięta, ani szczególnie dopasowana, nikt nie wie dlaczego ceny biletów stale rosną. Na szczęście jest też plus- za pięciomiesięczny bilet na wszystkie linie płacimy tylko 160 zł, co przy innych miastach jest bardzo niską ceną.



11. Mamy Unię Tarnów!
Ci, którzy interesują się żużlem na pewno kojarzą trzykrotnego drużynowego mistrza Polski z  Tarnowa- Grupa Azoty Unia Tarnów. Często na żużlowym stadionie gościmy w Tarnowie różne drużyny żużlowe i organizowane są zawody. Tarnowianie to ludzie bardzo związani z tym sportem i chętnie kibicujący swoim Jaskółkom.

12.Tutaj znajduje się jedyna czynna wieża ciśnień w kształcie opony.
Popularnie zwana Banią, króluje nad osiedlem Falklandy. Wieża ma 37 metrów, wsparta jest na 24 słupach. Znajduje się w niej 3000 ton wody. Jest jednym z orientacyjnych punktów w Tarnowie i każdy mieszkaniec wie co to znaczy "mieszkam pod Banią". Do tego wygląda całkiem interesująco na tle Tarnowa.

13. W Tarnowie zagrał legendarny zespół Scorpions.
1 lipca 2011 roku na stadionie miejskim w Tarnowie odbył się jedyny w Polsce koncert w czasie tej trasy koncertowej zespołu Scorpions. Fani z całego kraju (i nie tylko) zgromadzili się w Tarnowie aby przez kilka godzin mieć możliwość posłuchać tego wspaniałego zespołu. Zespół zdecydowanie dał dobry koncert, który będziemy wspominać jeszcze przez wiele lat. Słychać go było w całym Tarnowie i okolicach.

14.Mamy najwyższy pomnik Łokietka.
Przy ulicy Wałowej 7 na specjalnie zaprojektowanym skwerze znajduje się pomnik władcy, który nadal miastu Tarnów prawa miejskie w 1330 roku. Władca, mimo swojego niskiego wzrostu, jako pomnik ma 3.5 metra + 1.5 metra cokołu. Zdecydowanie jest to najwyższy pomnik Łokietka jaki kiedykolwiek powstał.

15. Szlak Tarnowskich Żydów jest jednym z najbogatszych w kraju.
Tarnów od zawsze związany jest z historią Żydów. To właśnie ten naród zamieszkiwał Tarnów przed wojną stanowiąc około 45 % populacji miasta. Dziś w Tarnowie Żydów znaleźć można jedynie, gdy przyjeżdżają wycieczki z Izraela. Dużo jest natomiast pamiątek po ich życiu w mieście. Aby ocalić je od zapomnienia, powstał Szlak Tarnowskich Żydów, który na pewno kiedyś przedstawię szczegółowo.

16. W Tarnowie znajduje się największe w Europie Wyższe Seminarium Duchowne.
W centrum miasta, przeogromny budynek to właśnie Wyższe Seminarium Duchowne w Tarnowie. Wiele młodych mężczyzn przybywa do Tarnowa aby kształcić się w tej szkole. Mają tam również bogatą bibliotekę, z której zasobów często korzystają nie tylko klerycy.

17. W Parku Strzeleckim znajduje się Mauzoleum Józefa Bema.
Józef Bem to wybitny wódz powstania węgierskiego pochodzący z Tarnowa.  Zmarł w Turcji, jednak jego prochy sprowadzono do Tarnowa i umieszczono w urnie na środku stawu w mauzoleum w Parku Strzeleckim.


18.. Znajdują się tutaj najwyższe w Europie pomniki nagrobne
W Bazylice Katedralnej w Tarnowie znajdują się nagrobki rodu Tarnowskich oraz Ostrogskich, które są uważane za najwyższe w Europie pomniki nagrobne. Są to przepiękne arcydzieła znajdujące się w głównym ołtarzu Katedry.

19. Mamy unikatową fontannę w kształcie Układu Słonecznego
Fontanna w kształcie Układu Słonecznego wzbudza wiele kontrowersji. Przede wszystkim była to potwornie droga inwestycja, która nie do końca zadowala mieszkańców. Nie wygląda ani wyjątkowo ładnie, ani wyjątkowo ciekawie. Mało kto na pierwszy rzut oka domyśliłby się co właściwie przedstawia fontanna. Do tego w nocy oświetlenie pozostawia wiele do życzenia. No i umiejscowienie- przy głównej ulicy nie ma mowy o ciszy i spokoju. Nie mniej jednak Tarnów bardzo podkreśla posiadanie tej jakże unikatowej fontanny.


Ciężko było mi znaleźć coś, co charakteryzuje Tarnów, musiałam długo nad tym myśleć ;) Na co dzień nie doceniam tego miasta i jego zalet, jednak to była dobra okazja do poczytania wielu źródeł, kilku wycieczek oraz poznania ciekawych faktów.  Jest jeszcze coś, co wiecie o Tarnowie, czego ja nie wiem lub nie doczytałam a powinno znaleźć się w tym zestawieniu?

                            **************Konkurs************
Przypominam o konkursie pod poprzednim postem. Wystarczy zostawić komentarz i opisać jednym zdaniem miasto, które kojarzy się Wam z miłością. Do rozdania jest jeszcze kilka koszulek!

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

‘Rio, I Love You‘, czyli miasto w filmie + konkurs

Przez trzy lata nauki w liceum moja lista filmów do obejrzenie na filmwebie stale się powiększała. Czasu było mało, więc tylko dodawałam filmy, natomiast ich oglądanie przekładałam na bliżej nieokreśloną przyszłość z ostatecznym terminem ‘po maturze’. Matury minęły, wróciłam z Barcelony i zabrałam się za oglądanie zaplanowanych filmów. Niektóre zachwycały mnie bardziej, inne mniej. Wśród znajomych znana jestem z bardzo kiczowatego gustu filmowego. Zachwycam się polskimi komediami romantycznymi, z czego moje ulubione to „Dlaczego nie”, „Tylko mnie kochaj” czy „Jeszcze raz”.  Mimo tego bardzo lubię dramaty, melodramaty oraz filmy mające mocny przekaz. Ostatnio pokochałam także filmy, które oprócz mądrej tematyki zachwycają cudownymi pejzażami.

Kilka dni temu stwierdziłam, że mam dość filmów oglądanych w dosyć słabej jakości obrazu na moim małym notebooku. Wybrałam się więc do kina na film „Podróż na sto stóp”. Zdecydowanie zachwyciła mnie jakość obrazu, kolory malowniczej francuskiej wioski jak i sama historia. O samym filmie na pewno napiszę osobny post. Kolejnym filmem na który wybiorę się do kina (wcześniej robiąc szybką analizę ile biletów lotniczych w promocji można kupić za 16 zł czyli równowartość biletu do kina) będzie „Rio, I Love You”.

O samym filmie dowiedziałam się z youtube, gdzie kiedyś przypadkiem włączył mi się zwiastun. Osobiście zrobił on na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Do tego pomyślcie sami, Rio, miasto kojarzące się z gorącą sambą tańczoną nie tylko w czasie karnawału, ogromnym pomnikiem Jezusa, a teraz także Mistrzostwami Świata w piłce nożnej.  Kilka dni później dostałam trochę więcej materiałów dotyczących tego filmu i zdecydowanie jest to dla mnie must see tego sezonu. Tym bardziej, że (nie oszukujmy się) kończy mi się 3 miesiąc wakacji, a kolejny jeszcze przede mną ;) 


Kojarzycie filmy „Zakochany Paryż” (Paris je t’aime) z 2006 roku? Albo „Zakochany Nowy Jork” (New York, I love you) z 2009 roku? Obydwa te filmy powstały w ramach jednego projektu pod nazwą ‘Cities of love’  autorstwa francuskiego reżysera Emmanuela Benhiby. Trzecim filmem z tej serii jest właśnie „Rio, I Love You”.   To, co charakteryzuje filmy z serii Cities of love jest wielowątkowość. Każdy film składa się z kilku części. Każda część jest autorstwa innego reżysera, angażuje innych aktorów, pokazuje inne historie. Jest jednak pierwiastek łączący każdą z przedstawianych historii.


Pierwiastkiem spajającym w każdym filmie jest miłość i jej różne oblicza. Każdy wątek pokazuje inną miłość, inną historię, innych ludzi. Różnorodność historii jest tak duża, jak miasta Rio de Janeiro. Obok słodkich historii o szczęśliwej miłości, będą też gorzkie rozstania. Tak jak obok gorącego karnawału w Rio dzieci ulicy żyją w dzielnicach zwanych fawelami.


Plusem filmu składającego się z 10 historii miłosnych jest to, że nigdy nie wyjdziemy z kina rozczarowani filmem. Nawet jeżeli jedna historia do nas nie przemawia, zawsze mamy 9 pozostałych, które na pewno okażą się lepsze.  W najgorszym przypadku, jak już żadna historia nas nie zachwyci, zawsze zostaje jeszcze cudowne Rio. ;) No ewentualnie i ostatecznie w akcie desperacji można doszukiwać się przystojnych aktorów lub ślicznych aktorek!


Każdy film z serii Cities of love charakteryzuje się tym, że mocno skupia się na przedstawieniu miasta w którym film jest nagrywany. Tym samym miasto staje się nie tylko tytułowym, ale także i filmowym bohaterem.  Nie wiem jak Wy, ale ja naprawdę nie mogę się doczekać zobaczenia pejzaży Rio de Janeiro na wielkim ekranie.


 Dla mnie „Zakochany Paryż” nie do końca ukazywał miasto samo w sobie, choć film miał swój specyficzny urok. Oglądany kilka dni później „Zakochany Nowy Jork” pokazany był o niebo lepiej. Jeżeli poziom się utrzyma, to „Rio, I Love You” powinno być całkiem bliskie ideałowi.


W tajemnicy powiem Wam, że reżyser planuje kolejne filmy z serii Cities of love. W kolejnej produkcji będziemy mogli oglądać miłość w jednym z chińskich miast. Którym, dowiecie się pewnie za kilka lat;) Tymczasem premiera  'Rio, I Love You' będzie miała miejsce 29 sierpnia 2014 roku zarówno w Polsce jak i na świecie.  Zachęcam do obejrzenia w kinie filmu „Rio, I Love You” i do podzielenia się swoją opinią o nim u mnie na blogu. Ja na pewno dam znać jakie wrażenie wywarł na mnie film.


Z okazji premiery filmu „Rio, I Love You” mam dla Was mały konkurs.   Do wygrania jest 5 dwuosobowych zaproszeń na  pokaz filmu „Rio, I Love You”, który odbędzie się w bieżącym tygodniu w Warszawie. Do wygrania jest także 10 koszulek z logiem filmu „Rio, I Love You”.  Zadanie konkursowe jest bardzo proste. Skoro jesteśmy przy historiach miłosnych i miastach, zadaniem konkursowym jest podanie w komentarzu nazwy miasta, które wyjątkowo kojarzy Wam się z miłością. Napiszcie także krótkie uzasadnienie składające się z jednego zdania dlaczego akurat to miasto zostało przez Was wybrane.  Spieszcie się, bo czasu do premiery jest niewiele ;) Niebawem podam listę zwycięzców.  Nie zapomnijcie o podaniu adresu e-mail abym mogła skontaktować się ze zwycięzcami.

Wyniki:
Bilety do Kinoteki na dzisiejszy (28.08) pokaz filmu "Rio, I love you" zdobyli:
-Anna Maria Magdalena
- Hola Soy Kasia
-dziewczynka_12@wp.pl
-Wójcik Paulina
-Przemysław Proszowski

Zwycięzcom serdecznie gratuluję, skontaktuję się z każdym z nich w celu ustalenia szczegółów odbioru nagrody. Bardzo proszę Hola Soy Kasię o kontakt email.

Konkurs jednak się jeszcze nie kończy, do wygrania są koszulki! 


Tekst sponsorowany. Wszystkie zdjęcia pochodzą z filmu. Tekst napisany został na podstawie materiałów prasowych dotyczących filmu "Rio, I love you"

czwartek, 7 sierpnia 2014

Andora- garść przydatnych informacji

Andora miała być krótkim wypadem z Barcelony w celu zwiedzenia kraju, w którym żadna z nas do tej pory nie była. Ostatecznie dzięki wyjazdowi do Andory zdystansowałyśmy się do Barcelony i po powrocie zupełnie inaczej na to miasto patrzyłyśmy. Mimo, że temperatura w maju w Andorze była bardzo niska (coś między 5 a 10 stopni), udało nam się zwiedzić większość miast i miasteczek. Bardzo mało jest informacji w sieci o tym, jak zorganizować wyjazd do Andory, dlatego też poszukującym postanowiłam ułatwić zadanie i zebrałam wszystko w jednym miejscu, większość z informacji miałam okazję sama sprawdzić.


 Transport
Transport do Andory
Do Andory bezpośrednio nie można dostać się samolotem ani pociągiem, gdyż nie ma tu ani stacji kolejowych, ani lotniska. Samolotem można dostać się do Francji lub Hiszpanii. Najłatwiej jest dostać się do Tuluzy (we Francji) lub Barcelony (w Hiszpanii). Stamtąd do Andory zostaje już tylko autobus. Cena przejazdu z Barcelony do Andory to około 30 euro. My bilety kupowałyśmy na dworcu autobusowym przy stacji Sants kilkadziesiąt minut przed odjazdem autobusu.  Dobrą opcją jest także dojazd do Andory własnym samochodem, jednak biorąc pod uwagę trasę z Polski, wcale nie jest to ani najtańsza, ani najszybsza opcja.


Autobusy w Andorze
Po Andorze jeżdżą autobusy, które dojeżdżają do większości większych miejscowości. Bilety na te autobusy są jednak względnie dosyć drogie. Bilet z Andorry la Vella do miejscowości Soldeu kosztuje 3.3 euro, choć to niecałe 20 km. Mam wrażenie, że w Andorze wszystkie bilety kosztują 3.3 euro bez względu na długość trasy. Jest to tylko moja teoria, której pewna nie jestem. Przystanki autobusowe w większości miejscowości są widoczne i nie trudno jest je znaleźć. Bilety kupuje się u kierowcy. Wystarczy wejść do pojazdu i pokazać na mapie miejscowość, do której chcemy się udać.


Stopowanie po Andorze
Opcją, która pozwoliła nam zaoszczędzić sporo pieniędzy i przeżyć ciekawe przygody, było stopowanie po Andorze. Było to moje pierwsze doświadczenie w łapaniu stopa i o dziwo, nie sprawiało nam żadnych problemów. Jest to temat bardzo szeroki, dlatego też znajdzie się on w osobnym poście. Stopowanie było dla nas bardzo ekscytującym sposobem przemieszczania się, gdyż poznałyśmy mnóstwo przesympatycznych ludzi, którzy byli skłonni do pomocy nam.


Blablacar
Jest to bardzo dobra opcja aby dostać się do i z Andory. Skorzystałyśmy z tej opcji aby z powrotem dostać się do Barcelony. Za przejazd zapłaciłyśmy 11 euro od osoby, co jest bardzo atrakcyjną ceną w porównaniu z autobusem. Nasz kierowca po angielsku potrafił się jedynie przedstawić, więc przez całą drogę rozmawiałyśmy ze sobą lub po prostu milczałyśmy. Po drodze złapała nas ogromna burza z ulewą, gradem, piorunami i mgłą. Nasz kierowca jednak nie przejął się tym bardzo i jechał średnio jakieś 130 km/h. Muszę przyznać, że był to naprawdę niezapomniany przejazd. Momentami zastanawiałyśmy się, czy aby na pewno dojedziemy w jednym kawałku do celu ;)


Andora od strony kulinarnej
Byłyśmy w Andorze 5 dni i cały czas szukałyśmy jakiegoś miejscowego specjału. Osoby miejscowe, których pytałyśmy, nie znały takowego, w menu restauracji nie było również nic, co byłoby specjałem tego księstwa. W tej kwestii było to lekkie rozczarowanie, choć w Andorze udało nam się zjeść przepyszne curry z kurczakiem, chipsy krewetkowe czy pizzę. Z ciekawych rzeczy, które miałam okazję spróbować było mleko migdałowe, którego nigdy wcześniej nie próbowałam. Po powrocie do Polski okazało się, że jest ono dostępne w większych supermarketach. Nie mniej jednak ma bardzo dziwny smak-jak mleko w którym wymoczono drewno i przecedzono go przez sitko.


Noclegi
Couchsurfing
Udało nam się znaleźć osobę, która nas przenocuje. Naszym hostel był Gonzalo-nauczyciel z Hiszpanii, którzy w ramach jakiegoś projektu przeniósł się na rok do Andory i tam uczył informatyki. Wcześniej pracował w Ameryce Południowej i zamierza w przyszłym roku szkolnym tam wrócić. Mimo dosyć dużej różnicy wieku i mimo bycia nauczycielem, dogadaliśmy się całkiem dobrze. Gonzalo wiele nam opowiadał o swojej pracy, o ludziach, którzy mieszkają w Andorze czy o Erasmusie w Warszawie. Spędziłyśmy u niego 4 dni, gdyż początkowo tyle miałyśmy spędzić w Andorze i na tyle byliśmy umówieni. Aby nie nadużywać ego gościnności, na ostatni dzień przeniosłyśmy się do innego hosta. Denis pochodził z Rosji i pracował w banku. Jak sam twierdził, z lenistwa mieszkał w apartamencie w hotelu od prawie roku. Tam też nas hostował. Nie powiem, ale hotel zrobił na nas całkiem spore wrażenie i cały czas zastanawiałyśmy się, czy aby na pewno przy wyjeździe nie dostaniemy rachunku za nocleg. Na szczęście tak się nie stało. Za to spędziłyśmy z Denisem dużo czasu rozmawiając o muzyce, o naszych krajach czy Eurowizji (która wtedy była świeżym i kontrowersyjnym tematem).


Hostele i hotele
Andora jest nastawiona głównie na turystów w sezonie zimowym, gdyż sieć wyciągów narciarskich jest tam bardzo dobrze rozwinięta. Z tego też powodu większość hoteli, hosteli i ośrodków czynnych jest w zimie, natomiast latem bywają zamknięte. Nie mniej jednak da się znaleźć hostele i hotele czynne poza sezonem zimowym, głównie w większych miejscowościach (Andorra la Vella, Encamp, La Massana). W stolicy (Andorra la Vella) można znaleźć hotele o wysokim standardzie, pięcio- i czterogwiazdkowe, sygnowane głównie przez duże sieciówki (Novotel, Plaza, Mercure, Holiday Inn) oraz małe, spokojne hoteliki prowadzone przez rodziny bardziej na zasadzie pensjonatów. Każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie.


Zwiedzanie
Andora to małe księstwo, które na pierwszy rzut oka ma niewiele miejsc do zwiedzania. My przez 5 dni odkrywałyśmy uroki małych miast i miasteczek, których okazało się być całkiem sporo. Odwiedziłyśmy między innymi Ordino, które jest przepięknym miejscem z charakterystyczną zabudową. Próbowałyśmy także chodzić po górach, jednak ja nie byłam odpowiednio przygotowana na chodzenie po wysokich górach, więc Ani musiał wystarczyć trekking po dolince. Z ciekawych miejsc widziałyśmy również stare miasto Andora la Vella.


Komunikacja z ludźmi
W Andorze wiele ludzi mówi po angielsku. Przeważającym językiem jest tam jednak hiszpański, którego nie zna żadna z nas. Niekiedy ciężko było się porozumieć z osobami, które mówiły tylko po hiszpańsku. Po raz kolejny przekonałyśmy się wtedy, że podstawowe zwroty są znane wszystkim, a i język gestów jest wszędzie taki sam. Wystarczy trochę uśmiechu i dobrych chęci, a dalsza komunikacja jakoś się uda!


Wrażenia
Andora, mimo, że jest tak bardzo mała, jest miejscem wspaniałym. Jest tak bardzo inna od miejsc, które widziałam do tej pory i w których byłam. Mnóstwo zieleni, małe, urocze miasteczka z charakterystyczną, kamienną zabudową, sympatyczni ludzie, brak wielkich kurortów. Ponadto Andora jest państwem, które jest strefą bezcłową, więc ceny perfumów, alkoholi czy papierosów są względnie niskie. Nie ma tutaj tłumów na ulicach, turystów z aparatami fotograficznymi na szyjach, japońskich wycieczek zatrzymujących się na każdym kroku aby zrobić zdjęcie. Każdy turysta po kilku godzinach pobytu w Andorze czuje się jak swój- wie, gdzie można rano kupić bułki na śniadanie, gdzie jest restauracja na obiad oraz gdzie można kupić pamiątki. Mimo, że przeważają sklepy luksusowe dla ludzi z wypchanym portfelem, przechadzając się uliczkami nie miałam wrażenia, że jestem nieodpowiednio ubrana, tudzież mój portfel (a raczej jego zawartość) tutaj nie pasuje. Nie jest to miejsce które przytłacza przeciętnego człowieka swoim bogactwem.


Uwaga!
Andora nie należy do Unii Europejskiej, dlatego też ceny połączeń telefonicznych z Andory są bardzo wysokie. W moim przypadku było to ponad 5 zł za minutę rozmowy. Karta EKUZ nie jest w Andorze honorowana, dlatego należy dokupić osobne ubezpieczenie na wycieczkę do Andory. Trzeba się jednak upewnić, że zakupione ubezpieczenie obejmuje teren Andory.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...