poniedziałek, 18 listopada 2013

44. Spełnianie marzeń ponad wszystko, czyli Budapeszt nocą

Od dłuższego czasu w zakładce "cele/marzenia" na pierwszym miejscu widniało marzenie: Zobaczyć Budapeszt nocą. Jak wiecie, w styczniu podjęłam pierwszą próbę spełnienia go, jednak, mimo zaawansowanego stadium przygotowań (włącznie z wydrukowaną kartą pokładową), próby spełzły na niczym. Tym razem, gdy tylko ujrzałam bilety do Budapesztu za cenę niższą od biletu do Warszawy, nawet się długo nie zastanawiałam. Od razu zadzwoniłam do Ani i stwierdziłam, że musimy kupować! Ona, na szczęście, też długo nie myślała nad tym. Gdy widzimy tani bilet w fajne miejsce, trochę odbiera nam rozum. Szkoła, zaległości i obowiązki przestają być wtedy priorytetem. Tak więc bilety kupione, mieszkanie załatwione, walizka spakowana, lecimy. Lądowanie w Budapeszcie to jedno z najpiękniejszych lądowań jakie miałam okazję przeżyć. A często lądowałam już nad samym oceanem, czy nocnymi miastami. Nic, co do tej pory widziałam w czasie lądowania, nie pobiło Budapesztu. Wylatujemy z chmury i nagle mamy całe miasto jak na dłoni. Po dotarciu do mieszkania postanowiłyśmy się wybrać aby zobaczyć miasto. Na mapie odległość do mostów wydawała się całkiem spora, ale okazała się dla nas minimalna. Widok, który wyłonił się przed naszymi oczami sprawił, że oniemiałyśmy na chwilę. I tak, już wiem co to jest miłość od pierwszego wejrzenia.   


I jedno z przyjemniejszych miejsc w Peszcie: fontanna, przy niej obrotowe krzesełka i widok na most ze zdjęcia powyżej. Potem prawie codziennie wracałyśmy tam aby trochę posiedzieć i porozmawiać.


Na szczęście, pod koniec października robi się szybko ciemno, więc miałyśmy wiele okazji, aby zobaczyć cały Budapeszt w nocy. Zaczęłyśmy od mostów i na tym skończyłyśmy pierwszego dnia, aby się nie zgubić. 


Po raz kolejny powtórzę: mój aparat nie do końca się spisał. Na nocnych zdjęciach od razu widać brak stabilizatora w obiektywie, nad którym ogromnie ubolewam. Niestety dopiero w domu, gdy zdjęcia znajdują się na komputerze. W niewielkim ekraniku lustrzanki wyglądają za to świetnie. Niektóre zdjęcia zostały zrobione moim nieśmiertelnym telefonem z aparatem coś koło 2 Mpix. 


Wspaniały widok z mostu na Wzgórze Zamkowe w Budzie. W oddali wieża kościoła św. Macieja i Baszta Rybacka. Uwielbiałyśmy spacerować po Budzie nocą. Pewnego wieczoru wspięłyśmy się (piechotą) na Wzgórze Gellerta przed zmierzchem i tam przy Cytadeli poczekałyśmy na zmierzch. Porobiłyśmy trochę zdjęć i przemaszerowałyśmy z powrotem na dół.


Widok już po zmierzchu:


A także widok na Cytadelę.  


Innym razem wybrałyśmy się wzdłuż brzegu Dunaju, po stronie Budy, mijając po drodze 5 mostów i parlament. Niesamowite są zdjęcia, które zrobiłyśmy i wspomnienia. Przeszłyśmy w tym dniu w sumie ponad 20 km piechotą, nogi nas bolały tak, że co chwile robiłyśmy sobie przystanek, a na koniec tak się zaplątałyśmy przez remonty, że bliżej nam było piechotą do mieszkania, niż do stacji metra.



I przepiękne zdjęcie z mojego telefonu. Po lewej stronie Parlament w Peszcie, Na środku u góry zdjęcia Cytadela i Wzgórze Gellerta, po prawej stronie Baszta Rybacka, Wzgórze Zamkowe i kościół św. Macieja.


Wyjazd do Budapesztu okazał się strzałem w dziesiątkę. Po pierwsze zwiedziłyśmy wspaniałe miasto, po drugie poznałyśmy ciekawych ludzi. A przede wszystkim spędziłyśmy ze sobą kilka dni, co w naszym przypadku jest naprawdę ogromnym sukcesem. Bo ciężko jest utrzymywać bliski kontakt mieszkając 400 km od siebie z jednym jeżdżącym autobusem za kwotę 3 biletów do Budapesztu. Po raz kolejny przekonałyśmy się, że możemy spokojnie jechać razem i jesteśmy w stanie ze sobą wytrzymać. A te kilkadziesiąt godzin przegadane bez względu na porę dnia i nocy sprawiły, że do domu wróciłyśmy zdecydowanie zadowolone i szczęśliwe.


 Dobrze jest mieć kogoś, kto wytrzyma moje bałaganienie, moje lenistwo, moją ochotę na jedzenie, mój brak ochoty na wyrzucanie pieniędzy w błoto, mój brak orientacji w terenie i na mapie, moje złe i dobre humory. I chyba działa to podobnie w dwie strony. Wszystkim życzę posiadania takiej osoby, która potrafi olać szkołę, wyciągnąć oszczędzone pieniądze i mimo braku przekonania kupić bilety i wybrać się we wspólną podróż. I przede wszystkim wytrzymać i czekać na kolejne wspólne podróże.


16 komentarzy:

  1. ajjj! patrząc na Twoje zdjęcia wiem już, że dobrze wybrałam, bo do Budapesztu jadę w styczniu, kiedy dzień jeszcze będzie w miarę krótki :) a miałam co do tego spore obawy, ale teraz nie żałuję! :) już nie mogę się doczekać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Budapeszt w styczniu na pewno jest super ! Sama na wtedy rezerwowałam bilety ;) Bo miasto w nocy wygląda naprawdę cudownie, co chyba widać na zdjęciach ;)

      Usuń
  2. Oczekuję więcej TAKICH Budapesztów! Zdecydowanie najlepsza nasza wspólna podróż. A takie byłyśmy pewne, że już nic lepszego niż Paryż nas nie spotka... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Budapeszt cały czas jest na mojej liście "do zobaczenia" a tak tam blisko mamy...

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie :-) Ostatni raz byłam taaak dawno w Budapeszcie... Patrzę na Twoje zdjęcia i czuję, że będzie powtórka :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. i teraz wiadomo, czemu Budapeszt zachwyca bardziej nocą, niż za dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. vudnie. niby Budapeszt tak blisko, a jeszcze w nim nie byłam.... na waszym miejscu, tez 'olałabym szkołę i obowiązki' i kupiła bilety:) szkoła ma to do siebie, że nic sie złego nie stanie jak kogoś kilka dni nie będzie. gorzej z pracą...

    OdpowiedzUsuń
  7. Moniko, nie ubolewaj nad brakiem stabilizacji. W zdjęciach nocnych, które wymagają długich czasów naświetlania jest ona wręcz przeszkodą. Do takich zdjęć niezbędny jest statyw. Niestety, trzeba się nanosić, ale coś za coś ;) Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak patrzę na ilość zdjęć, które nie nadają się do publikacji, to aż serce boli... I to nie tylko te nocne, bo one to wiem, że statyw, ale głownie te z dnia.. lekko poruszone i już po zdjęciu... Ja w końcu mam nadzieję się zebrać i kupić jakiś lepszy obiektyw..;) Ale jak pomyślę, ile za to można by było zwiedzić, to aż boli... Dzięki za pocieszenie, pozdrawiam również ;)

      Usuń
  8. Przyjaciel i towarzysz podróży w jednym to drogocenny skarb :). Budapeszt też mam na swojej liście - ten nocą i ten za dnia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Budapeszt to chyba będzie jedno z pierwszych miejsc, które odwiedzę po powrocie do Europy. Jakoś się nie składało, a Ty jeszcze kusisz tymi zdjęciami :)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Znam ten ból zdjęciowy... Też mam problemy ze zdjęciami nocnymi, bo rzadko mam ze sobą statyw w podróży. Nie byłam nigdy w Budapeszcie, ale jest na mojej długaśnej podróżniczej liście. :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ostatnio byłam już tuż tuż, bo w Bratysławie, ale zabrakło czasu, a Budapeszt zasługuje na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja właśnie szukam towarzystwa na wyjazd do Budapesztu w grudniu i niestety chętnych brak :(

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...