wtorek, 8 października 2013

40. W cudownym miasteczku na północy Fuerteventury, czyli Corralejo dniem i nocą.

I tak to niepostrzeżenie minął rok odkąd zaczęłam pisać tego bloga. Właściwie nawet nie bardzo wiem kiedy pojawił się pierwszy post, no ale jakie to ma znaczenie? Było to mniej więcej w połowie września. Jako, że sentymentalna za bardzo nigdy nie byłam, nie będzie urodzinowych konkursów ani urodzinowych postów. Tak po prostu dobrze jest sobie uświadomić, że robi się coś regularnie przez rok i że są tego jakieś efekty. Dzisiaj post dosyć pogodny z przepięknej wyspy jaką jest Fuerteventura. To jedna z siedmiu Wysp Kanaryjskich. Spośród kilku miast i miasteczek na tej wyspie,wyróżniają się dwa: Jandia oraz Corralejo. O całym Półwyspie Jandia już pisałam kiedyś, dzisiaj pora na miejsce, które znam lepiej-miasto Corralejo. Leży na północy wyspy i jest tam jednym z największych, o ile nie największym.  


Jest to miejscowość turystyczna, choć dosyć nietypowa. Nie znajdziemy tutaj wielkich, piętrowych hoteli przypominających bloki mieszkalne. Miasto leży nad oceanem i oczywiście ma dostęp do portu. Plaża nie powala, no ale mając kilkaset metrów dalej wydmy w Corralejo, nie ma potrzeby aby i przy hotelu była przepiękna plaża.


Woda w oceanie jest cudowna. Czysta, orzeźwiająca, przyjemna. Jako, że to ocean, to na pewno zbyt ciepło nie jest. Ale bez problemu można się kąpać. Podobno niesamowitą sprawą jest snorkeling przy brzegu.


Charakterystyczna dla Wysp Kanaryjskich niska zabudowa centrów handlowych. I, jak widać, postój białych taksówek, których jest mnóstwo i są nie bardzo drogie. 


Charakterystyczne dla Fuerteventury wiatraki. W kolejnych postach będzie ich więcej, gdyż są symbolem te wyspy.


Port i wypatrywanie rybaków. Stała sobie taka samotna, nie mogła nic dostrzec, to jej chciałam pomóc.
Tak co do stroju.  Fuerteventura to wietrzna wyspa. Ciepły sweter i dłuższe spodnie na chodne i wietrzne wieczory są zdecydowanie wskazane bez względu na porę roku.



Corralejo to miejscowość dla każdego. Starsze osoby znajdą tu spokój i ciszę, o ile oczywiście nie wynajmą pokoju w największym hotelu blisko portu. Sporo jest jednak hoteli oddalonych od portu, a jednak nadal w mieście. Z reguły są to mniejsze, kameralne hoteliki, bardzo przyjazne i ciche. Osoby, które chcą natomiast skorzystać z bogatej oferty rozrywkowej powinny raczej kierować się do większych hoteli blisko portu. Tam wieczorami jest mnóstwo knajpek, klubów czy pubów, gdzie zabawa trwa całą noc.



Największe na wyspie centrum handlowe potocznie zwane galerią. W środku kilka sklepów, m.in Zara, Stradivarius czy perfumerie. Nie jest to wcale duży sklep, jednak można znaleźć tu czasem jakieś perełki, które w Polsce raczej ciężko upolować. Galeria znajduje się zaraz przy drodze do portu, więc ciężko ją przegapić. To samo centrum miejscowości Corralejo. 


To, co mnie zachwyciło to nie tyle wielkość centrum handlowego, a jego aranżacja. Trzy piętra, dużo szkła, fontanny, rosnące palmy. Mnie się bardzo podobało, gdyż lubię nowoczesne aranżacje miejsc, które pozornie wydają się być zwykłe i codzienne. 




Zagłębiając się nieco w mniej uczęszczane uliczki znajdziemy mnóstwo ciekawych sklepików. Od rękodzieła, po sprzęt do windsurfingu, który jest bardzo popularny na wyspie. Polecam również zaglądnąć do małych sklepików z butami, czy ubraniami. Ceny są naprawdę przystępne (szczególnie wyprzedaże posezonowe), a asortyment ciekawy i dosyć niespotykany w naszym kraju.


Odwieczny problem turysty i podróżnika- co kupić tym, którzy zostali w domu, na pamiątkę? Ja postawiłam na breloczki. Wybór był ogromny, a cena niewysoka. Zawsze to coś przydatnego i fajnie wygląda. Można wybierać wśród breloczków zrobionych z lawy, plastikowych z piaskiem w środku, skórzanych w kształcie buta z miejscem na ukrycie czegoś, kolorowych i różnobarwnych dla dzieci. 


Na zdjęciu powyżej jedna z uliczek w centrum miasta. W maju jeszcze spokojnie i cicho, sezon się nie zaczął w pełni. Ta wieża to szczyt zjeżdżalni w parku wodnym Baku. Na temat tego parku wodnego nie powiem nic więcej, gdyż tam nie byłam. I tak nic nie pobije Siam Parku na Teneryfie, więc szkoda mi czasu i pieniędzy na parki uznawane powszechnie  za przeciętne.


Wracamy na główną ulicę Corralejo, która prowadzi prosto do portu. Nie da się jej przegapić, szczególnie w nocy, gdy mnóstwo barów i klubów rozświetlonych jest mnóstwem lampek a muzyka rozbrzmiewa wszędzie.


Niektóre knajpki mają bardzo ciekawy styl. Mnie urzekła ta powyżej. W stylu a'la meksykańskim, z cudownymi kaktusami na zewnątrz. W środku nie byłam, ale wygląda niesamowicie.


I zdecydowanie mój faworyt. Klub nad samym oceanem, z wygodnymi kanapami na zewnątrz i miejscem do tańczenia w środku. Warto przyjść, usiąść i po prostu rozkoszować się widokiem oceanu i muzyką za plecami. Oczywiście o ile ktoś nie marzy o spokoju.




Zapada powoli zmierzch. Ludzie porzucili swoje plażowe ubrania na rzecz bardziej eleganckich, choć nie do przesady. Sporo par przechadza się po porcie i szuka idealnej knajpki na wieczorną kolację. W wyborze pomagają przystojni i eleganccy kelnerzy, którzy zapraszają przechadzających się ludzi na kolację własnie do tej, a nie innej restauracji. Są bardzo uprzejmi, wcale nie nachalni. Gdy im odmawiałam, zawsze życzyli miłego wieczoru i zapraszali następnym razem. Zrobiło to na mnie ogromnie pozytywne wrażenie, gdyż byli przesympatyczni (choć wiem, że to ich praca).


W porcie na talerzach w czasie kolacji lądują głownie świeże ryby i owoce morza. Gdy przyjdziemy trochę wcześniej, będziemy mieli okazję zobaczyć rybaków, którzy wyciągają z kutrów i łódek to, co złowili i zanoszą do restauracji. Teraz już tylko wybierać wśród tych skarbów i smakować. Wybór jest zazwyczaj ogromny.


Wieczorem, główna ulica staje się miejscem imprez i zabawy. Przechadza się mnóstwo ludzi, knajpy i puby wypełniają się po brzegi bez względu na porę roku. Latarnie oświetlają ulicę wcale nie słabiej niż neony z pobliskich barów.


Do wyboru do koloru. Od fast foodów, przez naleśniki, wegetariańskie dania, aż po słynną Rock Cafe. Jest w czym wybierać. Każdy powinien znaleźć coś dla siebie odpowiedniego.




Na koniec już jeden z piękniejszych hoteli, jakie widziałam w Corralejo. Niezmiernie elegancki, ogromny z przepięknym holem. Wokoło zadbane kwiaty i mnóstwo marmuru. Dobrze jest czasem mieć możliwość napatrzeć  się na trochę luksusu.


Pisząc ten post słuchałam szumu oceanu. Wprawdzie nie był to ocean, ale jedynie nagranie. Rozmyślałam sobie o upływającym czasie. To zaledwie 5 miesięcy temu byłam na Fuercie, od tamtej pory zwiedziłam jeszcze kilka miejsc, a jednak resztki opalenizny nadal pozostały i są miłym wspomnieniem wspaniałych chwil spędzonych na tej rajskiej wyspie. Być może w niedługim czasie przyjdzie pora na kolejną z wysp kanaryjskich? Nauczyłam się już wierzyć w rzeczy pozornie niemożliwe, więc mam nadzieję, że jakoś się uda. A jak nie Kanary, to może jakieś inne piękne słoneczne miejsce?

Na razie wracam na ziemię. Za 3 tygodnie zwiedzę miejsce, które marzy mi się od dawna, a apetyt na nie wzrósł po styczniowej porażce. Mowa oczywiście o Budapeszcie. Więcej informacji niedługo oraz na funpage.

11 komentarzy:

  1. im więcej widzę u Ciebie postów o Kanarach, tym bardziej chciałabym na nie polecieć! mimo, ze nie były nigdy moim no.1 ;)
    pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fanastyczna fotorelacjia, Corralejo zdaje się nie tracić uroku nawet gdy zapada zmrok :) Dzięki za zabranie mnie wirtualną podróż do tego miejsca za sprawą zdjęć i opisów! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Najbardziej to Ci zazdroszczę tej wody w oceanie. Morze i woda i do tego upał - to jest to!

    OdpowiedzUsuń
  4. Tez mi sie po cichu marzy Fuerteventura, tam musi byc cudnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam jest cudnie i staram się to pokazać każdym postem ;)

      Usuń
  5. Nie byłam jeszcze na Kanarach, ale po Twoich zdjęciach mogę stwierdzić, że bardzo tam ładnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też nie byłem jeszcze na Kanarach. To co mnie trochę zniechęca, to brak piaszczystych plaż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie nieprawda! Piaszczystych plaż jest niewiele, ale nie można powiedzieć, że ich nie ma! Dowodem na to jest chociażby post o wydmach w Corralejo : http://wokoloswiata.blogspot.com/2013/07/36-wydmy-na-fuerteventurze-czyli.html

      Usuń
    2. Rzeczywiście piękne plaże. No cóż, pozostanie mi odwiedzić Kanary :)

      Usuń
  7. Aj ta Hiszpania, nieważne czy wyspy czy nie, jest ona cudowna. Chciałabym tam być :)

    OdpowiedzUsuń
  8. wow, piękne miejsce. wyspy zawsze mnie fascynowały aczkolwiek nie miałam jeszcze okazji, żeby tam zajrzeć;)
    gratulacje roku na blogu:)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...