czwartek, 5 września 2013

37. Kayaköy czyli miasto duchów w Turcji

Wykupując wycieczkę do Turcji z greckiej wyspy Rodos wiedziałam, że w planie jest zwiedzanie Fethiye oraz Kayaköy. Miasto zostało mi przedstawione jako turecki Oświęcim. Nie wiedziałam czego się spodziewać, więc nie spodziewałam się nic. Jadąc autokarem, za oknem przesuwały się takie widoki:


Pierwsze co zobaczyłam, to własnie ten wielbłąd. Wioska wyglądała typowo turystycznie. Takie miejsce niby tureckie, ale trochę jednak  na siłę.


Nad miasteczkiem przygotowanym dla turystów górowały nietypowe domy, czy też ruiny domów. Na skutek jakiejś umowy grecko-tureckiej ludność pochodzenia greckiego musiała wynieść się z Turcji i wrócić na wyspę Rodos. Tak też zrobili w 1923 roku. A ich domy pozostały, są do dzisiaj i niestety niszczeją.


Wioska w miejscowości Kayakoy została wpisana na listę UNESCO. Nie miało to niestety żadnych pozytywnych skutków turystycznych poza tym, że wioska uniknęła zburzenia. Z negatywnych skutków natomiast to rzesze turystów, którzy niszczą to miejsce swoją obecnością, oraz koszmarnie drogie bilety. Coś koło 8 euro kosztuje wstęp do... niczego?! Pochodzić po ruinach można za darmo idąc w drugą stronę. Fakt, są to te bardziej zaniedbane, ale nie sądzę, żeby jakieś stare, zaniedbane ruiny były aż tyle warte.


W wiosce natomiast jest coś w stylu restauracji. Tutaj od razu przewodnik mówi, że można zjeść tradycyjne tureckie placki z serem i szpinakiem, wypić prawdziwą turecką herbatę oraz wino miejscowe. Ceny-oczywiście turystyczne, aż za bardzo.


Zwolenniczką takich atrakcji na siłę na pewno nie zostanę. Oprócz pseudo restauracji, koło "stolików" przechadzały się kury... Jakie były tego skutki, chyba nie trzeba wspominać.


Tak wyglądało wyrabianie tradycyjnych tureckich placków. Nazywały się gözleme i były wypiekane w tradycyjnych piecach. Szczerze mówiąc były całkiem niezłe z dodatkiem szpinaku i sera. Ale SANEPID polski to by tam zawału dostał.



Podano do stołu. Placek z tradycyjną herbatą turecką w małej szklaneczce w kształcie tulipana. Sorry, ale różnicy między tą herbatą a tą, jaką piję w domu naprawdę nie zauważyłam! 




Po południowej przekąsce postanowiłam trochę pochodzić po ruinach. Niestety za daleko iść nie można, bo w sandałach nie bardzo się da. Wioska nazywana jest miastem duchów z powodu właśnie tych opuszczonych domostw, które powoli, dzień po dniu, przekształcają się w ruinę.



A dla turystów specjalnie przygotowane figurki. Wogóle cały wystrój wioski jest totalnie komercyjny i turystyczny-sklepy z pamiątkami i biżuterią, wielbłąd na którym można wykupić krótką przejażdżkę, coś na kształt restauracji. Co więcej nie ma tam nikogo oprócz turystów. Nie podobają mi się takie miejsca, gdzie wyciąga się kasę od turystów za wszystko a miejsce totalnie niszczeje i się marnuje. Sami sobie wbijają nóż w plecy...




Rękodzieło całkiem przyjemne, ceny oczywiście mniej. Ale można kupić ciekawe i oryginalne pamiątki dla przyjaciół w Polsce.







Magnesiki naprawdę mi się spodobały.




Ostatni rzut okiem na wioskę. Oświęcimia nie przypomina wcale, raczej nie robi przerażającego wrażenia. Może jedynie dla osób kochających historię pozostawia ogromny ból w sercu, że takie dziedzictwo historyczne jest w tak fatalnym stanie.  Jakoś bez większego żalu opuszczałam Kayakoy. Jednak nie mogę powiedzieć, że nie jest miejscem wartym odwiedzenia, bo jest.

7 komentarzy:

  1. O tych ruinach chyba gdzies juz czytalam, 8 euro, zeby zobaczyc je z bliska? No tak...
    A cala wioska? Tragedia, szkoda, ze coraz mniej miesc jest pozostaje autentycznych, jesli tylko dotra do nich pierwsi turysci

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcu każde miejsce jest warte odwiedzenia :)
    Ja tam ruiny lubię i chętnie bym pospacerowała między podupadłymi domkami. Choć cena przeraża, tym bardziej, że to takie zaniedbane (naprawdę szkoda, że nic z tym nie robią).

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja ostatnio nabieram ochoty na Turcję, ale na mniej turystyczne rejony. Wcześniej ten kraj mnie niespecjalnie interesował. Ale jak zwiedzać to wszystko:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi się w Kayakoy bardzo podobało, jestem w ogóle zakochana bez pamięci w tej części Turcji. Byłam tam kilka razy i z przyjemnością kiedyś jeszcze wrócę.

    O samym Kayakoy pisałam tutaj http://cale-zycie-w-podrozy.blogspot.com/2013/05/kayakoy-miasto-duchow.html

    OdpowiedzUsuń
  5. takiego placuszka to bym zjadła:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jadłam gozleme i turecką herbatę też piłam :) z tym, że placek bardzo nam smakował, a herbata piekielnie mocna i słodka (wiec lepiej prosić bez cukru), ale i tak w porządku. Jeśli wyrobię się do niedzieli z napisaniem posta o miastach-ruinach w Turcji, to zobaczysz, że tam wszędzie tak jest (no prawie). Ale to fakt - Turcy powinni mieć kraj o wybrzeże Egejskie mniej - uważam, że należy sie ono Grekom, bo to oni zostawili tam swoje najcenniejsze skarby - przeszłość. A Turcy jedynie ją niszczą :( Niestety - nawet nasza pilotka (która jest w Turcji od maja do października co rok) powiedziała, że Turcja to piękny kraj - ale bez Turków.
    Ale się rozpisałam, pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam podobne odczucia po Sirince - opuszczonej wiosce, która miałaby ogromny urok bez turystów. http://rodzynkisultanskie.blogspot.com/2013/02/sirince-po-koncu-swiata.html
    A kicz, ceny? Jest popyt - jest podaż.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...