piątek, 30 sierpnia 2013

Miasto świateł, czyli Paryż od strony organizacyjnej część 2/2

W poprzedniej części (o <tu>) opisałam jak poruszałyśmy się po mieście oraz co jadłyśmy. Teraz czas na trochę bardziej przyziemne sprawy, czyli mieszkanie, zwiedzanie i komunikacja międzyludzka.

Noclegi
Mieszkanie 
Noclegi w Paryżu to temat rzeka. Ile ludzi, tyle pomysłów. Wszystko zależy jednak od możliwości finansowych. Ja za mieszkanie płacić dużo nie lubię, gdy wiem, że będę tam jedynie spała. Tak więc dwa miesiące przed przylotem już zaczęłam szukać jakiś fajnych ofert noclegowych. Hotelu poniżej 20 euro za noc praktycznie nie sposób znaleźć aby nie płacić nie wiadomo ile za bilety na metro na 4 lub 5 strefę. Więc hotel na tym etapie odpadł. Pojawiły się też pomysły hostelu, ale tutaj podobnie jak w hotelach. Do tego wzięłyśmy pod uwagę fakt, że w hotelu i hostelu raczej nie ma możliwości ugotowania sobie choćby wody na herbatę. Postanowiłyśmy wynająć pokój. Po długich a ciężkich poszukiwaniach dostałyśmy kilka ofert, ale ceny były baardzo wysokie (170 zł od osoby, etc). Wtedy z pomocą przyszedł mi kolega z Kanady, który od kilku lat wynajmuje mieszkania przez stronę www.airbnb.com. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Oprócz tego, że 90% ludzi w ogóle nie odpowiada na pytania, udało się znaleźć mieszkanie za 30 euro za noc. I to wynajmowałyśmy CAŁE mieszkanie- spory pokój, łazienkę i kuchnię w budynku z kilkoma mieszkaniami. Lokalizacja bardzo fajna- blisko cmentarza Pere Lachaise, niedaleko stacji Nation (jednej z większych), w spokojnej dzielnicy z niskimi cenami. Na dodatek rozkładał się tam dwa razy w tygodniu targ. Wynajęłyśmy w pełni wyposażone mieszkanie (nawet lodówka była pełna i do naszego użytku!) na 7 noclegów. Mieszkało się super. Właścicielką była Belgijka mówiąca po angielsku, więc nie było problemu z dogadaniem się.


Couchsurfing
Od zawsze chciałam spróbować couchsurfingu. Słyszałam i czytałam mnóstwo megapozytywnych opinii na ten temat i postanowiłam sama spróbować. Jeszcze w Polsce wysłałam open request i dostałam kilka odpowiedzi. W większości od mężczyzn w wieku 30-35 lat pochodzenia tureckiego. Hmm.. nie mam nic do Turków, ale sami wiecie jak z nimi bywa- lepiej nie ryzykować. W końcu dostałam zaproszenie od Leonarda, który miał napisane na profilu, że uczy się języka polskiego. Popisaliśmy trochę i umówiliśmy się na wspólne zwiedzanie Paryża. Leonard okazał się być genialnym przewodnikiem z przeogromną wiedzą na temat Paryża, chociaż pochodził z Indonezji! W Paryżu mieszka już kilkanaście lat i świetnie mówi po francusku i angielsku. Do tego interesuje się Polską (zwiedził w naszym kraju miejsca, w których ja w życiu nie byłam!), uczy się języka polskiego i przyjeżdża do naszego kraju co jakiś czas. Gdy przyjechałyśmy do niego, przygotował nam przepyszną kolację, serio-rewelacja!   Rano za to odwdzięczyłyśmy się usmażeniem naleśników, które są specjalnością Ani. Na drugi dzień dostałyśmy na zaproszenie na kolację- piknik pod Luwrem z Leonardem i jego przyjaciółmi. Była to nasza ostatnia noc w Paryżu, więc wybraliśmy się po pikniku wspólnie pod Łuk Triumfalny, aby wejść na górę i podziwiać widok nocnego Paryża. Dotarliśmy tam za późno, za to poszliśmy nad Sekwanę przechodząc przez praktycznie cały nocny Paryż. Żadne zdjęcie nie jest w stanie oddać uroku tamtych chwil. Za to wspomnienia pozostaną na zawsze.







Zwiedzanie
Paryż to miasto miliona zabytków i miejsc, które koniecznie trzeba zwiedzić. Bez względu na porę roku ludzie z całego świata przybywają, aby zobaczyć te słynne na cały świat zabytki. Oczywiście wiąże się to z ogromnymi kolejkami. Niekiedy da się ich uniknąć.

 Darmowe wejścia
Jako obywatele Unii Europejskiej mamy spore zniżki we Francji. Przede wszystkim dla osób poniżej 26 roku życia w wielu miejscach jest darmowy wstęp. Niestety nie wszędzie pisze, czy należy stać w kolejce po darmową wejściówkę, czy wystarczy udać się do wejścia i pokazać dowód tożsamości. Dlatego postanowiłam zrobić listę miejsc, gdzie nie trzeba, a gdzie trzeba stać w kolejkach po wejściówki.

1. Luwr - trzeba stać w kolejce do kontroli torebek, ale potem wystarczy udać się do wejścia bez stania w kolejce i pokazać dowód (oczywiście o ile ma się poniżej 26 lat)

2. Centre Pompidou - trzeba wystać w kolejce po darmową wejściówkę. Należy jednak pamiętać, żeby nie brać biletu na wszystkie wystawy, a tylko te darmowe (dla mnie wystarczające, ale jak ktoś chce zwiedzić daną wystawę, to trzeba dopłacić)

3. Notre Dame- do samej katedry wchodzi się bez biletu, natomiast na wieżę trzeba wystać darmową wejściówkę. Nie wiem jak jest z podziemiami, gdyż nie byłam.

4.Sainte Chapelle- trzeba wystać w kolejce do kontroli torebek oraz po darmową wejściówkę

5.Musee d'Orsay- kolejka do sprawdzania torebek, dalej z dowodem do wejścia bez kolejek

6. Wieża Eiffel'a - mistrzostwo Paryża w staniu w kolejkach. Stoi się do sprawdzania toreb, do kupienia biletu, do wejścia do windy, do wjazdu na trzeci poziom, generalnie-wszędzie.



7. Katakumby- moje kolejkowe mistrzostwo. Stoi się w kolejce żeby wejść, na szczęście ta sama kolejka jest do kupna biletu. Niestety kolejka idzie wolniej niż krew z nosa z powodu odgórnych limitów na wejście danej liczby osób na godzinę.

8.Wersal- Nie stoi się do kupna biletów o ile się spełnia warunki na darmowe wejście (takie same jak przy Luwrze i wszędzie), stoi się natomiast w ogromnej kolejce do sprawdzania torebek. Na szczęście kolejka dosyć szybko idzie.


9. Disneyland- kolejka to drugie imię tego parku rozrywki, stoi się wszędzie o ile nie zabrało się fastpass'ów

City free tour
Kilka dni przed moim wylotem znalazłam w sieci artykuł o darmowym zwiedzaniu europejskich miast. Od razu mnie on zaintrygował i postanowiłam sprawdzić jak takie darmowe wycieczki funkcjonują w Paryżu. Trafiłam na stronę http://cityfreetour.com/paris/ . Przeglądnęłam ofertę i od razu napisałam. Moją szczególną uwagę przykuła wycieczka  City Night Tour. Zapisałam nas i czekałam. Powiem Wam, że to strzał w dziesiątkę! Chris, który był naszym przewodnikiem, miał ogromną wiedzę na temat Paryża, był gotowy aby odpowiadać na nasze pytania, do tego posługiwał się biegle angielskim, więc nie było problemu z porozumiewaniem się. Ogólnie wycieczka byłą bardzo przyjemna, nie za długa, ani nie za krótka. Grupa była bardzo międzynarodowa, choć przeważali Amerykanie. Chris chętnie robił nam zdjęcia w ciekawszych miejscach, przez co mamy wspólną fotkę z Anią z mostu zakochanych ;) Ogólnie idea City Free Tours opiera się na założeniu, że ludzie wolą płacić po danej usłudze, a nie z góry. Dlatego idąc na taką wycieczkę nie zobaczymy ceny, nawet sugerowanej. Możesz nie dać nic, możesz dać kilkadziesiąt euro. Uważam, że należy się zapłata, gdyż przewodnik poświęca swój czas i dzieli się swoją ogromną wiedzą. Ale przyznam szczerze, że jak zobaczyłam kwoty, jakie dają inni to głupio było mi dawać taką niewygórowaną sumkę... Nie mniej jednak, traktowane jest to jako napiwek. Idea całkowicie mi się podoba i zdecydowanie polecam. Dużo przyjemniej jest posłuchać opowiadania o danym mieście i mieć możliwość zadawania pytań, niż czytać w przewodniku czy ulotce i pozostawać ze swoimi wątpliwościami. Do tego można poznać mnóstwo ciekawych ludzi.



Komunikacja  z ludźmi
Nie należę do osób, które obawiają się wszystkiego. Dlatego nie stanowi dla mnie problemu wyjazd do Francji, gdzie moja znajomość francuskiego jest dosyć ograniczona. Wprawdzie uczę się już kilka lat, ale wiadomo jak nauka języka wygląda przy robieniu miliona innych rzeczy naraz. Wyjazd potraktowałam jako doszkalanie w języku francuskim. Niestety ogromnie się rozczarowałam. Było wiele sytuacji, gdzie starałam się używać francuskiego, jednak nie byłam odbierana wcale jakoś pozytywnie. Na przykład, gdy chciałam o coś zapytać, podchodzę do okienka i mówię po francusku o co mi chodzi. W odpowiedzi dostaję megaszybkie i okropnie długie zdanie, którego przetworzenie zajęłoby mi jeszcze trochę czasu. Dezorientacja totalna. Francuzi w wielu przypadkach naprawdę nie chcą, aby ich język był dla mnie zrozumiały. Było mnóstwo sytuacji, gdzie Francuzi okazali się być bardzo pomocni i uśmiechnięci, jednak jak zwykle te negatywne sytuacje zapadają w pamięć bardziej. W czasie 10 dni spędzonych w Paryżu, niemal do perfekcji opanowałam język angielskofrancuski z dodatkiem komunikacji niewerbalnej. Z taką mieszanką bez problemu idzie się porozumieć, gdziekolwiek by się nie było. Nie mniej jednak szczerze współczuję osobom, które z językiem francuskim styczności nie miały i go nie umieją. W Luwrze, Muzeum d'Orsay, w Metrze, w biletomatach, wszędzie króluje francuski. Nie znajdziemy raczej informacji po angielsku nie mówiąc o innym języku. Dlatego bywały sytuacje, że robiłam za tłumacza francuskich tabliczek. Największym zdziwieniem dla mnie były jedynie francuskie napisy w Luwrze. Jedno z najstarszych i największych muzeów na świecie, odwiedzane rocznie przez miliony anglojęzycznych turystów, nie ma tabliczek przy eksponatach w tym języku... Wiem, że Francuzi mają bzika na punkcie swojego języka i u nich nawet komputer jest oridnateurem, mają specjalne urzędy czy też instytucje, które mają na celu zachowanie czystości języka francuskiego, jednak uważam, że trochę angielskiego dla turystów by się przydało. Przecież  świat nie zaczyna się i nie kończy we Francji.




Wrażenia
10 dni, które spędziłyśmy we Francji, były wspaniałe i niesamowite. Dały mi ogromnie dużo pod każdym względem. Bardzo pozytywnie wspominam ludzi, których poznałam. Przede wszystkim Leonarda, który został naszym hostem i przewodnikiem po Paryżu i Villejuif, jego przyjaciół, którzy towarzyszyli nam w czasie kolacji pod Luwrem (niesamowita sprawa, na pewno będzie dogłębnie opisana w kolejnych postach z Francji), Gihan, która wynajęła nam swoje w pełni wyposażone mieszkanie i zaufała nam, wszystkich, którzy nam pomagali, gdy się gubiłyśmy, lub czegoś nie wiedziałyśmy. Posmakowałyśmy trochę francuskiej kuchni, choć tutaj mam spory niedosyt. Do tego zwiedziłyśmy praktycznie wszystkie miejsca, które miałyśmy w planach i nie brakło nam czasu na nicnierobienie w parku czy obserwację normalnego, spokojnego życia. Wrażenia co do poszczególnych miejsc na pewno będą się pojawiać w kolejnych postach.









W tym poście użyłam także zdjęć Ani z bloga www.ksiazkawpodrozy.blogspot.com z racji, że była moją towarzyszką w Paryżu. 

14 komentarzy:

  1. Właśnie tak coś mi się wydawało, że to Anna Maria Magdalena :) I fajnie wiedzieć z tymi noclegami, w tak drogim mieście jak Paryż kuchnia to skarb!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi noclegami to można na całym świecie znaleźć takie mieszkania w niewygórowanych cenach. Wystarczy dobrze poszukać i coś na pewno się znajdzie ;) Świetna sprawa i duża oszczędność. Choćby nawet poranna kawa wypita w domu to już oszczędność kilkunastu euro w czasie tygodniowego pobytu.

      Usuń
  2. Nie ma co, z zakwaterowaniem naprawdę fajnie trafiłyście. Tylko pozazdrościć takiego szczęścia.
    Ach... Te kolejki. Właśnie dlatego nie lubię odwiedzać takich znanych miejsc. Kto by nie chciał spojrzeć na Paryż z wieże Eiffela? Jednak to czekanie, to nie dla mnie. A z komunikacją, jak się okazuje nie było najgorzej. Dla mnie jako osoby, która po francusku potrafi się tylko przedstawić i powiedzieć, że nic nie rozumie, to pocieszające. Tylko ten brak informacji po angielsku dla turystów. To lekka przesada ze strony Francuzów. Cóż... Zawsze uważałam, że są jacyś dziwni.

    Pozdrawiam
    Tam i z powrotem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kolejce też może być zabawnie ;) Może nawet napiszę kiedyś o tym post. Robiłyśmy mnóstwo śmiesznych zdjęć, nagrywałyśmy filmiki, śpiewałyśmy ;) I te 2 h szybko leciały. A jak było gorąco to były zmiany-jedna stoi chwilkę w kolejce w słońcu, druga gdzieś tam w cieniu lub idzie do sklepu. Co do języka to też myślę, że przesada, ale z drugiej strony skoro i tak mają tyle turystów w Paryżu, którym to nie przeszkadza lub nie robi różnicy, to po co to zmieniać? ;)

      Usuń
  3. Wow, duzo przydatnych informacji! Te kolejki... Co do jezyka, rozumiem, wlasnie wrocilam z Andaluzji i mam podobne wrazenie, juz nawet mam zaczatek posta na ten temat. Tylko, ze Hiszpanie najpierw rzuca strasznie skomplikowane zdanie, a jak nie zrozumiesz w 3 sekundy, przechodza na angielski, nie wazne czy go znaja, czy nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Francuzi tacy chętni do angielskiego nie są niestety. A miałam nawet sytuację, że zapytałam po angielsku i dostałam odpowiedź, która okazała się być totalnie błędna i straciłam przez to mnóstwo czasu... Niefajnie w każdym razie.

      Usuń
  4. Nie masz pojęcia jak Ci zazdroszczę! Paryż to moje wielkie marzenie i jak na razie - wciąż tylko marzenie:(
    Dodaję Cię do linków - ciągle miałam nadzieję, że wrócisz na książkowego bloga, ale i ten jest rewelacyjny!

    OdpowiedzUsuń
  5. Po pierwsze masz piękny nagłówek, taki oniryczny, marzycielski, super po prostu! sama robiłaś>?
    po drugie Twój komentarz u mnie to kwintesencja całej notki - zgadzam się
    po trzecie - masz świetne podejście do życia, podróżowania i życzę powodzenia w zdobywaniu szczytów, bo jesteś na świetnej drodze:)
    po czwarte-wrzucam do ulubionych:)
    po piąte-mam tak samo z podróżowaniem, że łącze w sobie wszystkie możliwe opcje i ro jest super fajne:)
    po szóste- w Paryżu byłam kilka razy i też uważam, że to miasto kolejek, aczkolwiek pod Eiffla stałam naprawdę bardzo krotko [przedziwne]
    a z tym couchsurfingiem odważnaś, ja bym szukała chociaż jakichs kobiet;)
    zazdraszczam mocno i pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nagłówek zamówiłam u Lizz Kaviste, jeżeli chodzi o moje umiejętności graficzne to ograniczają się one do painta, więc świata tym nie zawojuję a chciałam mieć jakiś fajny i oryginalny nagłówek. Dzięki wielkie za wszystkie komplementy, będę czytała je sobie w czasie momentów załamania i zastanawiania się czy mój czas poświęcony na prowadzenie tego bloga ma sens ;) Z couchsurfingiem to było dosyć przypadkowe- żadna kobieta się nie zgłosiła, a te, do których pisałam nagle wyjechały. Byłyśmy skazane wyłącznie na facetów ;D Co do flightdiary to chyba nie da się tam dodawać do znajomych, a szkoda. Uwielbiam tą stronkę i żałuję, że tak mało lotów mam na razie. Mam nadzieję, że jeszcze trochę przede mną. Pozdrawiam również ;)

      Usuń
    2. :) dzięki za wszelkie odpowiedzi:)

      Usuń
  6. i dzięki Tobie odkryłam flightdiary, super sprawa!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. można tu się jakoś dodawać do znajomych,
    ? bo chętnie bym Cię dodała na flight ale nie potrafię ups..

    OdpowiedzUsuń
  8. Moniko, niesamowite, że masz taki dar znajdywania tak tanich kwater w tak bajecznych miejscach! Ach, jak Ci zazdroszczę - już 2 raz w Paryżu, a ja jeszcze wcale ;) Ale myslę, ze kiedyś się doczekam :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. w tym roku będą w Belgii chciałam wybrać się na weekend do Paryża, niestety, koszt noclegu mnie przeraził :D może jeszcze znajdę coś w miarę cenowo i za rok się uda :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...