poniedziałek, 13 maja 2013

28. Greckie klimaty w portowym miasteczku czyli Symi

O wyspie Symi (czyt. Simi) dowiedziałam się w czasie pobytu na greckiej wyspie Rodos. Miałam sporo wątpliwości czy warto się tam wybrać, gdyż opinie na temat tego miejsca były bardzo różne. Z jednej strony słyszałam, że to wyspa tylko jednego widoku, wszystkie zdjęcia wyjdą tak samo i nie ma tam zupełnie nic. Inni zachwycali się możliwością wspinania się po zboczach góry, wspaniałą sielską atmosferą wyspy oraz samą historią. Dzisiaj mogę wiedzieć, że zdecydowanie nie żałuję ani wydanych na wycieczkę pieniędzy, ani czasu, który tam spędziłam. Wyspa jest wspaniała i warta zobaczenia.


Nazwa Symi pochodzi od imienia jednej z nimf-Syme. To malutka wyspa położona ponad 40 km od Rodos. Ma powierzchnię 58,1  km². Co ciekawe na wyspie nie ma wody pitnej- woda dowożona jest przy transporcie turystów przez ogromne statki.  Podobno na wyspie jest jedna droga, która łączy większe miejscowości. Większe miejscowości wcale nie są duże, gdyż całkowita liczba ludzi zamieszkujących wyspę to lekko ponad 2500 osób.

Podróż na wyspę Symi rozpoczęłam w porcie Mandraki na Rodos. Tam wsiadłam na prom na wyspę Symi. Było bardzo wcześnie rano, a słońce grzało już potwornie. Płynęliśmy około godziny, mijając po drodze mnóstwo mniejszych i większych wysepek, innych statków, żaglówek oraz małych domków na brzegach morza.

Gdy w oddali zaczęły pojawiać się pierwsze domki wiedzieliśmy, że powoli należy zacząć się szykować do wyjścia z promu. Przy wsiadaniu wydawał się być znacznie mniejszy i mniej pojemny, Dopiero na wyspie okazało się, że jest ogromny i mieści prawie 1000 osób!


Często zarzuca się wyspie Symi, że jest słynna tylko i wyłącznie z połowu gąbek oraz jednego, pocztówkowego widoku. Moim zdaniem to nie prawda. Dla osoby, która przypłynęła na Symi i nie ruszyła się nawet aby cokolwiek zobaczyć takie wrażenie będzie oczywiste. Jednak ja zaraz po przejściu portu z przewodnikiem udałam się na mały spacer po wyspie. Po drodze kilka razy się zgubiłam, ale co widziałam to moje.


Symi była kiedyś najbogatszą wyspą Dodekanezu. Całe jej bogactwo pochodziło z połowu gąbek, które są czymś pomiędzy rośliną a zwierzęciem. Gąbkę każdy kojarzy z kąpielą i tak też jest. Te "żyjątka" mają właśnie takie przeznaczenie. Ale to nie takie jak kupujemy w supermarkecie za 2 złote. Gąbki poławiane na Symi to naturalne, brązowożółte gąbki, które mają bardzo wiele rodzajów, o czym przekonałam się właśnie na tam. Niektóre są chropowate i mogą służyć do mycia i peelengowania twarzy, inne znowu delikatne do mycia ciała a jeszcze inne do mycia rąk. Cena takiej gąbki to kilka do kilkanaście euro. Ale muszę przyznać, że są one bardzo wytrzymałe-można ich używać często, jednak należy pamiętać o dobrym wypłukaniu i wysuszeniu po każdym użyciu, aby nie gromadziły się bakterie.


Miałam okazję wysłuchać opowieści mężczyzny, który zajmuje się poławianiem i sprzedażą gąbek. Opowiadał o swojej rodzinie, pokazywał zdjęcia. Jego dziadek zajmował się tym samym. Gąbki rosną na znacznej głębokości, dlatego trzeba było po nie nurkować. Niestety sprzęt do nurkowania kilkadziesiąt lat temu nie istniał, więc przywiązywano sobie kamienie i takim sposobem dostawano się na dno. Oczywiście bez tlenu ani żadnego sprzętu. Gąbki wycinano a następnie wypływało się jakoś na powierzchnię. Jak nie trudno się domyśleć, wiele osób straciło w ten sposób swoje życie. Dzisiaj już sprzęt do nurkowania nie jest problemem, toteż łowienie gąbek także stało się sporo prostsze.


Każdy prom przypływa najpierw do portu głównego na wyspie. To tam mieszka większość mieszkańców wyspy. Zajmują się oni głównie turystyką i handlem a także łowieniem ryb. Jest możliwość wynajęcia pokoju w hotelu na wyspie, jednak trzeba wiedzieć, że plaża tutaj to wyższa szkoła jazdy a raczej pływania. Przy porcie plaże nie istnieją. Jest możliwość wynajęcia prywatniej wodnej taksówki, która przeprawi pasażerów na plażę, na której prawdopodobnie nie będzie wiele ludzi. Wieczorem taka taksówka przypłynie po pasażerów ponownie. Oczywiście taka przyjemność sporo kosztuje, ale jak już ktoś się poświęca na tyle, żeby na Symi w ogóle dotrzeć, to chyba nic dla niego nie będzie drogie. Z hotelami jest sytuacja dosyć zabawna, gdyż nawet na popularnych serwisach rezerwacyjnych można wynająć pokój za dosyć wysoką cenę.


Port w dzień wygląda bardzo normalnie. Kilka małych statków, jeden lub dwa większe z Rodos lub wybrzeży Turcji i tyle. Natomiast wieczorem, gdy wielkie promy odpływają zabierając jednodniowych turystów, do portu przybijają bogate jachty i port zupełnie się zmienia. Słyszałam, że wiele gwiazd Hollywood gościło swoimi jachtami u wybrzeży wyspy Symi. Ja nikogo sławnego nie spotkałam.


Jak widać na zdjęciu powyżej, przy porcie jest miasteczko a za miasteczkiem nie ma nic. Gdzieś podobno dalej znajduje się jakaś droga mająca coś koło 40 km o ile dobrze pamiętam. Ale nie widziałam na Symi ani jednego samochodu, więc sądzę, że ludzie posiadają łódki, albo korzystają z transportu drogą morską.


Podobno jest możliwość aby dostać się na szczyt tego wzgórza na zdjęciu powyżej. Przyznam się, że nawet ja próbowałam się tam dostać. Skutek jednak był bardzo kiepski. ponad 40 stopni, ja ledwo żyjąca mogąca spożywać jedynie wodę od 2 dni, osłabiona, próbowałam wdrapać się na górę po niezliczonej ilości schodów. Dotarłam prawdopodobnie do samej góry, ale było tyle dróg że nie wiedziałam którą iść, poszłam pierwszą-lepszą. Potem dotarłam donikąd. Następnie wróciłam, ale zaplątałam się na tyle, że nie wiedziałam zupełnie gdzie było rozwidlenie tej drogi którą przyszłam. Spanikowałam trochę i szłam przed siebie. Takim sposobem znalazłam się z powrotem na dole. Co ciekawe, idąc pod górę znalazłam na sporek wysokości kafejkę internetową. No i trochę czar prysł, gdyż wyspa wydawała się być odrobinę bardziej dzika i mniej cywilizowana od reszty...


Na wyspie znajdziemy kilka ciekawych kościołów. Jeden z nich powyżej, niestety nie zmieścił się cały, więc uchwyciłam tylko wierzę. Właściwie nie wiem dlaczego nie zwiedziłam go w środku.. Pewnie było zabronione czy coś.


Gubiąc się w miniaturowych uliczkach Symi można sporo zobaczyć. Spokojne, greckie życie codziennie, ludzie pracujący w stolarni, kolorowe domki i wszechobecne schody.


Schody na Symi są wszędzie. Dosłownie. Nie ma górek, nie ma chodników pod górę. Tylko i wyłącznie schody. Ale za to jakie bardzo różne. Niektóre białe, niektóre kamienne, niektóre znowu drewniane. Prawdziwe dzieła sztuki niektóre.


Idąc jeszcze główną trasą mijałam domy i mnóstwo kotów. Tak jakby ta trasa nie była najbardziej uczęszczaną w miasteczku, jakby turyści nie chodzili jak mrówki tymi schodami do góry i do góry i jeszcze bardziej do góry.


Będąc na wzgórzu stwierdziłam, że skoro i tak się zgubiłam to przynajmniej zdjęcia ładne zrobię. I tak właśnie wygląda Symi ze wzgórza. Niebieska woda, białe domki i jachty.


Kolejna uliczka przez którą miałam okazję się przeciskać. W oddali widać kolorowe kwiaty, których było na wyspie miejscami całkiem sporo. Do tego soczysta zieleń i aż nie chce się schodzić niżej.



Wspaniały pomysł, aby umieścić na schodach napisy. Nie mam pojęcia co one oznaczają, niestety. Ale wyglądają świetnie i robią ogromne wrażenie.


Okazuje się, że po zwiedzeniu portu nasza wycieczka jeszcze się nie kończy. Przed nami miejsce kultu Greków-taka nasza mała Częstochowa. O tym kolejnym razem.


Wycieczkę na Symi polecam zdecydowanie. Cena jest dosyć wysoka przy wycieczkach fakultatywnych (około 45 euro), jednak jest możliwość aby popłynąć z Rodos prywatnym jachtem. Aby dowiedzieć się więcej o takiej możliwości należy udać się do partu i po prostu przejść. Prawdopodobnie skończymy z mnóstwem ulotek w ręku lub też wykupioną wycieczką.

7 komentarzy:

  1. Grecji jednak nie da się pomylić z niczym innym. Jest taka specyficzna i piękna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne miejsce - lubię, jak domki fajnie wtapiają się w krajobraz wybrzeża.

    OdpowiedzUsuń
  3. I pomyśleć, że są szczęśliwcy, dla których takie widoki są codziennością, a wyspa miejscem zamieszkania i domem...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ohh Grecja marzy mi sie takze :)mam nadzieje, ze kiedys uda mi sie ja odwiedzic

    OdpowiedzUsuń
  5. Monika , świetna relacja a zdjęcia przepiękne, oddające klimat wyspy, a wiem, co mówie, bo też tam byłam.

    OdpowiedzUsuń
  6. a ja mieszkam na symi juz od prawie 10 lat, a raczej 10 sezonów. w sezonie turystycznym jest fantastycznie, lecz zimą wyspa jest martwa!!!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...