czwartek, 2 maja 2013

27. Południowowłoskie wakacje czyli o Taorminie słów kilka...

Kilka lat temu będąc na Sycylii pamiętam, że pomyślałam sobie : "Za kilka lat wrócę tutaj, zamieszkam w jakimś luksusowym hotelu w Taorminie i po raz kolejny zwiedzę tą wspaniałą wyspę". Mimo, że wtedy mieszkałam w Catanii, to właśnie w Taorminie zakochałam się od razu. Byłam tam zaledwie kilka godzin i stwierdziłam, że to miasto jest właśnie tym miejscem, gdzie kiedyś chciałabym spędzić trochę więcej czasu. Bardzo ubolewam, że zdecydowałyśmy się wziąć tylko jeden aparat, który padł nam w połowie zwiedzania. Zdjęć jest niewiele ale, moim zdaniem, są piękne. A raczej widoki na nich, bo zdjęcia same w sobie pozostawiają bardzo dużo do życzenia. 


Zdjęcie powyżej zrobione zostało w drodze do Taorminy. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy po przypłynięciu na Sycylię to mnóstwo oleandrów pomiędzy pasami autostrady. Od razu poczułam się jak w jakimś egzotycznym i przyjemnym miejscu.


Po wjechaniu autokarem pod Taorminę, udajemy się do autobusu "miejskiego", który zabierze nas do miasta. Moim zdaniem świetny pomysł, bo jak wiadomo nic nie utrudnia tak poruszania się po mieście jak wielkie autobusy przeciskające się przez wąskie, włosie uliczki. Już na parkingu na dole mamy okazję zakupić różne pamiątki z Taorminy, między innymi ozdobne talerzyki, pocztówki czy obrazki.


Samo miasto jest typowym południowowłoskim miasteczkiem, gdzie życie biegnie powoli, upał leje sięz nieba a turyści przechadzają się wąskimi uliczkami między dwoma budynkami. Wybierając zdjęcia do tego posta zauważyłam, że budynki mają bardzo podobny kolor. Nie pamiętam teraz czy tak jest naprawdę, gdyż będąc tam nie zauważyłam tego.


Mieszkańcy Taorminy uwielbiają detale. Tutaj figurka, tam jakaś płaskorzeźba. Generalnie idąc uliczkami można się naoglądać najprzeróżniejszych cudów.


We włoskich miejscowościach urzekały mnie zielone, kwitnące ogrody oraz drzewa, których gałęzie zwisały z dachów. Zawsze to odrobinę cienia więcej, a przy temperaturze około 35 stopni to właśnie cień jest tym, na co się czeka przez całe zwiedzanie.


Miejscem z którego słynie Taormina jest teatr grecki. Jak większość wysp na morzu śródziemnym, Sycylia należała wcześnie do Grecji. To właśnie dlatego znajduje się tam jeden z lepiej zachowanych teatrów greckich, który do dzisiaj jest wykorzystywany na koncerty czy pokazy. Zdjęcie tego teatru możemy bardzo często spotkać w podręcznikach do historii w czasie omawiania Grecji i Rzymu.


Wejście na teren teatru. Dla osób, które swoją przygodę ze studiami już skończyły, lub wcale jej nie rozpoczęły bilet wstępu jest dosyć drogi (około 8 euro). W większości miejsc we Włoszech cena biletu zależy od wieku. Z reguły drożej mają osoby powyżej 26 roku życia lub Ci, którzy mają mniej ale nie są studentami. Dla mnie to świetna sprawa, gdyż mając naście lat mogłam zwiedzić mnóstwo miejsc nie płacąc za to nic.


Palmy kocham w każdej postaci. Nawet w domu mam jedną mini-wersję. To właśnie one mnie tak przyciągają w ciepłe, niekiedy pustynne miejsca. Znajdziecie ich na moich zdjęciach bardzo dużo, gdyż są idealnymi obiektami do fotografowania-duże, majestatyczne, rzucają cudowny cień na budynki czy ulice.




Teren teatru jest pełen zieleni. Dalej już tylko piękne widoki i antyczny teatr. Ale przyznam, że ciężko jest się skupić na oglądaniu starego teatru gdy wokoło są takie widoki!


Ten widok to dla mnie kwintesencja Taorminy. Na żywo wygląda miliard razy lepiej, z każdej strony można zobaczyć podobny krajobraz.


Tutaj już słynne teatro antico. Akurat trwały przygotowania do występu artystycznego. Teatr robi niesamowicie ogromne wrażenie. Jest idealnie zachowany, zadbany i co najważniejsze-wciąż używany do występów muzycznych czy teatralnych. Nie jest tylko zabytkiem, który marnuje się i zarabia na swoje utrzymanie jedynie jako zabytek dla wycieczek autokarowych, jest miejscem historycznym, ale żywym.


Sielankowe włoskie widoki na okolicę. Domek, który "wyrósł" nad teatrem. Podejrzewam, że nie jest tak antyczny jak teatr, ale też robi niezłe wrażenie. Szczególnie wyrastające praktycznie na skale drzewa.


Coś, czego zazdroszczę włochom-soczyste pomarańcze prosto z drzewa. Jeszcze nie miałam nigdy okazji spróbować takich, ale mam nadzieję, że takowa nadarzy się niebawem.


Jak już wspominałam, budynki w Taorminie mają kolory różowe, lub zbliżone do różowego. Przynajmniej tak wynika z moich zdjęć. O dziwo nie zauważyłam tego w czasie pobytu, więc może to tylko takie wrażenie ze zdjęć.

Po spacerze po Taorminie mogę stwierdzić, że to taki mały włoski Paryż na Sycylii. Na jednej ulicy znajduje się mnóstwo sklepów najlepszych światowych projektantów. Oczywiście nie odmówiłam sobie przyjemności zwiedzenia takich butików od środka, na co sprzedawcy różnie reagowali. Bo przecież od razu było wiadomo, że taka 14 latka nic nie kupi w butiku D&G. Mimo wszystko fajne było poczuć atmosferę drogich luksusowych butików.


Nie tylko ja należę do osób, które mimo masakrycznie wysokich cen, pokochały Taorminę. To miasto ma w sobie coś, czego nie da się normalnie, słowami opisać. Jedyną możliwością aby tego nienazwanego czegoś doświadczyć, jest pobyt w tym miasteczku i poczucie jego leniwej atmosfery i skwaru lejącego się z nieba.


Nawet na końcu uliczki znajduje się mały tarasik z nieziemskim widokiem, za który milion osób dałoby się pokroić.


Kolejnym punktem do zobaczenia w Taorminie był ogród. Miejsce, gdzie zieleni jest niezmierzona ilość, poprzeplatana kolorowymi kwiatami, ścianami z różowych kwiatów czy armatami niewiadomego pochodzenia. Wszystko to zaaranżowane w piękny, kolorowy ogród, gdzie można się zrelaksować lub odpocząć od gorąca.






Z tego co pamiętam, nie jest to miejsce nawiedzane przez mrowiska turystów. Było nas wtedy niewiele, choć sezon już rozkwitł w pełni.




Kolejna wielka zaleta: Mimo, że Taormina jest bardzo droga, wstęp do tego ogrodu jest darmowy. Można się tam przechadzać do woli. I z tego co pamiętam, to właśnie stamtąd rozpościerał się najpiękniejszy widok na zatokę.

Ściana z kwiatów to świetny pomysł. Robi niesamowite wrażenie.

Cała Taormina to miejsce dosyć luksusowe, chociaż przyjeżdżając na chwilę nie odczujemy tego aż tak bardzo. Ludzie są tam sympatyczni, widoki cudowne a na dodatek typowa południowo włoska pogoda.

2 komentarze:

  1. O tak, chciałbym teraz tam być :) . Zapraszam do siebie, na pierwszy odcinek z Budapesztu :) http://tandmpodrozniczo.blogspot.com/2013/05/budapeszt-miasto-tysiaca-mostow-dzien-i.html

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...