piątek, 12 kwietnia 2013

25. W najstarszym mieście na Rodos - w cieniu Akropolu w Lindos.

Zima za oknem odpuściła, mam nadzieję, że już na stałe. Tymczasem ja wracam nadal pamięcią do cudownych wspomnień z Wyspy Słońca, stąd właśnie ten post. Miasto, które jest najstarsze i zdecydowanie najpopularniejsze na Rodos, piękne zarówno z daleka jak i bliska- Lindos. Na samym początku planowania zwiedzania znalazłam informację, że jeżeli wybrać się do Lindos, to  tylko rano. Dotarliśmy mniej więcej w południe, co dało się odczuć po temperaturze powietrza i silnym słońcu. Przyjechaliśmy oczywiście samochodem, więc już kilkaset metrów wcześniej mogliśmy ujrzeć wzgórze Lindos z Akropolem z drogi:


Wygląda bardzo niepozornie, ale jednak tajemniczo i ciekawie. Zieleń drzew przeplata się z bielą tradycyjnych, greckich domów i niebieskim morzem. Do tego górujący nad wszystkim akropol. Dla mnie widok jak z bajki. Ale wtedy jeszcze nie wiedziałam co mnie do końca czeka. Prawdziwym wyzwaniem było znalezienie miejsca parkingowego i, co zdziwiło mnie najbardziej-na plus, parking był bezpłatny a woda pitna była dostępna bez problemu. Po zaparkowaniu naszego wypożyczonego samochodu, ruszyliśmy "w miasto". Jedno z pierwszych zdjęć jakie zrobiłam  w Lindos:


Pierwszą rzeczą, która mnie zauroczyła w Lindos był kolor wody w morzu. Była błękitna z daleka, w kolorze jaki spotyka się bardzo rzadko.


Na zdjęciu powyżej uchwyciłam kawałek drzew limonkowych lub cytrynowych. Małe, zielone kulki dojrzewały w greckim słońcu. Chciałabym spróbować kiedyś takiej cytryny prosto z drzewa, najlepiej jakiegoś ogródka przyulicznego. Jak do tej pory, to jedynie miałam okazję zobaczyć park drzew cytrynowych, szkoda, że nie można było ich zdegustować.


Z Kolymbii do Lindos można dotrzeć za pomocą łodzi, która płynie tam codziennie i wraca. Cena jest średnia (między 12 a 25 euro w dwie strony, dokładnie nie pamiętam), łódka ma szklane dno i podobno genialnie widać tam, co jest pod spodem, a jest sporo do zobaczenia (a pływałam kawałek z maską).


Jedno z najgorszych wspomnień z Lindos. Z wypowiedzi innych, którzy tam byli, nie tylko mnie to dotknęło. Na Akropol można dostać się za pomocą osiołka. Nie jest to duży wydatek (niestety), więc ludzie, którzy nie są w stanie zrobić tego o własnych siłach (w większości nadmiernie otyli lub leniwi) płacą grosze i wjeżdżają na takim osiołku. Biedne zwierzęta trzymane są w małej zagrodzie zaraz na początku trasy i zdecydowanie nie wyglądają na ani trochę szczęśliwe. Aż mi się płakać chce gdy patrzę na powyższe zdjęcie ze smutnym pyszczkiem osiołka...


Ci, którzy zdecydowali się zdobyć Akropol o własnych siłach, zobaczyli dużo więcej miejsc w miasteczku. Choćby nawet bardzo ciekawą, tradycyjną grecką architekturę. Białe domy z bardzo ciekawymi drzwiami, schodami czy okiennicami, wieże przy budynkach sakralnych czy małe, zaciszne knajpki.


Wejście na Akropol wymaga trochę siły, energii, chęci i przynajmniej butelkę wody. Widoki na zatokę i miasteczko z góry są nieziemskie, a na końcu czeka nas kasa, aby zapłacić za bilet za wejście na Akropol.


Wydatek to 6 euro za osobę dorosłą (studentów wpuszczają tylko na legitymacje, a tej akurat nie miałam). Za tą kwotę możemy do woli błąkać się po ruinach, które podobno są ruinami świątyni Ateny, bizantyjskiego kościoła i  kilku innych rzeczy. Niestety dla mnie ruiny bardziej znaczenie miały całościowo i nie zagłębiałam się w ich historię. Wiem natomiast, że Akropol został odbudowany po wielkim pożarze.




Ruiny są ogromne i naprawdę sporo czasu schodzi, aby zobaczyć je całe. Można znaleźć tam dosyć ciekawe, strome schody, ruiny większych budowli, które zapewne kiedyś tam się znajdowały, odbudowane kawałki innych budynków. Co do przedmiotów bardziej z dzisiejszych czasów, znalazłam tam dźwig, ale myślę, że on raczej nie miał na celu być atrakcją tego miejsca. Co mnie bardzo ciekawi to sposób, jak taki dźwig został na wzgórze wciągnięty.


Jak już wspominałam wyżej ośla taksówka jest zdecydowanie nadużywana w Lindos.


Akropol to świetne miejsce do zdjęć. Szczególnie zachwyciła mnie sesja zdjęciowa, gdy kobieta w długiej, białej sukni pozowała do zdjęcia na tle ruin oraz niebieskiego morza łączącego się z błękitnym niebem.


Kolumny, które wcale nie pochodzą z 2 wieku p.n.e. Mam trochę mieszane uczucia. Z jednej strony te kolumny w innym miejscu nie wzbudziły by żadnego zainteresowania, byłyby kolejną ozdobą. Natomiast odbudowywanie takiego Akropolu i nazywanie tego ruinami wzbudza we mnie jednak dosyć mieszane uczucia i sama nie do końca wiem co o tym sądzić.


Przepiękne widoki  z morzem, niebem i Akropolem w tle.




Gdy już osiągniemy szczyt jakim jest Akropol, możemy podziwiać z góry widok na Zatokę świętego Pawła. Według legendy Święty Paweł w drodze do Rzymu zatrzymał się tam w 58 roku, gdyż nie mógł napatrzeć się na tą małą, cichą zatoczkę otoczoną skałami z każdej strony. Podobno jest to najcieplejsze miejsce na wyspie Rodos.
Poniżej kilka zdjęć ze zwiedzania Akropolu.








Po skończeniu zwiedzania ruin, wybraliśmy się "zgubić" w miasteczku. To, co mówią w przewodnikach, że należy w mieście się "zgubić" to zdecydowanie prawda. Idąc uliczkami, które nie są pełne innych turystów od razu można wczuć się w klimat Lindos. Szczególnie, gdy pogoda jest piękna, słońce świeci a my jesteśmy wykończeni po wspinaczce.




Mieszkańcy, mimo, że jest ich w Lindos około 700, bardzo dbają o roślinność. Nie mają możliwości posiadania ogrodów ani sadów, więc robią sobie malutkie ogródki koło domów lub dbają o kwiaty w doniczkach. Efekt jest znakomity, co możecie zaobserwować na zdjęciach.



O ciekawych drzwiach już pisałam, tutaj przykład takowych.


 I wieża jakiegoś kościoła. Nie byłam w środku, jednak zdjęcie, moim zdaniem, wyszło genialnie na tle nieba.


Kolejna wieża kościoła, tym razem w zupełnie innym stylu. Taki styl budowy kościołów przeważa na Rodos z tego co zauważyłam.


Kawałek ruin, morza i okolicznych skalnych wysepek.


A takie cuda można zakupić wędrując uliczkami Lindos. Chyba nikogo nie dziwią kolory. Tkanina także jest inna niż ta, którą znamy u nas.


Ostatni rzut okiem na Akropol i pożegnanie z Lindos.
Najbardziej nie lubię tej świadomości, że świat jest taki duży, że nie mam czasu na pojawienie się w jednym miejscu kilka razy. Wiem, że wybór należy do mnie, ale wolę zobaczyć każdą grecką wyspę po kolei, zamiast wracać po kilka razy w to samo miejsce i widzieć te same zabytki i miejsca. Chciałabym kiedyś zwiedzić wszystkie wyspy w Europie, które mają coś do zaoferowania. Na razie moim celem jest zwiedzić wszystkie Wyspy Kanaryjskie. Na chwilę obecną mam 1/7, ale możliwe, że niedługo się to zmieni. Trzymajcie kciuki, bo ogromnie bym chciała, ale niektórych rzeczy nie przeskoczę niestety.

5 komentarzy:

  1. Kolor wody obłędny! Ach zanurzyć się teraz chociaż na moment w zatoce św. Pawła.A cytrusy z ulicznych drzewek są okropne w smaku, to jest dzika odmiana i dlatego smak jest inny niż cytrusy z ogrodów lub sadów.Uwielbiam białą zabudowę małych śródziemnomorskich miast.

    OdpowiedzUsuń
  2. Omamo... wiele bym oddała żeby się tam teraz znaleźć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż się człowiek wakacji nie może doczekać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie miejsce i mnóstwo atrakcji do zwiedzenia. Woda oczywiście zachęca do całodniowego lenistwa, jednakże osobiście zachęcam do bardziej aktywnego zwiedzania okolicy, bo naprawdę jest co zobaczyć:)

    OdpowiedzUsuń
  5. To są takie miejsca o jakich się marzy. A niektórzy mają to na co dzień. I jeszcze osiołki...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...