poniedziałek, 1 kwietnia 2013

23. Disneyland czyli cały dzień zabawy na całego!

Disneyland to miejsce, które marzy się większości ludzi odkąd tylko usłyszeli tą nazwę. Dla młodszych to miejsce, gdzie będą mogli spotkać Myszkę Miki czy  Kaczora Donalda i się z nimi przywitać, dla starszych wielkie wesołe miasteczko z mnóstwem atrakcji.Ani jedni, ani drudzy się nie zawiodą.  Disneyland jest świetnie zorganizowany- składa się z dwóch parków - Park Disneyland oraz Park Walt Disney Studios. Pierwszy jest jak z bajki, drugi lepszy dla starszych dzieciaków. Obydwa są wspaniałe i warte odwiedzenia. 
Disneyland leży 30 km od Paryża, więc jest kilka opcji aby tam dotrzeć. Można wybrać samolot i z lotniska autokarem do Disneylandu, można również dojechać z centrum Paryża kolejką, lub tak jak ja wybrać swój własny samochód. Każda opcja ma swoje plusy i minusy, jednak z własnego doświadczenia muszę przyznać, że miejsca na parkingu na pewno nie zabraknie. Pod parkiem znajduje się największy parking jaki w życiu widziałam. Nie da się go nawet ogarnąć wzrokiem, bo ciągnie się nawet poza pole widzenia. Dlatego też, aby dostać się do Disneylandu warto być tam jeszcze przed godziną 10, gdyż kolejka aut na parking jest naprawdę ogromna. Ale nawet w kolejce miło się czeka, gdyż z oddali widać już wjazd do Disneylandu. 


Po wjechaniu już na teren parku udajemy się potworniedługimi ruchomymi matami do Disney Village. To taki e miejsce, gdzie czujemy przedsmak zabawy i możemy kupić różne dziwne rzeczy z Disneya (lizaki, cukierki, maskotki, uszy myszki Miki, dziób kaczora Donalda etc). Tam też możemy zakupić bilety o ile nie zrobiliśmy tego wcześniej. I tutaj niestety ostrzegam, bo sama na tym sporo czasu straciłam-obsługa mówi po angielsku często średnio. Mi nie udało się kupić nawet biletu do parku, tylko zostałam w biurze obsługi odesłana gdzie indziej. Nie wiem, dlaczego tak się stało, ale jak po wielkich poszukiwaniach wróciłam z powrotem do tego biura inna pani bez problemu mi sprzedała takie bilety jak chciałam.

Kupiłam bilety na obydwa parki. Pierwszy odwiedziłam Park Disneyland. I tam przywitał mnie taki widok jak wyżej. Pałac znany wszystkim, którzy widzieli jakąkolwiek bajkę Disneya. Przy okazji widziałam paradę w której skład wchodziła Myszka Miki, wszystkie śpiące i nie śpiące królewny, królewicze i mnóstwo innych postaci z bajek Disneya. Paradzie towarzyszył śpiew, taniec i mnóstwo uśmiechniętych dzieciaków.


Pierwsza atrakcja i pierwszy wielki szok. Kolejka na mnóstwo ludzi, setki dosłownie. Pierwsze zmarnowane w kolejce dwie godziny. Na szczęście było warto. Uwielbiam wszelakie rollercoastery, więc wszystkie takie w Disneylandzie zaliczyłam. Adrenalina po wyjściu podnosiła się kilkadziesiąt razy przekraczając normę o sama nie wiem ile. Ale było wspaniale.
  

Po pierwsze-aby uniknąć kolejek trzeba wiedzieć, że są one dla frajerów (tak, tak, byłam frajerem przez prawie cały czas). Jest możliwość dla ogarniętych aby wydrukować sobie bilet na konkretną godzinę zamiast stać w megadługiej kolejce. Wrzucamy nasz bilet do specjalnego urządzenia przy danej atrakcji i drukuje nam drugi bilet na konkretną godzinę do tej atrakcji. Ten nasz oczywiście nam oddaje. I takim sposobem o odpowiedniej godzinie wchodzimy już do innej, malutkiej kolejki z pierwszeństwem. Że też dowiedziałam się o tym po zmarnowaniu kilku godzin w kolejkach...


Trochę o atrakcjach w Disneylandzie. Ta kolejka powyżej to pociąg okrążający cały park dookoła. Dla mnie strata czasu, gdyż w tym czasie można zrobić milion lepszych rzeczy. Ale dla małych dzieci śweetna atrakcja.
Ja będąc tam byłam nastawiona głównie na jazdę do góry nogami z zawrotną prędkością. Toteż tylko takich atrakcji szukałam. Polecam wszystkie ekstremalne rollercoastery. Szczególnie dobrze wspominam Rock 'n' Roller Coaster Atarring Aerosmith. To właśnie tam poznałam sztukę dogadywania się bez znajomości języka. Mojemu tacie w czasie jazdy wypadł portfel ze wszystkimi kartami płatniczymi, prawem jazdy i pieniędzmi. Zauważył to dopiero po wyjściu z budynku. Na pierwszy rzut oka stwierdziliśmy, że jesteśmy skończeni- nie ma prawa jazdy, pieniędzy ani kart więc zapewne utkniemy gdzieś, gdzie nam się paliwo skończy. Ale na szczęście po powrocie do budynku, tata na migi jakimś cudem dogadał się, że zgubił portfel. Jakie było nasze zdziwienie, kiedy zapytany o nazwisko odpowiedział i od razu jego portfel znalazł się pod biurkiem. Szok, że tak szybko zostało to znalezione i przekazane w odpowiednie miejsce.  



To już drugi park, który oferuje bardziej filmowe, niż bajkowe atrakcję. Zdecydowanie polecam hotel z windą The Twilight Zone Tower of Terror (Wieża Starchu). To chyba najlepsza atrakcja jaką miałam okazję przetestować w Disneylandzie. Zdjęcia hotelu poniżej. Cała atrakcja polega na wjechaniu na 9 czy 10 piętro hotelu, oczywiście przy odpowiednio mrocznej atmosferze, popatrzeniu na cały Disneyland z góry i spadaniu jakby swobodnym przez kilka sekund. Za chwilę powtórka z rozrywki. Przy spadaniu robione są zdjęcia. Windy oczywiście nie przypominają wind w zwykłych blokach mieszkalnych- są około 30 osobowe i oczywiście siedzi się na siedzeniu i jest się przypiętym pasami. Niesamowite przeżycie.



Zdjęcie poniżej to Space Mountain- również jeden z rollercoasterów. Wjeżdża się dosyć wolno na samą górę a później wagonik przyspiesza i.... jest świetnie! W środku oczywiście mnóstwo świateł i kolorów, uczucie jak w innej przestrzeni.


Zdjęć niestety mam dosyć mało gdyż skupiałam się bardziej na korzystaniu niż fotografowaniu.  Jeżeli tylko będę mieć okazję wybrać się jeszcze raz, na pewno zrobię więcej zdjęć i zaoszczędzę czas na staniu w kolejkach przez fastpass.


Tak wygląda pożegnanie z Disneylandem. Po raz kolejny ruchome maty, tym razem w drugą stronę. W moim przypadku był jeszcze ból głowy przy czasie spędzonym do góry nogami ;)  Ale zabawa była wspaniała.


Poniżej przy jednym z eksponatów. W parku można znaleźć wiele różnych samochodów czy też robotów, które brały udział w nagraniach Disney'owskich filmów czy bajek. Moje zdjęcie przed kilku lat ;D


A teraz najmniej przyjemna część-bilety i ich cena. Na pierwszy rzut oka przeraża, bo to ponad 60 euro za jeden dzień. W przeliczeniu na złote powala, ale mimo wszystko wydaje mi się, że warto dać będąc na wakacjach. Wspomnienia są niezapomniane, wrażenia również. A na tym akurat nie warto oszczędzać moim zdaniem.


6 komentarzy:

  1. O Disneylandzie marzy chyba każdy - bez wzgledu na wiek! Mam nadzieję, ze kiedyś uda mi się go zwiedzić :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. I ja liczę na to, że uda mi się zwiedzić Disneyland no i trochę pobawić. Bo dlaczego by nie :) ?!

    OdpowiedzUsuń
  3. Niezależnie od wieku można poczuć się dzieckiem!

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam tam z córeczką - dość ciekawe opcje oferują hotele w pobliżu - pakiety pobytowe zawierają już bilety w cenie.

    OdpowiedzUsuń
  5. wow! Mam nadzieję, że w te wakacje uda mi się wizyta w Paryżu i Disneylandzie..
    Zapraszam do mnie: littleglampleasure@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdecydowanie polecam kupić wcześniej bilety. Na miejscu kolejka jest ogromna, a taka prosta rzecz jak zamówienie przez internet oszczędza czekania. W Polsce najlepiej kupić na stronie parkmanii, bo nawet jeśli zdecydujemy się w ostatniej chwili to bilety przyjdą na maila od razu. Z doświadczenia polecam jednak nie czekać na ten ostatni moment, szkoda nerwów;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...