środa, 27 lutego 2013

20. Plaże na Wyspie Słońca, czyli poszukiwanie najpiękniejszej z plaż na Rodos

Gdy spoglądam przez okno nie widzę niestety żadnych zmian. Dalej biało i biało i nic się nie zmienia, oprócz dobowych wahań temperatury na termometrze. Dlatego postanowiłam poprawić humor sobie i Wam, przy okazji trochę sadystycznie się poznęcać. A więc dzisiaj post na temat przepięknych plaż na Rodos. 

Gdy co roku przeglądam oferty biur podróży i szukam wymarzonych wakacji, przeglądam również blogi podróżnicze, gdzie znajduję wiele więcej praktycznych informacji. Czytam o cenach, miejscowym jedzeniu, rozrywkach a także i plażach. Nigdzie nie spotkałam natomiast posta z plażami z całej wyspy Rodos, więc oto przed Państwem taki właśnie post. Mam nadzieję, że poprawi on humor wszystkim, którzy mają dosyć zimowego zimna i śniegu i tak jak ja czekają na jakieś porządne słońce z odrobiną wiatru nad brzegiem morza lub co lepsze-oceanu.




Jak już pisałam w poście podsumowującym rok 2012, na Rodos byłam w wakacje, w drugiej połowie sierpnia. Zwiedziłam wtedy całą wyspę i widziałam prawdopodobnie większość miejsc, które nadawały się do odkrywania. Zdjęcia plaż robiłam przy okazji i zupełnie nie myślałam wtedy, że taki post może kiedykolwiek powstać. Potraktujcie go jako zapowiedź wielu kolejnych postów, tym razem dotyczących już konkretnych miejsc, które zwiedziłam.

Swoją wyprawę rozpoczęłam bardzo wcześnie rano (koło godziny 7) od miejscowości w której mieszkałam- Kolymbi (również zwanej Kolimpią lub Kolympią lub Kolimbią). To właśnie tam zostały zrobione zdjęcia powyżej a także kilka poniżej. Zdjęcia te zrobione były pod wieczór, natomiast w dzień świeci piękne słońce.


Miejscowość Kolymbia jest położona na wschodnim wybrzeżu wyspy, raczej po środku. Jest niewielka, za to bardzo piękna. Taka typowa miejscowość hotelowo-wypoczynkowa, jednak kawałek od plaży znajdziemy domy   miejscowych. Sklepów jest sporo, większość z pamiątkami z Rodos, plaża jest kamienista i dosyć krótka, natomiast morze jest najpiękniejsze jakie widziałam. Idealnie przezroczyste, gorące i przyjemne. Z obydwu stron plażę ograniczają skały. Z plaży odpływa codziennie łódka ze szklanym dnem przez które można podziwiać podwodne życie zwierząt. A naprawdę jest co podziwiać. Sama kupiłam maskę i rurkę i pływałam trochę. Jakby nie mój paniczny strach przed rybami, pewnie zobaczyłabym więcej, ale trochę za bardzo panikowałam. Mimo wszystko widziałam mnóstwo ryb na dnie morza. Jedyną wadą tej plaży jest to, że wchodząc do morza bardzo szybko tracimy grunt pod nogami. Jeśli dla kogoś to nie jest przeszkoda, to plażę w Kolymbii polecam jak najbardziej.


Widok na niewielką plażę w Kolymbii. Jest ona na tyle niewielka, że można spokojnie urządzić sobie spacer od jednej strony do drugiej. Wieczorem natomiast hotele przy plaży organizują na niej imprezy i różne eventy, gdzie można się pobawić. Wogóle Rodos w nocy to zupełnie inna wyspa. Pełno imprez, ludzi, szumu i huku. Mimo wszystko przyjemnie. 




Zdjęcie powyżej zostało wykonane ze skały oddzielającej plażę w Kolymbi i Afandou. Dokładnie na nim widać wszystkie bardziej wysunięte kawałki wyspy. Natomiast zdjęcia poniżej przedstawiają plażę Afandou. Jest to plaża również piaszczysto-kamienista i bardzo długa w odróżnieniu od Kolymbii. Raczej powinnam napisać plaże przy miejscowości Kolymbia oraz Afandou, jednak przyjmijmy roboczo te nazwy. 


Na samym początku przy plaży jest mały port z kilkoma łódkami, później piękna mała tawerna-kawiarnia z przepięknym widokiem na plażę i morze, a zaraz potem takie właśnie kamienie. Na szczęście jest ich niewiele i są tylko na początku, więc spokojnie w dalszej części plaży można bezpiecznie pływać. A kamienie świetnie się nadają do zdjęć pamiątkowych.




Teraz natomiast o plaży, która uznawana jest za najpiękniejszą na całej wyspie-Tsampice. Zdecydowanie nie na darmo. Byłam tam aż dwa razy, gdyż znajdowała się nie bardzo daleko od mojego hotelu, a po drugie dno było  nawet do 200 metrów wgłąb morza wyczuwalne pod stopami. Sama plaża jest piękna- z żółtym piaskiem, niewielkimi falami, bardzo ciepłą wodą w morzu oraz zupełnie bez glonów. Jedyne co widziałam to kilka ryb.


Przy plaży tej znajduje się mała restauracja- Canteen No Name. Jest tam również spory parking, więc nie ma potrzeby martwić się, że nie będzie co zrobić z samochodem. Mimo, że przy plaży tej nie ma żadnych hoteli, w dzień jest ona cała zapełniona i ciężko znaleźć wolny leżak.


Zapewne zastanawiacie się dlaczego na tej pięknej plaży na zdjęciu nie ma praktycznie ludzi. Otóż zdjęcia robiłam o godzinie mniej więcej 8, a wtedy nikomu nie przyszło do głowy iść się opalać o takiej porze. Do tego większość ludzi dojeżdża na Tsampikę autobusem, który o tej porze jeszcze nie kursuje.


Tsampika jest z obydwu stron ograniczona skałami, jednak odległość między nimi jest znacznie większa niż między tymi w Kolymbii. Jest ona także dużo mniej głęboka przy brzegach i na dnie pływają dużo mniejsze ryby. Piasek jest bardzo drobny i przyjemnie się na nim leży.


Gdzie jest to lato?


Tsampika to tylko przystanek w mojej podróży po Rodos. Kolejną plażę uchwyciłam z dosyć dużej odległości, z punktu widokowego na poboczu. Jednak jest ona na tyle piękna, że myślę, że warto ją pokazać szerszej publiczności.


Następna plaża, a raczej dwie plaże znajdują się w miejscowości Haraki. Zdjęcia zrobiłam po wspięciu się na około 300-metrowe wzgórze. Co jest na tym wzgórzu dowiecie się za jakiś czas. Ale widoki jakie stamtąd się rozciągały, warte były sporego wysiłku włożonego we wspięcie się na strome wzgórze. Plaże, które widzicie poniżej to Agathi Beach i jeszcze jedna, której nazwy niestety nie pamiętam i nigdzie nie mogę znaleźć. 


Powyżej widoki na plażę z prawej strony wzgórza, zaś poniższe widoki z lewej strony.




Kolejna plaża, którą chcę Wam przedstawić to plaża na przylądku Prassonisi. Przylądek ten zwany "mekką surferów" znajduje się na południu wyspy. Panują tam idealne warunki do windsurfingu, dlatego plaża ta jest przeznaczona tylko i wyłącznie do uprawiania tych sportów. Co ciekawe, Prassonisi jest także zwane małą Polską. Dlaczego? Dowiecie się wkrótce. Powiem Wam tylko, że językiem słyszanym tam najczęściej jest język polski. 


Sama plaża jest bajeczna. Wieje dosyć silny wiatr, jest przepełniona ludźmi oraz windsurferami oraz kitesurferami. Woda, jak widać na zdjęciu powyżej, jest zupełnie przezroczysta.


Prassonisi nie można pomylić z żadnym innym miejscem-już jadąc w jego stronę widzimy unoszące się nad wodą kolorowe kite'y. 


Pominęłam po drodze miejscowość, która uważana jest za najstarszą na wyspie Rodos. Mowa oczywiście o mieście Lindos. Ze wzgórza Lindos widzimy kilka plaż. Co jedna to piękniejsza. A kolor wody w morzu jest najpiękniejszy, jaki tylko w życiu widziałam.

Powyższa zatoka to zatoka św. Pawła. Jest ona najcieplejszym miejscem na Rodos. Nawet nie chcę wiedzieć ile stopni ma tam woda, gdyż w normalnym, przeciętnym morzu jest baardzo wysoka. Taka mini zupa? Plaża wokół tej zatoki jest niewielka, za to zapewne bardzo ciepła.


Ja wiem, że te kolory wyglądają dosyć mało realistycznie, ale to nie zasługa photoshopa ani żadnego takiego programu. Woda tam ma naprawdę taki kolor. Wystarczy popatrzeć na inne zdjęcia w Internecie aby się przekonać, że przy takim pięknie programy graficzne to pikuś.


Jeszcze tylko rzut okiem na plażę z widokiem na akropol Lindos. Przepiękna plaża z przepięknym widokiem, zapewne ciepłą, krystalicznie czystą wodą i sporą ilością turystów w sezonie.


Kolejna plaża została odkryta zupełnie przypadkiem. Nie ma jej w przewodnikach, w Internecie też nic o niej nie znajdziemy. Plaża ta ma charakterystyczny niebiesko-biały kolor. To właśnie w tym miejscu łączą się dwa morza- Egejskie ze Śródziemnym. Plaża mimo środka słonecznego dnia była praktycznie pusta. Ludzie o niej nie wiedzą i niektórzy tylko wypatrzą ją z drogi i się zatrzymają na chwilę. To naprawdę nieziemskie miejsce.


Plaża, prawdopodobnie bezimienna, jest bardzo szeroka i bardzo długa. Piaszczysta, z ciemniejszym piaskiem i mnóstwem piany. Robi niesamowite wrażenie, nawet z daleka.

Zachodnia część wyspy jej dosyć mało ciekawa-porośnięta przez lasy iglaste, bez plaż, gdyż skały wpadają prosto do morza. Na północ sytuacja się trochę poprawia, jednak i tak moim zdaniem najpiękniejsze plaże są w wschodniej części wyspy.


Przedostatnia już plaża, którą chcę pokazać znajduje się w największym mieście wyspy Rodos-mieście Rodos. Plaże tutaj są wąskie i piaszczyste, zapełnione zupełnie ludźmi. W oddali widać skały, co dodatkowo dodaje uroku temu miejscu.


Na plaży w mieście Rodos oprócz mnóstwa parasoli i leżaków jest sporo kawiarni i tawern. W końcu miasto to jest centrum wyspy i mieszka tu około 60 % całej ludności wyspy.


W nocy leżaki zostają odwrócone a parasole złożone. Plaża jest cicha i spokojna, za to życie przenosi się do miasta. Port Mandraki wcale spokojny już nie jest.



A teraz już ostatnia plaża na wyspie Rodos. Znajduje się ona w bardzo cichym i spokojnym miejscu, niedaleko miejscowości wypoczynkowej, jednak na tyle daleko, aby nie dało się dotrzeć piechotą. Plaża ta znajduje się nad Zatoką Anthony'ego Quinn'a. 


Piękny kolor wody i strome skały sprawiają, że wypoczywający czuje się prawie jak w bajce. Do tego przepięknego widoczku na środku zatoki pływa sobie spokojnie statek.




To już tyle plaż, które chciałam Wam pokazać. Mam nadzieję, że wniosłam trochę słońca w Wasz pochmurny i szary zimowy dzień. Nie wiem czy zauważyliście, ale na każdej plaży są inne parasole. Nie mam pojęcia dlaczego tak jest, ale słyszałam, że Rodos to wyspa parasoli. I ciężko się z tym nie zgodzić.  Postaram się to udowodnić jednym z kolejnych postów. Mam nadzieję, że czytanie tego posta sprawiło Wam tyle przyjemności i pozytywnych wrażeń estetycznych, ile mi pisanie i szukanie zdjęć.

czwartek, 21 lutego 2013

19. Hradczany, czyli początek zwiedzania czeskiej Pragi

Odkąd tylko pamiętam, zawsze istniała dla mnie Wielka Trójka miast koniecznych do odwiedzenia. Początkowo należały do niej: Praga, Budapeszt, Wiedeń. Obecnie trójka bardzo się rozciągnęła i już nie jest trójką, ale pierwotną zaczęłam powoli realizować. Niekiedy ze słabym skutkiem (Budapeszt), ale Pragę mogę już na szczęście zaliczyć do tych udanych. O Pradze chyba jeszcze nic tutaj nie pisałam, dlatego postanowiłam to zmienić właśnie dzisiaj. Postaram się opisać to miasto w takiej kolejności, w jakiej je zwiedzałam. Wprawdzie 3 dni, które tam spędziłam nie zadowoliły mnie w pełni (gdyż sporo miejsc zwiedzałam na za szybko, a kilka nie widziałam w ogóle), ale zawsze pozwoliły poznać klimat i kulturę miasta i kraju.

Na początku zwiedzaliśmy Wzgórze Hradczańskie, które zachwyciło wszystkich. W czerwcu pogoda cudowna nie była, więc ludzi też nie było dużo. Zwiedzało się dosyć sympatycznie, ale nadal czuję lekki niedosyt. 


Na początek Hradczany, bo to właśnie ta dzielnica była pierwszą, którą zwiedzałam (oprócz tej z hotelem oczywiście).  Leży ona na prawym brzegu Wełtawy.  Jest najpopularniejsza, najczęściej odwiedzana przez turystów, najbardziej okazała i te jej naj.. można byłoby wymieniać przez jakiś czas. Owszem, robi ogromne wrażenie i jest piękna.


Na początku Wzgórza Hradczańskiego zobaczymy klasztor i przyległe do niego budynki, m.in browar. Klasztor jest tylko zapowiedzią tego, co nas spotka za chwilę, dlatego jest okazały  i całkiem spory. Ale ogrom budynków praskich jeszcze będzie miał okazję nas zaskoczyć!


Hradczany to dzielnica detali. Mnóstwo rzeźb, płaskorzeźb, kolorów, zdobień, budynków. Można się napatrzeć do woli, bo naprawdę jest na co. Mnie osobiście najbardziej zaintrygował hotel z ogromnym krzyżem przed wejściem. Okazało się, że budynek hotelu wcześniej był prawdopodobnie kościołem, a później dopiero został przeremontowany na luksusowy hotel. A krzyż pozostał.
 

Architektura Pragi jest bardzo zróżnicowana. Hradczany są dzielnicą starą  i reprezentacyjną. Znajdziemy tam przepych, bogactwo, złote zdobienia  i eleganckie, stare budynki.


Poniżej Ministerstwo Spraw Zagranicznych- kolejny budynek, który robi wrażenie, ale jeszcze nie jest punktem kulminacyjnym na Hradczanach. Ale już niedługo, trochę niżej zobaczycie to, po co wszyscy się do Pragi wybierają.




Oto wejście do największego zamku na świecie ( Rekord Guinessa jako zamek zajmujący największą powierzchnię na świecie). Tutaj dopiero czuje się podniosłą atmosferę tego miejsca i całej Pragi. Miejsce to dawniej było zamieszkiwane przez czeskich królów, teraz natomiast mieszkańcem tego kompleksu pałacowego jest prezydent Czech.


Ale Hradczany to nie tylko zamek. To cały kompleks w którego skład wchodzą: Stary pałac królewski, Bazylika świętego Jerzego, Złota uliczka, Katedra św. Wita, wieża Daliborka, Galeria Obrazów Zamku Praskiego i wieża Praochowa . Poniżej dziedziniec pałacu królewskiego.





Niżej atrakcja zdecydowania konieczna do zobaczenia- Katedra św. Wita. Ogromna, naprawdę ogromna gotycka budowla, przylegająca bardzo blisko do pałacu. Uniemożliwia to zrobienie zdjęcia katedry w całej okazałości. Ale zdecydowanie jest na co popatrzeć.


Zarówno w środku jak i na zewnątrz katedra jest cudowna. Piękna, ogromna, majestatyczna-taka, jaka powinna być katedra przypałacowa.  Ogromne wrażenie zrobiły na mnie witraże. Nie jestem ich wielbicielką, ale do takiego gotyckiego wnętrza pasowały mi one idealnie.











 Powyżej Bazylika św. Jerzego z zewnątrz. Wygląda dosyć awangardowo na wprost gotyckiej katedry, ale w środku jednak nie jest ani trochę mniej piękna od swojej starszej siostry-katedry. Poniżej widok na tyły katedry.





Ołtarz w Bazylice św. Jerzego. Pod ołtarzem znajdziemy relikwie-uwieczniłam je na zdjęciu powyżej. Robią niesamowite wrażenie, gdyż są dobrze zachowane i wyglądają dosyć przerażająco. Prawdziwe "memento mori"


W środku bazyliki Surowy, kamienny wystrój, dość mało miejsca . W centralnej części znajduje się kaplica św. Ludmiły. Z tą kobietą wiąże się ciekawa legenda. Jej ukochany był o nią tak zazdrosny, że z miłości zabił Ludmiłę, aby żaden mężczyzna nie mógł na nią patrzeć. Później został za to zamknięty w więzieniu i miał zrobić rzeźbę przedstawiającą ukochaną. Tą rzeźbę zobaczyć możemy właśnie w kapicy św. Ludmiły.


Na samym końcu Złota Uliczka. Spodziewałam się przepychu, złota, wielkiej i szerokiej ulicy. A zastałam wąziutki, kolorowy deptaczek. Ale czy byłam rozczarowana? Chyba nie, gdyż znalazłam tam mnóstwo sklepików z najróżniejszymi bibelotami. Najlepszy był jednak sklep z kosmetykami naturalnymi. Jakby nie ceny to chyba długo bym stamtąd nie wyszła.



Złota uliczka powinna być złota, a nie jest. Zastanawiałam się chwilę nad tym i okazało się, że jej nazwa pochodzi od tego, że mieszkali na niej chemicy, którzy mieli z różnych tańszych materiałów chemicznych wyprodukować złoto. Nie udało się im to, ale pozostawili po sobie domki, w których obecnie znajdziemy mini wystawy ze scenami z ich codziennego życia.


Dalej zdjęcia zrobione w czasie schodzenia z wzgórza hradczańskiego. Widok na Pragę cudowny i zdecydowanie warto usiąść spokojnie i napić się kawy z takim widokiem.


Ta czarna ściana na zdjęciu powyżej to kawałek ściany z lawy z Ogrodów Wallenstaina. Ale o tym będzie w kolejnej części.


Hradczany widziane z zupełnie innej strony Pragi. Znalazłam się tam przypadkiem w czasie spaceru i cudownie było zobaczyć to wzgórze z nieco innej perspektywy niż ta zwykła, turystyczna. Oprócz nas dwóch nie było tam praktycznie ludzi, tylko miejscowi. Deszcz padał co chwilę, ale wyciągałyśmy parasole i prułyśmy dalej przed siebie, aby zobaczyć jak najwięcej, poczuć wszystko co się da.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...