sobota, 1 grudnia 2012

11. Wspominając zabawki z dzieciństwa, czyli Muzeum Zabawek w Krynicy-Zdroju

Krynica to niewielkie miasteczko położone w Beskidzie Sądeckim. Znane jest głównie z licznych sanatoriów i szpitali leczniczych a także ze stoków narciarskich. Jest to chyba drugie  w Polsce miasto szczególnie kojarzone z kulturą góralską (pierwsze jest oczywiście Zakopane). O samej Krynicy napiszę kiedyś długi post, dołączając zdjęcia sprzed lat, zdjęcia zrobione  zimową porą  a także informacje o stokach narciarskich. Teraz jednak chciałabym opisać miejsce, które odkryłam zupełnie przez przypadek i okazało się być świetnym odświeżeniem pamięci a także zabawą. To miejsce to Muzeum Zabawek "Bajka". Mieści się ono na ulicy Piłsudskiego 2 w budynku ze zdjęcia poniżej:

To miejsce jest niezwykłe dla każdego. Mnóstwo zabawek z różnych okresów, zarówno dla dziewczynek i dla chłopców. Wszystkie świetnie poustawiane w gablotach czy też na wystawach. Niektóre kolorowe i radosne, inne smutne-od razu widać, że pochodzą z czasów wojny.


 Idąc dziś do sklepów z zabawkami widzimy na witrynach jakieś dziwne stwory, wydające jeszcze dziwniejsze odgłosy, samochodziki na pilota, mini Porsche czy samolociki zdalnie sterowane. Dla dziewczynek znajdziemy lalki, które same jedzą, chodzą, sikają i nie wiadomo co jeszcze robią (szkoda, że same nie sprzątają pokoju dziecięcego), mini pralki, kuchenki, żelazka. Ceny są potworne, bo przecież nie możemy kupić dziecku nieoryginalnego prezentu, bo się koledzy będą śmiali. A czy takie zabawki sprawią, że dziecko naprawdę będzie szczęśliwe?


To muzeum pokazuje, że zabawki, którymi dzieci były obdarowywane kiedyś, miały dla nich ogromne znaczenie. Zapewne, kiedy dziewczynka dostawała piękną porcelanową lalkę, nie mogła przestać się cieszyć. Zabawki były kiedyś najcenniejszym skarbem małych dzieci. Dzisiaj mało kto je szanuje.


Będąc w muzeum rozglądałam się za swoimi zabawkami. I ku mojemu zdziwieniu znalazłam kilka. Choćby nawet lalki Barbie, czy klocki Lego. Wiele zabawek pamiętam z dzieciństwa- takie miały moje koleżanki z podwórka czy też były w przedszkolu. Wiele też było zabawek jakich nie widziałam nawet na zdjęciach- piękne porcelanowe lalki, makiety miast czy porcelanowe zwierzątka.


Mimo, że muzeum duże nie jest, można na nie poświęcić sporo czasu. Przy większości gablot można poczytać różne ciekawostki o firmie produkującej czy historii danej zabawki.


Zachwyciła mnie gablotka z zabawkami dla chłopców. Cała w małych żołnierzykach. Tata mi zawsze opowiadał, że miał takich dużo, a ja nigdy nie wiedziałam, o co mu chodzi. Oglądając niektóre zabawki nie mogłam przestać się zastanawiać jak dzieci się nimi bawiły. Przecież zupełnie się nie ruszały ani nic. Ale jak widać wyobraźnia dzieci jest nieograniczona i z brakiem ruchu swoich zabawek też sobie dawali radę.


Dzisiaj mamy zabawki dla każdego, w każdym języku i w każdym celu. Zabawki edukacyjne, dla całej rodziny, gry ruchowe, czy stare dobre szachy. Dzieci jednak wolą i tak siedzieć przy komputerze i telewizorze. To takie smutne, że nie potrafią doceniać tego, czym kiedyś bawili się ich rodzice. Cieszę się, że  jestem jednym z ostatnich roczników, który wie, co to jest guma do skakania i na czym polega maturka angielska. W tym roku przekonałam się, że dzieci nie mają zielonego pojęcia do czego to służy a jak zaczęłam z nimi skakać, to nie były w stanie zrobić trójek na kolankach... Za to dokładnie wiedzą gdzie znaleźć gry na iPadzie czy iPhonie. Ja w ich wieku całe dnie spędzałam na skakaniu w gumę i nie miałam pojęcia, że Internet istnieje. Współczuję im tego, naprawdę.


Gdy tylko zobaczyłam tą gablotkę z elementarzami to naprawdę byłam w szoku. Jeszcze kilka lat temu razem z moją kuzynką czytałyśmy te elementarze w babci. Z jednej strony to fajne, że takie eksponaty też są, ale z drugiej strony poczułam się tak strasznie staro (mimo moich 17 lat). Pani w muzeum bardzo się z nas śmiała, jak mówiłyśmy, że czujemy się staro w tym muzeum.. No bo co ona ma powiedzieć, jak my tak już uważamy.


Na sam koniec sala lekcyjna z czasów Gomułki. Na ścianie portret Władysława Gomułki i Józefa Cyrankiewicza. Oraz coraz rzadziej spotykana czarna tablica z kredą (teraz już mamy tablice z projektorami a pisze się po nich zmywalnym pisakiem, moi drodzy). Dla dzieci przed nami ta tablica i kreda to była ogromna zabawa. Że jak to, kreda po tablicy pisze? Wolę myśleć, że jeszcze w szkole nie byli i po prostu nie wiedzą.

Muzeum w Krynicy to tylko filia większego muzeum w Kudowie-Zdroju. Mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję wybrać się do tego głównego. Cena wstępu do muzeum to 7 zł za bilet ulgowy a  9 za zwykły. Jednak takie wrażenia są warte tej ceny, szczególnie dla dorosłych, dla których powspominanie dzieciństwa będzie bezcenne.

5 komentarzy:

  1. A pamiętasz może jak wybuchnęłam śmiechem kiedy panna Anna mnie przestraszyła? : ))
    Ja najbardziej z tego muzeum polubiłam jednak salę lekcyjną! : D

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Najbardziej lubię te drewniane zabawki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi też najbardziej podoba się sala lekcyjna, szkoda, że nie wrzuciłaś trochę więcej zdjęć ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamiętam elemantarz. To ten po prawej na zdjęciu. Zdjęcie Gomółki też wygląda blisko, chociaż ja chodziłem do szkoły za Gierka. Wydajemi się że jeszcze wisiały zdjęcia Gomółki. Dokładnienie pamiętam.
    Wszedłem na ten blog, bo oczekiwałem relacji z wypraw na cały świat. Okazuje sięże jest tylko Kraków i okolice. Może nie widziałem całego bloga, zaraz przejrzę wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  5. To piękne i wzruszające miejsce - muzeum które fascynuje i dzieci, i rodziców. Byliśmy i czekamy na okazję, aby teraz zahaczyć o centralę tego muzeum w Kudowie-Zdroju. Pozdrawiamy Ciebie i czytelników.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...