czwartek, 27 grudnia 2012

14. Archangelos, czyli pierwszy przystanek w wycieczce po wyspie Rodos.

Nabrało mnie dzisiaj na greckie klimaty. Z przyjemnością piszę ten post i oglądam zdjęcia z Rodos, na którym jeszcze niedawno byłam. Chętnie bym się tam wróciła z powodu krystalicznie czystej wody w morzu, świetnego jedzenia a także greckiego braku pośpiechu i stylu życia. Było to moje pierwsze spotkanie z Grecją na ziemi greckiej (wcześniej grecką kulturę miałam okazję podziwiać na Sycylii). O samej wyspie napiszę łączony post w przyszłości, ale wcześniej chciałabym opisać każde miejsce, które zwiedziłam. Postanowiłam zacząć od Archangelos- miasta najbliżej położonego od mojej miejscowości na Rodos, które jednak, moi zdaniem jest najbardziej greckie. 


Nasza wyprawa zaczęła się bardzo wcześnie rano pewnego sierpniowego poranka. Na wakacjach bardzo wcześnie rano to nie wcześniej niż koło 9. Pogoda na Rodos była cudowna. Promienie słońca przygrzewały od początku wycieczki.


Archangelos to miasteczko położone we wschodniej części wyspy. Jest niewielkie i baardzo greckie. Nie ma tutaj hoteli ani żadnych atrakcji dla turystów typowo robionych pod turystów. Mało kto mówi tam po angielsku i język "migowo-intuicyjny" jest najczęściej używany do komunikacji między turystami a miejscowymi.


Na początku dotarliśmy do ruin twierdzy joannitów. Miała ona bronić miasto przed najazdami Ottomanów. Wspięcie się na nią nie było takie proste- wymagało trochę energii. A z góry rozciągał się widok na miasteczko i na kawałek wyspy. Ruiny, mimo, że bardzo stare, były całkiem nieźle zachowane. W środku znaleźliśmy coś, co prawdopodobnie było kapliczką.
 






Gdy podziwialiśmy miasteczko z góry, które było całkowicie białe na tle zielonych roślin, dostrzegliśmy nietypową wieżę. Wyglądała intrygująco i postanowiliśmy się do niej dostać i dowiedzieć co to jest. 



Przeparkowaliśmy auto i ruszyliśmy na poszukiwania wieży. Przez jakiś czas wogóle się nie pojawiała, za to mogliśmy podziwiać grecki klimat miasteczka. Słuchaliśmy krzyków gospodyń, które dochodziły z domów (krzyki, nie gospodynie). Takie normalne, powolne, greckie życie, gdzie kobiety siedzą przy domach, a mężczyźni siedzą w greckich tawernach i jeżdżą wszechobecnymi skuterkami. 






Na szczęście udało się dotrzeć pod wieżę. Okazało się, że to kościół pod wezwaniem Michała Archanioła od którego pochodzi nazwa miasteczka Archangelos. Sam kościół zaczęto budować w 1800 roku, zaś dzwonnica pochodzi z 1845 roku.



Zaraz za dzwonnicą jest jakby inny świat. Rośnie sobie wielka araukaria, dziedziniec wyłożony jest mozaiką z chochlaków (bardzo charakterystyczne na Rodos), wieje lekki wiaterek i panuje błoga cisza i spokój. Nigdzie nie czułam się tak grecko i wakacyjnie jak tam.



W środku kościół wygląda bardzo ładnie. Jest bardzo złoty i podłoga również jest z chochlaków




Po krótkim odpoczynku na placyku przed kościołem postanowiliśmy wypić poranną kawę, na którą nie było czasu wcześniej.




Jeszcze rzut okiem na ruiny joannitów z daleka. I trafiliśmy do typowej greckiej tawerny.


Nie tej na zdjęciu, ale była dosyć podobna. Rosło w niej małe drzewko prawdopodobnie pomarańczowe. Niestety głowy nie dam bo owoce były zupełnie zielone.


Jak już wspominałam, język obowiązujący to migowo-intuicyjny. Tak też było w tawernie, gdzie pracował grecki Grek w średnim wieku. Nie bardzo znał nawet podstawy angielskiego, więc po zamówieniu gorącej kawy większość dostała kawę po grecku czyli mocną malutką kawę i dużą szklankę wody. Jako jedyna zamówiłam sobie frappe i była to jedna z najlepszych kaw jakie piłam w życiu. Wogóle kawy w Grecji frappe nie ma co porównywać do takich pitych w Polsce. Jak kawy w domu nie pijam, to tam mogłabym ciągle.

czwartek, 20 grudnia 2012

Podróżnicze podsumowanie roku 2012


Koniec roku to czas na podsumowania. Z racji, że święta już niedługo, postanowiłam zrobić takie małe podsumowanie roku, który za 11 dni się skończy. Do swoich sukcesów zaliczam otwarcie tego bloga we wrześniu i regularne, cotygodniowe posty. Sukces, jakiego dotąd nie udało mi się osiągnąć, bo regularność to moja dosyć słaba strona - zawsze mam milion rzeczy do zrobienia. Z podróżniczych osiągnięć też jestem całkiem zadowolona, chociaż nie powiem, że nie mogło być tego więcej. Ale to wszystko po kolei, mam nadzieję, że liczba zwiedzonych miejsc będzie rosła wraz z wiekiem. W moim podsumowaniu pominę wszystkie wyjazdy do Krakowa i Rzeszowa, gdyż są to miasta niedaleko mojego z których czasami jadę na kilka godzin w celach bardziej zakupowych, towarzyskich lub szkoleniowych. A teraz krótkie podsumowanie fotograficzne z którego również będziecie mogli się domyśleć o czym będę pisała w następnych postach:


 1) Sezon podróżniczy zaczęłam bardzo późno, bo dopiero w kwietniu. Pierwsza była stolica naszego kraju, w której byłam po raz drugi w życiu. Nadal nie zwiedziłam wielu miejsc, które bym chciała, ale na pewno wrócę do Warszawy niedługo.




2) Później w maju miałam lekką przerwę w szkole i wybrałam się najpierw do Łodzi, gdyż nigdy tam nie byłam. Piękne miasto, może kiedyś pójdę tam nawet na studia. A muzea związane z filmem były niezmiernie ciekawe, wręcz niekiedy zabawne. Manufaktura zachwyciła mnie zupełnie. Uwielbiam dobrze zagospodarowane przestrzenie miejskie.




3) Po jednym dniu przerwy i przepakowaniu walizki udałam się na podbój Pragi- jedno z moich głównych marzeń zostało spełnione. Oczywiście wróciłam z wielkimi zapasami czekolady Studentskiej i mnóstwem zdjęć. Po mojej 3-dniowej wyprawie zdjęć mam mnóstwo, więc w roku 2013 to właśnie Praga będzie jednym z tematów moich postów.






4) Od pierwszego lipca pracowałam nad morzem. Zwiedziłam wtedy bardzo dużo miejscowości nad polskim morzem. I muszę przyznać, że zachody słońca są tam nieziemskie. Niestety pogoda przez 40 dni mojego pobytu w ogóle nie dopisywała, ale nie bacząc na to starałam się zwiedzić jak największą część polskiego wybrzeża. 
Mieszkałam w Jastrzębiej Górze: 





Ale do Władysławowa nie było daleko:




 Piekielnym autobusem udałam się do Helu: 






Puck był kolejnym punktem na mojej mapie:



 A zaraz przed przylotem do domu udało mi się zwiedzić Gdańsk. Po raz pierwszy także skorzystałam z couchsurfingu i poznałam Asię, która oprowadziła mnie po tym pięknym mieście i przypomniała najważniejsze miejsca i zabytki.




 5) Sandomierz to była spontaniczna wycieczka jeszcze przed wakacjami, kiedy wakacyjne słońce grzało bardzo mocno i była cudowna pogoda.




6) Kolejną spontaniczną wycieczką była Krynica, którą z reguły odwiedzam w zimie. Jaworzyna jednak zarówno w sezonie narciarskim jak i letnim wygląda pięknie. Zwiedziłam także muzeum zabawek, o którym wcześniej nic nie wiedziałam.



7) Po wakacyjnej pracy nadszedł czas na zasłużony odpoczynek. Wybrałam się na 2 tygodnie na grecką wyspę Rodos. Było cudownie. Idealnie przejrzysta woda w morzu, wysokie temperatury i wiele zabytków to coś, czego mi trzeba było po zamarzaniu nad polskim morzem. Wynajętym samochodem zwiedziłam całą wyspę, więc kolejny rok będzie zapewne przepełniony moimi wspomnieniami z Wyspy Słońca.


 



8) Będąc na Rodos wybrałam się na wycieczkę do Turcji na wybrzeże likijskie. Zwiedziłam słynne grobowce w Fethiye a także fabrykę słodyczy. Również gościłam w ważnym historycznie miejscu w Turcji-Kayakoy. To miasteczko jest nazywane miastem duchów. Dlaczego? Tego dowiecie się czytając moje posty w następnym roku. 




9) Również z Rodos, aby nie marnować czasu, wybrałam się statkiem na jedną z wysp Dodekanezu- Symi. Widoki niczym z pocztówki, żar lejący się z nieba i chłód prosto od morza to idealne połączenie na wakacje.  Bardzo jestem zadowolona, że zobaczyłam ten kawałek świata, gdyż naprawdę warto. 





I to byłoby na tyle w roku 2012. Na 2013 rok mam zaplanowanych wiele wyjazdów, jednak na razie tylko jeden jest pewny. Mam nadzieję, że będziecie śledzić mojego bloga i zaglądać tu czasem w 2013 roku.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...