czwartek, 22 listopada 2012

10. W najsłynniejszym mieście pod wulkanem

O Pompejach nie słyszeć się nie da. To nieduże miasteczko stało się jedną z większych atrakcji Italii. Pompeje leżą 20 km na wschód od Neapolu w rejonie Kampanii. Niedaleko też znajduje się Wezuwiusz-i to właśnie ten wulkan jest sprawcą całego zamieszania wokół tego włoskiego miasteczka. W roku 79 w czasie wybuchu wulkanu, Pompeje zostały zniszczone. Wszystko zostało pokryte popiołem, który wspaniale zakonserwował budynki i dzisiaj, spacerując uliczkami odkopanego miasta możemy czuć się jak starożytni jego mieszkańcy. 


Dla mnie niesamowite jest, że po prawie 2000 lat w budynkach można oglądać mozaiki i rysunki. Dzięki wizycie w Pompejach możemy naprawdę dużo dowiedzieć się o funkcjonowaniu ludzi wieki temu: o ich zwyczajach, układzie miast a także naczyniach, których używali na co dzień.


w 1861 roku w Pompejach rozpoczęło się odkopywanie miasta spod popiołu wulkanicznego. Opiekę nas pracami wykopaliskowymi sprawował włoski archeolog Giuseppe Fiorelli. To właśnie on znalazł sposób, na wykonanie gipsowych odlewów ciał mieszkańców, które zostały wykopane w czasie prac archeologicznych.


Pompeje przed wybuchem Wezuwiusza były pięknym i bogatym miastem. Na pierwszy rzut oka widzimy bogatą kulturę. Każdy drobny element miasta jest świetnym przykładem architektury antycznej. I pomyśleć, że wszystko to przeleżało pod wulkanicznymi resztkami tyle setek lat...


Oczywiście miasto jest bardzo zniszczone. Jednak turyści przewijający się tam bez przerwy wcale nie pomagają w pracach na terenie miasta. Zobaczymy tam wiele przykładów zwykłego wandalizmu: śmieci, zniszczenia itd.


W czasie wybuchu wulkanu wszystko-cały dobytek ludzi z nimi włącznie, zostało potraktowanie przez bomby wulkaniczne, pył i lawę. Zadziwiające jest to, że przetrwało tak wiele amfor glinianych. Ich wąskie szyjki sprawiły, że wewnątrz temperatura była  o ponad 15 stopni niższa niż na zewnątrz. Te amfory, które nie zostały zagrabione przez ludzi, zanim zostało utworzone tam muzeum, znajdują się na wielu półkach i można je oglądać. Ilość ich jest przerażająco wielka.


Mieszkańcy miasta w czasie wybuchu zajmowali się albo pracami domowymi, albo odpoczywali z powodu sjesty. Po odlewach ciał wykonanych z pomocą gipsu z wykopanych zwłok możemy zauważyć, że mieszkańcy zupełnie nie spodziewali się kataklizmu. Zastygli w najdziwniejszych pozycjach.


Układ Pompejów nie różni się od przeciętnego antycznego miasta włoskiego. W centrum wielki plac, na około domy, stajnie, hotele....




W  budynkach zachowało się wiele rzeźb, mozaik, a także malunków. Niektóre są w bardzo dobrym stanie.


Betonowa uliczka mająca kilka tysięcy lat... Bo przecież właśnie włoskie drogi są znane ze swojej wytrzymałości.



Pompeje to obecnie muzeum. Widać, że ktoś zajmuje się tam dbaniem o zieleń.








Najwyraźniej, człowiek na zdjęciu w czasie wybuchu odpoczywał w czasie swojej sjesty. Nie wiedział, że w takie pozycji przyjdzie mu umierać...




Bogata kultura ludzi ówczesnych  przejawia się w ich sztuce- posągach,  figurkach, najdziwniejszych kształtem amforach.







Pompeje to świetne miejsce do zwiedzania. Nie chodzi się i nie ogląda eksponatów za szklanymi szybami, lecz chodzi po mieście i wczuwa w jego atmosferę. A ta jest naprawdę wyjątkowa. Sama świadomość, że w tym miejscu natura pokazała jaką ma moc, napawa dosyć przerażeniem. Jeżeli dodam, że wykopano w czasie prac archeologicznych ponad 2 tysiące ciał pokrytych popiołem, wcale nie zrobi się milej. Jednak to miasto ma w sobie coś- to coś, czego szukamy w zabytkach Rzymu. Sam Rzym nie był dla mnie takim przeżyciem, jakim były Pompeje- w tym miasteczku nie ma komercji, ludzi pilnujących aby turyści szli jednym szlakiem. Tm wszystko jest bardziej naturalne, spontaniczne.

Zdjęcia publikowane w tym poście zostały wykonane przeze mnie, Agnieszkę S. oraz Angelikę M. Wszystko pochodzi z jednego folderu, dlatego nie mogę dokładnie powiedzieć, kto jest autorem którego zdjęcia. 

czwartek, 15 listopada 2012

9. W chmurach nad oceanem czyli Pico del Teide

Wybierając się na Wyspy Kanaryjskie nie sposób nie zauważyć, że są one bardzo wulkaniczne. Na każdej z nich znajdziemy wulkan lub kilka wulkanów i różne atrakcje z tym związane.  Na Lanzarote to podobno dom wykuty w lawie czy też grill na wulkanie, natomiast na Teneryfie możemy wjechać na szczyt, pochodzić, poczuć się jak w niebie... Pico del Teide to najwyższy wulkan na wyspie. Ma dokładnie 3718 m n.p.m. Jest przepiękny. Zastygła lawa jest dosyć kolorowa i układa się w różne kształty. Zresztą zobaczcie sami jak wygląda droga na szczyt...


Teide znajduje się w samym środku Teneryfy. Często jego szczyt jest ośnieżony i trzeba to zawsze wziąć pod uwagę przy planowaniu wycieczki.


Droga znad brzegu oceanu do samego szczytu jest  baaardzo kręta. Za to widoki są niesamowite. Co kawałek znajdują się przy drodze punkt widokowy.  A tam nieziemskie widoki na Ocean i okolicę. Jak widać na powyższym zdjęciu, Teneryfa ma dosyć charakterystyczny układ terenu. Co kawałek górki i pagórki, trochę kaktusów, małe domki w oddali, ocean...


Po pobycie na Wyspach Kanaryjskich opalenizna jest naprawdę brązowa. Strój na tą wycieczkę trzeba dostosować do warunków wulkanicznych- obowiązkowe dobre adidasy, długie spodnie i gruba bluza. Chociaż byli też tacy śmiałkowie, którzy się wybierali w stroju plażowym. Kończyli nieciekawie, bo zjeżdżali z powrotem pierwszą  kolejką lub też w ogóle rezygnowali ze szczytu.




Pusta droga, roślinność jak z pustyni i w oddali wulkan na który zmierzamy


Charakterystyczne formacje z lawy. Znajdziemy je w bardzo wielu miejscach. Mają bardzo różnorodne kształty i kolory, niektóre są porośnięte porostami lub roślinami, inne całkowicie łyse.



Jaszczurki na Teneryfie są wszechobecne. Ta akurat próbowała wejść mi na kark jak siedziałam na ławce przy murku. Na szczęście zauważyłam ją wcześniej.



Aby dostać się na szczyt, trzeba odczekać swoje w kolejce i wydać sporo kasy niestety... Na dole jeszcze gorąco, rozdawana jest ludziom woda i parasole, aby nie mdleli w kolejce, która ciągnie się w nieskończoność. Bilet na taki wyjazd kosztuje 25 Euro za osobę powyżej 14 lat i 12.5 Euro za osobę poniżej 14 roku życia. Jednak wrażenia na górze są warte tej ceny, bo przecież nie codziennie wjeżdża się na wulkan!


Tak wyglądają wagoniki, które przewożą turystów na górę. Po drodze zatykają się uszy na zmianę ciśnienia i trochę trzęsie. No dobra- trzęsie strasznie.


Już nie daleko do góry. Chmury zostały niżej, teraz tylko można podziwiać widoki.


Zdjęcie z bazy na szczycie wulkanu. Temperatura bardzo niska, z tlenem kiepsko. Długo się nie da wytrzymać, bo  ciężko zaczyna się oddychać i kręci się w głowie.. A może to nie z powodu ilości tlenu, ale wrażeń i widoków?




Prawie jak na Marsie... W oddali widać kolejną wyspę.




Oczywiście jak wszędzie widać ingerencję człowieka. Ale spacerowanie po wyznaczonych ścieżkach na wulkanie jest niezwykłym przeżyciem, które pamięta się do końca życia.


Tutaj już w odpowiednim ubraniu, ciepło wcale nie było.







I w tym miejscu uświadomiłam sobie, że różnica poziomów jakie przebyłam tego dnia to właśnie ta czterocyfrowa  liczba... Znad oceanu na najwyższy szczyt Hiszpanii- to naprawdę da się odczuć po całym dniu.


Nie da się opisać przeżyć jakie towarzyszą wędrówkom po wulkanie. Język nie zna takich określeń. To trzeba przeżyć i dopiero wtedy rozumie się ideę różnorodności świta. Bo przecież wulkany są bardo niezwykłe i każdy jest inny.

czwartek, 8 listopada 2012

8. Jak patrzeć na Gniewino? Przez Kaszubskie Oko!

Zapewne, gdy przeczytaliście nazwę Gniewino coś Wam w głowie zaświtało. Jeśli skojarzyliście z Euro 2012 to jesteście na bardzo dobrej drodze do rozwiązania zagadki. Gniewino to mała wieś na Kaszubach, gdzie w czasie Euro 2012 mieszkała i trenowała  reprezentacja Hiszpanii. Ja byłam tam kilka dni po zakończeniu mistrzostw, więc wszystko było dostosowane jeszcze do gości z Hiszpanii. Zresztą sami zobaczcie:

 Droga prowadząca do Gniewina była cała we flagach hiszpańskich. Zapewne piłkarze mieli się poczuć jak u siebie w domu. A z resztą Polska jest znana ze swojej gościnności, więc dlaczego by nie powitać ich w taki sposób?


Jadąc przez Gniewino nie sposób nie zauważyć wysokiej wieży. To Kaszubskie Oko-wieża widokowa z której rozciąga się widok na pobliskie jezioro Żarnowieckie (to, przy którym miała powstać elektrownia atomowa). W zamyśle architektów wieża przypomina źrenicę oka, sama jednak na to bym nie wpadła. Ale jak się przypatrzyłam to i owszem. 


 Wstęp na tereny kompleksu kosztuje 2 złote, co nie jest wysoką ceną za fajne miejsce zabaw dla dzieci, dużą ilość zieleni i kilka fontann. W dzień powszedni w wakacje nie było dużo osób, więc mogę polecić tą porę na odwiedzenie. Kompleks jest czynny od maja do października.


Było bardzo ciepło, chociaż miał padać deszcz. Deszcz padał prawie bez przerwy w inne dni, jednak się zlitował nad nami i przynajmniej wtedy zachowywał się poprawnie. 


W oddali widać restauracje, gdzie można coś przekąsić w międzyczasie. Polecają tam podobno gofry domowe. Nie próbowałam, więc polecić nie mogę.


Sam wjazd na źrenicę kosztuje, nawet jeśli wchodzi się o własnych siłach po schodach. Z góry  przepiękne widoki na jezioro Żarnowieckie, Morze Bałtyckie i okolicę.



Kompleks jest przystosowany szczególnie dla rodzin z dziećmi. Dla nich są place zabaw, dinozaury, Karuzele. Dla tych starszych już nie dzieci szachy, pole do minigolfa a także ścianka wspinaczkowa.




 Kompleks jest bardzo zadbany. Przyjemnie jest popatrzeć na kolorowe kwiatowe rabatki i zieloną trawę.


Makieta elektrowni szczytowo-pompowej - największej w Polsce.


 Ortograficzny labirynt- świetna zabawa dla rozpoczynających swoją przygodę z ortografią, która wcale prosta nie jest-jak ten labirynt. Również obok znajduje się domek ortograficzny.


 A tutaj już wracamy do Euro 2012. Hotel Mistral w Gniewinie gościł reprezentację Hiszpanii. Było o tym całkiem głośno w sprawie zarzutów o nieprawidłowościach w budowie. Plotki te zostały zdementowane przez zarządców hotelu.


Widok z samochodu. Nawet reklamy zrobili po hiszpańsku.


Euro, Euro i po Euro. Pozostało sporo elementów przypominających o tym wydarzeniu, np ten zegar powyżej, czy kosze na śmieci w kształcie piłek do nogi.


 Hotel Mistral- z zewnątrz świetny a w środku zapiera dech w piersiach. Muszę przyznać, że robi niesamowite wrażenie- nigdy wcześnie nie byłam w tak świetnie i nowocześnie urządzonym holu hotelu.


Pamiątkowe zdjęcie i obietnica, że kiedyś wrócę. Ceny nie są niskie, ale spodziewałam się duuużo wyższych. Zapewne wpływ ma na to odległość od morza. Jednak mają na miejscu wszystko, co mi potrzeba do odpoczynku - spa, jacuzzi i sauny. Rewelacja. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...