czwartek, 25 października 2012

6. Szukając słodkości w Tureckim Fethiye czyli fabryka słodyczy!

Marzenia zdecydowanie się spełniają. Jako małe dziecko zawsze marzyłam o pobycie w fabryce słodyczy, gdzie byłyby nielimitowane degustacje. Do niedawna wydawało mi się, że to marzenie jest zupełnie nierealne, jednak na szczęście zostałam bardzo miło zaskoczona. W czasie wycieczki do Fethiye okazało się, że w planie jest również fabryka słodyczy. Ale zdecydowanie nie była to najzwyklejsza fabryka słodyczy jakich wiele. Spodziewałam się wielkiego budynku, w środku mnóstwo pracujących maszyn i ludzi goniących naokoło. To co zastałam na miejscu bardzo mnie zaskoczyło.  


Sama fabryka jest bardzo malutka i nie ma tam żadnych maszyn. No chyba, że za maszynę uważamy ekspres do herbaty.Zaraz przy wejściu stoją dwa duże ekspresy do herbaty- jeden z herbatą jabłkową a drugi nie pamiętam z jaką, ale obydwie były naprawdę rewelacyjne!


Te wszystkie białe, małe cząsteczki na wielkich stołach to właśnie tureckie słodycze do degustacji. Prawdziwy raj dla słodyczoholików. Czyli dla mnie.


Z tego co pamiętam to to były takie kwaśne landrynki. Genialne, szczególnie po wypróbowaniu słodkich.


Każdy rodzaj, kolor, smak. Raj dla kubków smakowych, oczu i nosa. Ten zapach słodyczy.


Największy jednak żal, że nie można spróbować wszystkiego. Na początku byłam pewna, że uda mi się spróbować przynajmniej połowy, ale tyle tego, że nie ma opcji.


Najbardziej podobało mi się to, że jak jakaś chałwa czy inne jedzonko było nieodpakowane a chciałam spróbować, to nie pytając nikogo po prostu rozpakowywałam i mogłam jeść ile mi się podoba. Oczywiście nikt nie brał do kieszeni zapasów, bo wszystko można było kupić za całkiem przyzwoitą cenę.


Fabryka składa się z jednego pomieszczenia, jednak miejsca gdzie produkuje się słodycze są oddzielone szklaną szybą od reszty. W części degustacyjno-sklepowej można było również nabyć tradycyjne tureckie kosmetyki i przyprawy.






Nawet teraz jak patrzę na zdjęcia i popijam herbatę prosto z Fethiye, to mam ochotę wsiadać w samolot i lecieć po słodycze. Bo takich to my w Polsce raczej nie znajdziemy.










Powyżej pan w części fabrycznej ręcznie wyrabia słodycze. Później są one krojone i pakowane lub kładzione do degustacji.


Przyprawy to też mocna strona części degustacyjno-sklepowej. Taki wybór, zapach i ceny....






Sok z granatu... Czytałam, że jest pyszny, więc kupiłam... Gdzieś leży w domu i właśnie przy okazji przypomniałam sobie, że muszę go znaleźć i wypić.





Maszyna do wyrobu słodyczy...

 
A tutaj już gotowe słodkości, czekające na pokrojenie.


 Słyszeliście kiedyś o soli cytrynowej?


Jakbyście kiedyś byli w Turcji w mieście Antalya czy też Fethiye to powyżej macie nazwę fabryki o której jest dzisiejszy post. Warto się tam wybrać, bo jak widać na zdjęciach, słodycze są super!

czwartek, 18 października 2012

5. Śladami "Ojca Mateusza" czyli Sandomierz letnią porą

Dzisiaj krótka relacja z mojej przedwakacyjnej wyprawy do Sandomierza. Akurat zaraz przed wakacjami, kiedy sezon wycieczkowy w podstawówkach  trwał w  najlepsze,  słońce świeciło dużo mocniej niż w wakacje a uczniom  liceów wcale się nie chciało siedzieć na lekcjach, wybrałam się do miejsca  zwanego "małym Rzymem" lub też ojczyzną Ojca Mateusza. Sandomierz to niewielkie miasteczko położone nad Wisłą na siedmiu wzgórzach. Z oddali wyłania się zza koryta Wisły i wygląda genialnie. Widoki z jego wzgórz są cudowne i mimo, że spędziłam tam tylko kilka godzin, to baardzo miło to miejsce wspominam i niewątpliwie jeszcze wrócę. 
Na początek Brama Opatowska- jedna z najlepiej zachowanych bram miejskich w Polsce. Wstęp oczywiście płatny, ale niewiele. Po drodze mnóstwo dzieci i schodów. Ale widoki genialne. Na górze tarasik widokowy na obydwie strony. 



Tutaj Brama Opatowska z oddali, już od strony miasta. Później plan zwiedzenia podziemnej trasy podmiejskiej. Szczęśliwym trafem udało się dołączyć do jakiejś wycieczki i ruszyłyśmy. Mimo upalnej pogody na zewnątrz, wewnątrz zawsze jest tak samo. Było chłodno i baardzo przyjemna temperatura. Kilka razy zmieniałam wycieczki bo się zagapiłam robiąc zdjęcia...
Korytarze są oświetlone i w ogóle nie ma obawy, że się potknę czy zgubię.

Gdzieniegdzie dodatkowe atrakcje. Przedszkolaki naprawdę były przerażone widząc odciętą rękę. Specjalnie dla nich również po podziemnej trasie krążą przebrane duchy czy inne zjawy. Tak przynajmniej było w tygodniu, całkiem możliwe, że to opcja dostępna tylko dla dzieci w sezonie wycieczkowym.
W gablotach oglądać można porcelanę a także gliniane dzbanki, wazy i figurki
A to moja zdecydowanie ulubiona atrakcja. Czaszki znalezione w czasie wykopalisk. Świetnie zachowane, można się teraz uczyć na nich biologii. Takie moje  małe zboczenie, może kiedyś zawodowe.
Na murach pełno jest malowideł. Trasa jest bardzo ciekawa i urozmaicona, raczej ciężko jest się tam nudzić.

Sandomierski miód pitny. Trochę kupieckich historii nie zaszkodzi. Zdecydowanie warto ich posłuchać, bo są niezwykle  ciekawe.
Część podziemnego korytarza, już właściwie końcówka.

Tutaj miejsce znane przez wszystkich wielbicieli serialu "Ojciec Mateusz". To właśnie w Sandomierzu nagrywane są odcinki tego niezwykle ostatnio popularnego filmu. Dzięki niemu Sandomierz stał się popularny i jest bardzo chętnie zwiedzany. Wszyscy mają nadzieję, że uda im się podpatrzeć nagranie. Znam takich, którym się to udało. Ja niestety nie miałam tego szczęścia.

Ratusz z XIV wieku, przebudowany w XVI. Piękny renesansowy zabytek miasta. Mi przypomina trochę ratusz w Tarnowie. Jest jednak trochę mniejszy.
.Cały Sandomierz ma klimat. Mimo, że miasto nie jest duże, to można tam się poczuć jak w Rzymie. Kamienne uliczki, zabudowa i cudowny widok na Wisłę. Latem polecam szczególnie w dni powszednie, bo oprócz wycieczek szkolnych, które przewijają się jedynie po głównych atrakcjach, miasto jest bardzo spokojne i przyjemne.
 Nigdy nie byłam w Kazimierzu Dolnym, ale zawsze sobie  wyobrażam jego klimat, że jest taki jak w Sandomierzu.  Mam nadzieję, że mam choć trochę racji.

czwartek, 11 października 2012

4. Podziwiając potęgę klifów na Teneryfie....

Wiele osób decydując się na wakacje lub urlop na Wyspach Kanaryjskich ma wielki dylemat- którą wyspę wybrać? W większości przypadków, kierując się opiniami w Internecie i biurze podróży decydują się na Teneryfę- największą z całego archipelagu i najbardziej zaludnioną. Teneryfa jest bardzo różnorodną wyspą, dlatego kolejnym dylematem jest rejon, który warto wybrać. Dla ludzi, którzy szukają rozrywki polecam północną część wyspy (Santa Cruz), lub południową Playa de las Americas. Jednak jeżeli ktoś szuka spokoju, bliskości natury i szumu oceanu na co dzień to dobrym rejonem będzie Los Gigantes. Byłam tam nie tak dawno i to zdecydowanie fajne miejsce dla ludzi starszych lub chcących odpocząć. Ja jednak nie zostałabym tam na dłużej- nie ma co liczyć na kluby czy dużą ilość sklepów. Za to nie brakuje bananów i pięknych widoków (właściwie na Teneryfie nigdzie nie brakuje pięknych widoków)

 Widok na miasteczko Los Gigantes i pole bananowe. W oddali widać zarys kolejnej wyspy z archipelagu.
 Los Gigantes położone jest na zachodnim wybrzeżu wyspy. To małe miasteczko, jednak bardzo turystyczne. Znajduje się tam wiele hoteli, restauracji i kawiarni.
 W tle widać Los Gigantes'y - jedne z największych klifów w Europie. Mają wysokość około 800 metrów. Są jedną z głównych atrakcji na wyspie. Koniecznie zwiedzając ją warto zahaczyć i zobaczyć na własne oczy wielkość Gigantesów.
 A tutaj w całej okazałości. Wiele osób korzysta z możliwości, jakie dają miejscowi- wypływają łódką lub katamaranem prawie pod same klify i dopiero wtedy można popatrzeć w górę i docenić w pełni ich wielkość i potęgę.
 Widok z okolic klifów na miasto, w tle ocean.
 Te białe smugi na oceanie to motorówki z turystami.
 Roślinność na Teneryfie jest niezbyt zielona- w tak gorącym klimacie ciężko jest przetrwać roślinom. Jednak kaktusy całkiem nieźle sobie radzą.
 Na Kanarach warto wynająć samochód na kilka dni i zwiedzić jak najwięcej. Klimat jest naprawdę wyjątkowy. Nie spotkałam się nigdy z takim przyjemnym klimatem na innych wyspach- jest słonecznie, wieje wiatr od oceanu a wulkaniczny piasek jest ciemny i wygląda na stopach jak drobinki srebra.
 Wyspy Kanaryjskie leżą właściwie w Afryce, jeżeli popatrzymy na geograficzne położenie. Lot na nie trwa około 5-7 godzin w zależności od wyspy i warunków. Jednak administracyjnie są częścią Europy i należą do Hiszpanii. Walutą tam jest Euro.
Teneryfę zwiedziłam prawie całą. Na pewno kiedyś napiszę więcej o tej pięknej wyspie. Jednak bardzo chciałabym zwiedzić kolejne wyspy z archipelagu Wysp Kanaryjskich. Marzy mi się wulkaniczna Lanzarotte lub Fuerteventura.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...